Wiedzma bloguje (Czarownicująca): zioła z Indii
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zioła z Indii. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zioła z Indii. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 6 stycznia 2014

2013 rokiem eksperymentów włosowych

Rok 2013 był dla mnie zdecydowanie rokiem eksperymentów :)

Z ciekawością czytam i oglądam Wasze roczne podsumowania zmian na głowie :)
Teraz zapraszam na moje!

Henna Khadi Ciemny brąz - KLIK

Moje pierwsze hennowanie było bardzo udane! Zioła wydobyły z włosów blask, skręt i mięsistość i bogactwo odcieni! Dobry efekt praktycznie pojawiał się sam, po każdym myciu.
Skalp przyjął zabieg z zadowoleniem.
Włosy nasyciły się proteinami i ekstraktami roślinnymi ostatecznie i przestały lubić najmniejsze ich ilości.
Kolor, początkowo zbyt ciemny (naturalnie jestem ciemno-blond myszką) wdzięcznie zmył się nie pozostawiając widocznych odrostów poza lekkim miedzianym odcieniem, który o ile był ładny, o tyle - nietwarzowy, bo ładniej mi w chłodnych odcieniach. 



Rozjaśnianie rabarbarem - KLIK


Decydując się na rabarbarowanie włosów nie spodziewałam się widocznej zmiany koloru, gdyż moje włosy są bardzo oporne na rozjaśnianie nawet chemiczne.
Kuracja przywróciła włosom sprężystość i w ciągu następnych kilkunastu dni zmniejszyła widoczność czerwonego odcienia, który pozostał po hennowaniu.
Rozjaśnienia jako takiego nie zauważyłam.
Włosy nie ucierpiały podczas eksperymentu, jednak nie powtórzę go zbyt szybko, bo kwasy zawarte w rzewieniu podrażniły skórę głowy i przez kilkanaście dni towarzyszył mi zapach musztardy na włosach ;]
 
Senes - prawie jak cassia - KLIK

Senes jako tańszy zamiennik cassi? Warto spróbować :)
Na moich włosach efekt senesowania bardzo przypominał ten po cassiowaniu, tylko trwał krócej. Włosy zyskały połysk i sprężystość oraz ciepły, orzechowy odcień. Efekty zmyły się łagodnie w ciągu kilku tygodni, pozostawiając na pamiątkę ciepłe refleksy. Jeśli kusi Was cassia ale przeraża Was cena - może warto sięgnąć po senes, dostępny w większości aptek za kilka zł?

Domowe pasemka - KLIK

Ostatnim eksperymentem kolorystycznym były jasne pasemka. Wykonałam je na czepku z pomocą mamy, która dzielnie przeciągała włosy szydełkiem.

Z tygodnia na tydzień pasemka coraz bardziej rozpraszają się i wyglądają jak słoneczny refleks. Prawdopodobnie robienie odrostów nie będzie konieczne ze względów estetycznych!

Kondycja włosów jest bardzo dobra, pasemka nie różnią się strukturą i zachowaniem od włosów nierozjaśnianych (naturalnych).





ZMIANY DŁUGOŚCI

W ciągu minionego roku bardzo zmieniłam podejście do zapuszczania włosów. Zaczęłam z włosami do obojczyków i silną motywacją do zapuszczania.
W maju - folgując zamiłowaniu do loków - zdecydowałam się na kolejną trwałą ondulację, która niestety nie była zbyt trwała (z przyczyn nieznanych - może zbyt oporna łuska włosa? może szalejące hormony tarczycy? nieodpowiednia faza księżyca?)...
W lipcu zdecydowałam się na ostre cięcie - i nie żałuję. Decyzję pomogła mi podjąć infekcja skalpu (a właściwie nie do końca infekcja - przerost malassezia, zaburzenie flory naskórka), z powodu której szaleństwa eksperymentów ograniczam do dziś.
Moje włosy rosną szybko, znam w teorii wiele technik przyspieszania porostu, więc kiedy mój skalp wreszcie da się uleczyć - to dopiero będzie akcja zapuszczanie!! :)


Pozdrawiam z mokrą głową :) Dziś nic wyjątkowego, olejowanie różowym olejkiem GP na noc, rano dokładka oleju Oilmedica i dwukrotne mycie odżywką Kallos Color!

Bye!


Pokochaj z Bloglovin 


post signature

piątek, 21 czerwca 2013

Casia vs... Senes!

Witam,

Dawno nie było eksperymentu! Czyli czas najwyższy na jakiś :) Najlepiej włosowy, tani i skuteczny :)

Dawno, dawno temu... czytelniczka przysłała mi ciekawostkę. Otóż - jeszcze dawniej, przed wiekami, Wielkie Wiedźmy z forum laboratorium urody znalazły i ulubiły sobie niepozorne zioło, które miało im zastąpić hinduskie złoto (cassię).

http://www.21food.com

To zioło to... senes. Znany z działania przeczyszczającego i z takim przeznaczeniem znajdziecie go w aptekach.

Senes, podobnie jak Cassia (inaczej Senna) należy do rodzaju Senna lub Cassia, zależnie od klasyfikacji - czyli są ze sobą blisko spokrewnione.

Pionierki z LU przyrządziły senes tak samo jak Cassię, nałożyły na włosię i otrzymały bardzo podobne jak przy cassii efekty: połysk i gładkość włosów, wygładzenie lub podkreślenie skrętu zależnie od predyspozycji włosa oraz miodowy blask.

Nie byłabym sobą, gdybym nie spróbowała :)
Postaram się od razu porównać do siebie senes i sennę, której używałam rok temu.

Na początek jeszcze proponuję zapoznać się z tymi wpisami:

Senes vs Senna (Cassia)

Gdzie kupić?

Senes: w aptece i sklepach zielarskich (3zł / 50g)
Cassia: W sklepach z kosmetykami naturalnymi, zielarniach, przez internet (30zł / 100g)

Postać

S: pokruszone liście, wymagają zmielenia na pył, najlepiej w młynku do kawy
C: pył gotowy do użytku

Zapach

Wydaje mi się, że podobny: w obu przypadkach ziołowo-herbaciany (ale nie ufajcie mi w tym względzie, mam dziwny gust do zapachów :) )

Kolor

Suchy proszek - zieleń suchej trawy.

Przygotowanie

Sposób przygotowania mieszanki opisałam dokładniej w tym wpisie (KLIK).
Jeśli zależy nam na ciepłych refleksach na włosach - używamy nierozcieńczonego soku z cytryny, trzymamy mieszankę w cieple przez kilka godzin, aby uwolnił się barwnik podobny do lawsonu w hennie (ale niełączący się trwale ze strukturą włosa).
Jeśli nie chcemy ciepłych tonów - rozrabiamy proszek z letnią wodą i nakładamy od razu.

Jako dodatek polecam żel lniany! Wypróbowany przy Hennie Khadi (KLIK) - nie ma wpływu na trwałość koloru a niesamowicie ułatwia nakładanie mieszanki i pozostawia włosy nawilżone.

Nakładanie

Jako, że w zeszłym roku nie znałam patentu z żelem lnianym - Cassię nakładało mi się tragicznie. Senes, podobnie jak wspomnianą hennę nakładałam już z żelem, komfort porównywalny, czyli Cassia z żelem prawdopodobnie też nakładałaby się lepiej.


Czas trzymania

Jeśli zależy nam na efekcie kolorystycznym - 30-120 minut.
Efekt odżywczy powinien już być po 30  minutach.
U mnie po 60 minutach wyraźnie widać odżywienie włosów.

Efekt kolorystyczny

W zeszłym roku z Cassii nie byłam do końca zadowolona - końce chwyciło mi na rudo, górę na popielato - dlatego przy Senesie postarałam się o brak efektów kolorystycznych.
Po Senesie moje włosy są tylko odrobinę ciemniejsze niż przed kuracją, orzechowo brązowe. Kolor nie jest trwały - i taki był mój zamiar!

Efekt odżywczy

Cassia: blask i podkreślenie skrętu oraz suchość włosów, która minęła po kuracji głęboko nawilżającej (KLIK)
Senes: blask i podkreślenie skrętu, bez suchości (dzięki żelowi lnianemu w mieszance)

Trwałość

Cassia: zajęło mi dobry miesiąc, żeby pozbyć się niechcianych rudości.
Senes: orzechowy odcień blednie z mycia na mycie. Nie spodziewam się widocznych odrostów. Efekt pielęgnacyjny, czyli blask i sprężyste fale - są nadal, ale zależy do produktów zaaplikowanych podczas mycia głowy. Mija dwa tygodnie od senesowania, efekty jeszcze widać, ale są o wiele mniej widoczne niż w pierwszych dniach.

Podsumowanie

Ciekawe doświadczenie za cudownie małe pieniądze :D

Moja skóra zniosła zabieg całkiem dzielnie, nie pojawiło się podrażnienie, podobnie jak to miało miejsce przy cassii. Była trochę sucha, ale z tym muszę się liczyć sięgając po zioła.

Cassia firmy Khadi to o wiele większa wygoda - proszek dostajemy zmielony, szczelnie zapakowany. Sam produkt daje na tyle dobre efekty, że warto się na niego skusić nawet za normalną cenę, tzn 30zł / 100g (które mi starczy na dwa użycia, zwłaszcza z żelem lnianym lub dodatkiem innych ziół).

Myślę, że mogę polecić Senes tym dziewczynom, które nie mają dostępu do markowych produktów typu henna lub nie są pewne, czego się spodziewać - efekt odżywiania senesem jest zbliżony do efektu po cassii i hennie, a niechciana sztywność czy zły odcień po czasie znikną.

UWAGA!
Rzadko, ale jednak zdarzają się przypadki poważnego wysuszenia włosów przez Cassię. Jeśli włosy są delikatne i już przesuszone, łamliwe, kruche - lepiej zachować ostrożność, a najlepiej odłóż zabieg do czasu poprawy stanu włosów i intensywnie je nawilżaj (czyli stosuj oleje i humektanty)!

* * *

Szybkie info - w tym miesiącu produkty do testów ze sklepu Blisko Natury dotarły do mnie z pewnym opóźnieniem :) Oto one - sprzyjają zarówno skórze suchej, alergicznej i podrażnionej - jak i tłustej, błyszczącej i z wypryskami!


Olej perilla
Olej z wiesiołka
Wiesiołek - nasiona


Znacie Senes od tej strony? ^^
Kto się odważy wypróbować na sobie? :D


post signature

wtorek, 2 kwietnia 2013

Róża i biała glinka - recenzja naturalnych maseczek cz.2

W pierwszej części recenzji przedstawiłam Wam dwa ciekawe produkty do pielęgnacji całego ciała: 

Przedstawiłam Wam moje sposoby na wykorzystanie tych produktów w pielęgnacji skóry twarzy i całego ciała... dziś pora na włosy :)

DZIAŁANIE NA WŁOSY

Oczywiście jako poważna włosomaniaczka MUSIAŁAM wypróbować działania obu produktów na włosy!

Dodatek do szamponu...
Nie od dziś wiadomo, że na dobrą sprawę włosy da się glinką umyć. Będzie to oczyszczanie bardzo mocne i głębokie, podobne do szamponu z SLS.
Rodzaj glinki dobieramy do ewentualnych problemów skóry głowy, biała jest najłagodniejsza i każdemu powinna odpowiadać.

Najłatwiejszym sposobem jest zmieszanie szamponu z odrobiną glinki i umycie włosów tą mieszanką. Dodatek glinki wzmocni działanie myjące nawet łagodnego szamponu.
Zawartość / dodatek glinki poprawia działanie myjące również odżywek myjących.

...a nawet szampon
Glinką można umyć włosy np nakładając papkę jak maskę.

Ja wolę szybszą metodę:
  • 1-2 łyżki glinki
  • plastikowa butelka
  • woda
Glinkę rozbełtujemy w buteleczce w dużej ilości wody (może być kranówka) i otrzymaną mieszanką polewamy skalp i włosy. Jeśli zależy nam na dokładnym pokryciu włosów - polewajmy je suche. Jeśli mamy gęste włosy, łatwiej będzie nakładać mieszankę na zwilżone włosy.
Po opróżnieniu butelki delikatnie masujemy skalp (nie włosy!!) by dokładniej rozprowadzić glinkę i pozostawiamy na włosach 5-15 minut, zabezpieczając przed wyschnięciem lub zraszając wodą.
Po upływie przewidzianego czasu mieszankę bardzo dokładnie spłukujemy (nawet przez kilka minut). Na włosach pozostanie śliska warstewka - tak ma być!
Na włosy koniecznie nakładamy odżywkę.
Zabieg z dużą ilością glinki nie powinien być wykonywany przy każdym myciu.

Czasem glinka nie chce się wypłukać (np mi się tak zdarzyło) i włosy będą matowe - więc warto pierwszy eksperyment tego typu zrobić w dzień, w który możemy sobie pozwolić na ponowne mycie głowy lub nie musimy wyglądać wyjściowo.

Zalety:
  • oczyszcza bardzo mocno, glinkowe mycie pomogło mi pozbyć się upartego zapachu rzewienia
  • 100% naturalne :D
  • nadaje się nawet dla alergików
Wady:
  • trochę brudzi
  • może się nie dopłukać się z np gęstych włosów
  • bez odżywki włosy mogą być bardzo tępe

Luksusowa maseczka różana
Maskę zrobiłam wg przepisu podanego na opakowaniu maseczki różanej:
  • 3 łyżki płatków róży
  • 3 łyżki mleka kokosowego
  • woda
Gotowa maska wygląda tak:

 
Mieszamy składniki i dodajemy wody, aż do otrzymania konsystencji śmietany.
Nakładamy na włosy umyte i ponownie - w miarę możliwości na osuszone, jednak w przypadku włosów np gęstych łatwiej na zwilżone. Zakładamy czepek i trzymamy miksturę na włosach 15-20 minut (albo dopóki da się opanować kapanie spod czepka :)).
Maseczkę dokładnie spłukać. Włosy cienkie i podatne na obciążanie można umyć delikatnym szamponem, włosy skłonne do plątania nie obrażą się za minutę z odżywką b/s.

Po tej maseczce moje włosy były świeże, sypkie, odrobinę spuszone i pięknie pachniały różami. Zabieg brudzący, ale uważam, że każda włoso-ziołomaniaczka powinna go wypróbować :)

PODSUMOWANIE

Glinka
Od samego początku przygody z naturalną pielęgnacją towarzyszą mi glinki, zawsze jakąś mam i używam jej w razie potrzeby / ochoty. Jest myjadłem, którego nie obawiam się nałożyć nawet na kwitnącą wysypkę czy podrażnienie.
Glinka Aram ujęła mnie swoim brudnym kolorem, wodoszczelnym opakowaniem, prostotą. Stosunek ceny do jakości i ilości jest bardzo dobry. Chętnie wypróbuję inne glinki Aram - marzy mi się jakaś w odjechanym kolorze, np czarna, a moje wrażliwe naczynka nie pogardzą różową.

Rose
Nie jest moim must have, ale zdecydowanie must try, jeśli ktoś uwielbia zapach róży jak ja, ma wrażliwą cerę jak ja i lubi bawić się ziołami jak ja :)


Obydwa produkty miałam przyjemność testować dzięki Zielarni Lawenda, za co bardzo dziękuję :)

Jacy są Wasi glinkowi ulubieńcy i dlaczego? Co sądzicie o kwiatowych maseczkach typu tej różanej?

Miłego dnia
Czarownicująca

poniedziałek, 1 kwietnia 2013

Róża i biała glinka - recenzja naturalnych maseczek

Dzisiejsza recenzja dotyczy dwóch produktów.
Rozpisałam się bardzo, bo są to produkty niesamowicie wszechstronne - więc by nie przeciążyć Was nadmiarem informacji po świątecznym leniuchowaniu - podzielę ten wpis na dwa dni.

Co to za cuda?

Są innego pochodzenia, ale mają podobną postać, podobnie się je przygotowuje i mają podobne zastosowanie - czyli bardzo wielorakie i wszechstronne.
Obydwa są naturalne i bardzo bezpieczne, a nawet wskazane dla wrażliwców - ale też dla posiadaczy każdego typu cery.

Moje testy tych produktów trwają - uwaga! od listopada. Nie są to produkty do codziennej pielęgnacji, za to wspaniale nadają się na sesje spa.

O PRODUKTACH SŁOWAMI PRODUCENTA

ARAM, BIAŁA GLINKA



Moja glinka pochodzi z Zielarni Lawenda

Opis producenta:
Najdelikatniejsza z glinek, polecana szczególnie do pielęgnacji skóry suchej, ze skłonnością doi zmarszczek, delikatnej, wrażliwej i skłonnej do alergii. Łagodnie odświeża, ściąga pory, działa bakteriobójczo. Poprawia krążenie, odżywia i wygładza skórę, likwidując drobne zmarszczki.

Opis produktu i sposób przygotowania podany na opakowaniu:
Producent proponuje nam maseczkę kosmetyczną, maseczkę na włosy i kąpiel relaksującą.
Zdjęcie można oczywiście obejrzeć w powiększeniu.
kliknij, by obejrzeć w powiększeniu
Cena: 7,50zł / 100g


HESH, MASECZKA Z PŁATKÓW RÓŻY




Maseczkę różaną mam z Zielarni Lawenda, mogłyście już przeczytać o niej u mnie w tym wpisie.

Opis na stronie Zielarni:
Sproszkowane płatki róży służą jako peeling i składnik maseczek nawilżających i regenerujących do cery suchej, dojrzałej i wrażliwej. Działają odżywczo, tonizująco i odmładzająco. Płatki róży zawierają olejek lotny, tłuszcze, flawonoidy, witaminę C, kwasy organiczne, związki cukrowe. Flawonoidy i witamina C wykazują synergizm we wzajemnym oddziaływaniu, zwiększają odporność naskórka na proces starzenia się.
Puder różany należy do delikatnych surowców kosmetycznych cenionych od niepamiętnych czasów. Oryginalnie służy do pielęgnacji twarzy, ale to byłby duży błąd ograniczać w ten sposób jego zastosowanie :)
Możesz użyć pudru dodając go do ciepłej kąpieli, do samodzielnie przygotowywanych kosmetyków pielęgnacyjnych jak pilingi, maseczki itp.
Wymieszany z mleczkiem kokosowym (lub mleczkiem kokosowym zmieszanym z sokiem z limonek) służy jako NIESAMOWITA maseczka na włosy. Włosy po takim zabiegu są niezrównanie miękkie i jedwabiste.

Sugerowany sposób użycia:
1. Puder dobrze wymieszaj z odrobiną wody do uzyskania rzadkiej papki. Jeśli masz suchą skórę użyj w tym celu mleka.
2. Nałóż na twarz oraz szyję.
3. Pozostaw na skórze na 20 minut aż zaschnie.
4. Zmyj maseczkę najpierw ciepłą, a następnie zimną wodą.

Moje wrażenia po pierwszym użyciu maseczki różanej na twarz możecie już przeczytać we wspomnianym wpisie (Wieczorny relaks...)

Cena:  11zł / 50g

MOIM ZDANIEM...

Postać

Obydwa produkty mają postać drobnego proszku.
Glinka to szaro-beżowy proszek o zapachu typowym dla glinek. Po zmoczeniu wygląda jak piasek, co może nie urzeka urodą, ale sprawia wrażenie pełniejszego składu, mniejszego oczyszczenia, rozumiecie co mam na myśli? Jest przaśna, czyli być może mniej przetworzona, prawdziwsza.
Maseczka różana ma kolor brudnego różu i intensywny zapach dżemu do pączków. Uwielbiam zapach róży! Jeśli komuś nie odpowiada - ten produkt nie będzie dla niego odpowiedni. Po zmoczeniu wygląda całkiem jak dżem różany, a po rozcieńczeniu w większej ilości wody zmienia kolor na brudny szary.

Skład
Składy są piękne, 100% glinki i 100% płatków róży :) Dzięki suchej formie produkty nie potrzebują konserwantów, wystarczy rozsądnie je przechowywać - czyli z dala od wilgoci, silnego nasłonecznienia i skrajnych temperatur.

Opakowania
Produkty są świetnie opisane, na etykiecie znajduje się dokładny przepis i przykładowe zastosowanie na skórę i włosy.
Glinka zapakowana jest w dwa woreczki po 50g z woskowanego papieru, dzięki czemu dociera do nas nienaruszona. Dzięki drugiemu opakowaniu chronimy połowę produktu przed kontaktem z wilgocią (glinka absorbuje wilgoć z powietrza, co powoli skraca jej trwałość).
Płatki róży dostajemy w jednej paczce, ale podwójnie zafoliowanej w celofan.
Obydwa opakowania uważam za fantastyczne do przechowywania, ale szalenie niepraktyczne i czym prędzej przesypałam produkty do szczelnie zamykanych słoiczków.

Zastosowanie
Obydwa produkty nadają się do stosowania jako:
  • maseczka na twarz,
  • maseczka na włosy,
  • dodatek do kąpieli
  • i co nam wyobraźnia podpowie :)
Obydwa produkty są adresowane do skóry wrażliwej, alergicznej, a nawet naczynkowej i płytko unaczynionej - ale posiadaczka każdego typu cery
i nie miałam obaw przed ich użyciem nawet na podrażnioną twarz.

DZIAŁANIE NA TWARZ

Maseczka
Najchętniej używałam ich razem, robiąc maseczkę różano-glinkową z wodą (jako suchoskórna mogłabym z mlekiem, ale nigdy nie miałam pod ręką).
Proporcje:
  • łyżeczka glinki
  • łyżeczka płatków różanych
  • 2 łyżeczki wody
Płaskie łyżeczki wystarczają na twarz, czubate na twarz i szyję, mocno kopiate na twarz + szyję + dekolt.
Po zmieszaniu otrzymamy ciemnoróżową papkę o konsystencji gęstego jogurtu. Mieszamy dokładnie, jeśli zależy nam na pozbyciu się wszelkich grudek. Ciapkę najwygodniej nakładać wcierając w skórę wypukłą stroną łyżeczki.
Maseczkę warto trzymać na twarzy 10-15 minut, co jakiś czas zraszając ją wodą lub hydrolatem, np różanym.
Po upływie wyznaczonego czasu - maseczkę zmywamy wodą, można przy okazji wykonać masaż-peeling, gdyż podczas zasychania maseczki tworzą się grudki. Na ewentualny masaż decydowałam się zależnie od stanu cery, ewentualnych podrażnień lub uczucia zanieczyszczenia.
Po zmyciu maseczki koniecznie trzeba wklepać w skórę krem, serum lub olejek.


 Zalety:
  • wspaniale relaksuje
  • koi zmęczoną skórę
  • zwęża pory
  • pozostawia skórę świeżą i świetlistą
Wady:
  • przy zmywaniu trzeba uważać na oczy
  • bardzo brudzi, najlepiej robić ją i zmywać w wannie
  • trochę wysusza, jak to glinka i zioła

Szybkie myjadło

Moja wersja szybkiego wieczornego oczyszczania twarzy.
Większą szczyptę glinki lub płatków róży rozcieram z wodą, masuję twarz, spłukuję. Koniecznie trzeba nałożyć na skórę krem, serum lub olej.
Przyjemnie odświeża.
Nie nadaje się na podrażnioną skórę ze względu na drapiące grudki.

DZIAŁANIE NA CIAŁO

Kąpiel
W ramach atrakcji kąpielowych dla mojego trzylatka (siostrzeniec przyjeżdżający w odwiedziny) pojawiły się kąpiele różane i glinkowe. Brzdąc jest dokładnie takim alergikiem i wrażliwcem jak i ja. Nasze kąpiele są zazwyczaj natłuszczające, jednak czasem odstępujemy od tej reguły i bawimy się w kolory, a przynajmniej taki był plan.

Przepis, jakże skomplikowany:
  • szczodra garść pyłu na 1/5 wanny wody

glinka
Miałam nadzieję na biało-mętną wodę. Niestety woda przybrała kolor jasnego błota... Na szczęście okazała się wspaniałą scenerią do zabawy w asteroidę uderzającą w ziemię :)
Skóra po kąpieli była dobrze oczyszczona, wymagała tylko solidnego naoliwienia.

Sama też zakosztowałam kąpieli glinkowej i uważam ją za bardzo dobry zabieg oczyszczający, relaksujący i dobry podkład pod intensywne nawilżanie.
Moje potrzeby wrażeń estetycznych nie zostały natomiast zaspokojone, a nie są wygórowane :P

róża
Ponownie kolory zaskoczyły mnie negatywnie... Płatki róży po rozpuszczeniu w większej ilości wody przybierają kolor brudno-szary.
Działanie na malca oceniam jako odświeżające. Skóra wymagała dużej porcji oliwki.

* * *

W drugiej części recenzji opiszę działanie na włosy i podsumowanie, zapraszam jutro!

Znacie te produkty? Jakie macie o nich zdanie?

Tymczasem miłego leniuchowania!
Czarownicująca
 

sobota, 12 stycznia 2013

Wiedźma hennuje - z nowym kolorem w Nowy Rok :)

Jak to kolega mawiał - jakiesik fantum wisi nad tym wpisem ;] Co kilka linijek świat zewnętrzny czegoś ode mnie chce, zaraz i już!
Czyżby miał być aż tak wspaniały, że wszechświat staje mi na drodze? :D

Przejdźmy do tematu...

Po kilku miesiącach wahań - dwa tygodnie temu zdecydowałam się :)

Na mojej głowie wylądowała Henna - i tak oto Wiedźma wkroczyła w Nowy Rok z włosami w apetycznym brązowym kolorku :)

http://www.zielarnia24.pl/
Khadi, Henna orzechowy brąz - zakupiona nie gdzie indziej jak w mojej ulubionej Zielarni Lawenda. Producent określa kolor farby jako ciemny brąz o chłodnym odcieniu. Nie nazwałabym tego odcienia zimnym, jest chłodno-letni. Ma chłodną brązową bazę i niezimne refleksy - trochę złote, wielotonowe.

Dlaczego henna/farba 100% ziołowa?

1 - Ponieważ miałam już bardzo poważne uczulenie na chemiczne farby i nie powinnam już ich używać - chyba że u fryzjera w formie pasemek nie nakładanych przy skórze - ale to jest kosztowne i czasochłonne.
2 - Ekologiczne farby, ciekawostki na rynku kosmetycznym - niestety dla mnie nadal są chemicznymi farbami i na chwilę obecną nie odważę.
3 - Uczulenia na zioła boję się mniej niż podrażnienia chemią :)

Istnieje już wiele świetnych opisów hennowania włosów, napisane przez bardziej doświadczone hennomaniaczki. Np ten:
Siempre la belleza - Henna, poradnik dla początkujących
Niech mój wpis będzie opisem mojego pierwszego doświadczenia z henną :)

Przygotowanie

Przygotowanie papki ziołowej: zgodnie z opisem.
Uwaga! Farby ziołowe zawierające Indygo rozpuszcza się w ciepłej wodzie (50C) i nakłada na włosy od razu - w odróżnieniu od henny, którą nastawia się na kilka godzin, a rozpuszcza w gorącej wodzie i soku z cytryny.
Na moje włosy rozmieszałam pół opakowania mieszanki - ledwo starczyło.
Do mieszanki dodałam kilka łyżeczek słabej czarnej herbaty i szczodrą łychę żelu lnianego.
  • herbata - ma pogłębić brązowy odcień farby
  • żel lniany - ułatwia nakładanie mieszanki, nawilża włosy podczas farbowania; patent wynaleziony w blogosferze i przetestowany przez zakręcone włosomaniaczki z powodzeniem :)
  • odrobina prostej odżywki bez olejów i protein - ułatwia nakładanie, "rozmnaża" ilościowo mieszankę

Aplikacja

Włosy oczyścić szamponem z olejów, pozostałości stylizatorów, nadbudowanych protein. Np szamponem z SLS bez silikonów. Np takim: KLIK

Jeszcze ciepłą papkę nałożyć równomiernie na całe, przewidziane do farbowania włosy i skórę głowy.
Skupiłam się zwłaszcza na końcówkach, których nieładny żółty odcień w pierwszej kolejności skłonił mnie do farbowania.
Włosy należy przykryć folią i ręcznikiem - aby mieszanka nie wyschła - i trzymać od 30 - 120 minut.
Po tym czasie należy włosy bardzo dokładnie wypłukać i nie nakładać na nie nic więcej.
Włosów nie powinno się po hennowaniu myć ani nic na nie nakładać przez minimum 24h - kolor rozwija się i barwniki łączą się z włosem.

*Ja troszkę zgrzeszyłam, i po dokładnym wypłukaniu włosów potraktowałam je płukanką z żelu lnianego, tego samego który znalazł się w farbie.


Efekty

Kolor - zdecydowanie ciemny. Wielotonowy. Zmienny zależnie od światła. Jak najbardziej orzechowy - ale będą to różne gatunki orzechów zależnie od okoliczności :)
Krycie - nie mam ani jednego siwego włosa, ale bardzo ładnie przykryło jaśniejsze końcówki włosów.
Trwałość - mam wrażenie, że kolor powoli wypłukuje się z najzdrowszych odrostów, ale ma się dobrze na końcówkach. Zgodnie z wieloma źródłami - po każdej kolejnej aplikacji kolor jest trwalszy.
Tuż po hennowaniu włosy były suche i szorstkie i jest to najzupełniej normalne. Po kilku myciach i maseczkach - włosy są jak z reklamy :) Są gładkie, sypkie, lśniące. Nie rozprostowały się, ale w wersji bez wydobywania skrętu (którą obecnie preferuję) wyglądają nieźle.

Pielęgnacja włosów po hennie

Po hennie i farbach roślinnych powinno się przez pewnie okres, np 2 tygodnie unikać: szamponów z  SLS, olejów wnikających jak np kokosowy i odżywek z hydrolizowanymi proteinami, które przyspieszą wypłukiwanie się barwników. Powinno się za to włosy nawilżać.
Jest kwestią dyskusyjną, czy henna pozostawia na włosie otoczkę. Jedni uważają, że tak, inni że nie. Więc bezpieczniej mi będzie porównać działanie farby do odżywki proteinowej: włos razem z nią jest bardziej treściwy, ALE - trzeba te proteiny jakoś dokarmić: nawilżać i olejować. Efekty będą tego warte :)

Moja pielęgnacja włosów po hennowaniu 

...różni się nieco od przepisowej. Używam szamponu z SLS praktycznie co mycie, odczuwam taką potrzebę. Za to myję włosy co 3-4 dni, ani wlosy ani skalp nie domagają się częstrzego mycia. Nie sądzę, żeby była to zasługa henny - już kilka tygodni wcześniej osiągnęłam jako-taką równowagę pozwalającą na rzadsze mycie głowy i zadowalający wygląd włosów.
Nie zależy mi na supertrwałości koloru - wyszedł trochę za ciemny.
Ciekawostka - włosy widocznie są lepiej odżywione (a ewentualne pory zacerowane?), bo nie byłam w stanie domyć oleju bez pomocy szamponu z SLS.

Koniec gadania - zapraszam do zdjęć!! :D

(zdjęcia oczywiście można powiększyć :) )


Kolaże ponownie wykonane za pomocą darmowej aplikacji on-line www.ribbet.com

Oczywiście żadne z powyższych zdjęć nie oddaje koloru tak, jak ja go widzę w lustrze :)

Podsumowanie

Jestem bardzo zadowolona z efektu jeśli chodzi o kondycję włosów, o ich gładkość i blask. Są jeszcze bardziej śliskie niż kiedykolwiek :P
Mam nadzieję, że przez kolejne tygodnie kolor nie zaskoczy mnie negatywnie. Ziołowego barwnika ponoć trudno się pozbyć :) Jestem dobrej myśli.

Co sądzicie o prawdziwie ziołowych farbach do włosów? 
Znacie i używacie - a może wolicie wygodę farb chemicznych?

Pozdrawiam
Czarownicująca

poniedziałek, 3 września 2012

Shikakai po raz drugi

Bez zbędnych wstępów - drugi przepis z ziołami do włosów Shikakai, które testuję dzięki Zielarni Lawenda.

Pierwszy wpis i szerszy opis ziół znalazły się w tym wpisie:
Shikakai - czy to najlepszy naturalny szampon na świecie?

http://www.funmag.org/health-and-beauty-tips/6-home-remedies-for-shiny-hair/
*BTW zobaczcie sobie porady podane w adresie pod wklejonym zdjęciem :)

Zadowolona pierwszym podejściem - sporządziłam kolejną mieszankę:
  • 4 łyżeczki Shikakai Hesh
  • 2 łyżeczki Amla Hesh
  • 1 łyżeczka miodu
  • ciepła woda - ilość potrzebna do uzyskania konsystencji śmietany / jogurtu
  • szczypta cynamonu
  • 1 łyżeczka maski Bingo z masłem shea
shikakai - nasz bohater, szampon ziołowy,
amla - odżywka ziołowa, w niektórych połączeniach lekko przyciemnia włosy, w kierunku chłodnego odcienia
miód - świetny nawilżacz, dobry również dla skóry suchej i podrażnionej
cynamon - pobudza krążenie w skórze głowy, więc może przyspieszać porost włosów, zmniejszać ich wypadanie, działa też nieco rozjaśniająco na włosy


WSZYSTKIE składniki mogą podrażniać lub uczulać, alergicy i wrażliwcy zawsze przed zastosowaniem nowe mieszanki powinni zrobić test alergiczny!!


*dodatek cynamonu i amli zainspirowany wpisem weegirl -
Farbowanie Amlą, które w pierwotnym zamyśle nie miało być farbowaniem :)


Podobnie jak za pierwszym razem - nałożyłam maskę na wypłukane i odciśnięte włosy.
Trzymałam około 15 minut, po tym czasie bardzo dokładnie spłukałam mieszankę.
Tym razem włosy wydały się być bardziej suche - więc w ruch poszła jeszcze maseczka - odżywka Cece-Salon z Algami nałożona metodą kubeczkową (bardzo emolientowa odżywka, bez protein w składzie).

Po tej kuracji włosy są jeszcze lepsze niż poprzednio - też czyste i puszyste, ale mają o wiele lepszy skręt, bardzo sprężysty - czuję sprężyny przy każdym ruchu głową: ciężkie, czyli dobrze nawilżone a jednocześnie puszyste :)

Szukam kolejnego sposobu na shikakai - może odważę się zmyć tym szamponem olej z włosów, jak to polecają na opakowaniu?


~DOPISEK~
Miałam możliwość dodać zdjęcia :D
Może choć kilka z Was tu jeszcze zajrzy.
Ja w każdym razie jestem zachwycona działaniem Shikakai - mimo braku stylizatora (żelu lnianego).





Czy zdarza Wam się suchość włosów po hinduskich ziołach? Jak sobie z nią radzicie?


Pozdrawiam

Wiedźma

sobota, 1 września 2012

Shikakai - czy to najlepszy naturalny szampon na świecie?

Witajcie!
Wreszcie mam chwilkę czasu dla Was - wokół mnie bałagan i rozgrzebane walizki (w środę już mnie tu nie będzie :) ) - ale mam możliwość coś napisać :)

Korzystam z pożyczonego komputera więc nie będzie zdjęć - tylko sama czysta treść. Szkoda wielka, bo napstrykałam zdjęć, kolekcje i haule - a tu pupa ;]

Bohaterem dzisiejszej notki będzie szampon ziołowy Shikakai firmy Hesh, który testuję w ramach współpracy z moją ulubioną Zielarnią Lawenda.
www.spicesofindia.co.uk/acatalog/hesh-shikakai-powder.html


http://silknstone.com/products.php?product=Shikakai-Powder-%28acacia-concinna%29


Obietnice producenta :)
Shikakai to puder z owoców drzewa Acacia Concinna rosnącego w Indiach, od stuleci używany do pielęgnacji włosów i skóry głowy, nawet tej wrażliwej. Powiada się, że to najlepszy naturalny szampon na świecie: ma odpowiednie, neutralne pH, nie narusza bariery lipidowej naskórka. Oczyszcza dzięki zawartości saponin znanych nam z orzechów piorących i korzenia mydlnicy.

Nie wysusza skóry i włosów (jak na preparat ziołowy; właściciele skóry suchej powinni jednak ostrożnie traktować wszelkie zioła, jako i ja) i pomaga w walce z łupieżem (ciekawe którą odmianę łupieżu autorzy tekstu, którym się podpieram, mają na myśli). Dodatkowo ma pozostawiać włosy nawilżone, odżywione i lśniące. Żadnym uwag co do wpływu na kolor włosów.

Sam producent opisuje go jako najlepszy naturalny szampon na świecie! 

Przepis na szampon:
20-30g zmieszaj z pół szklanki ciepłej wody, rozprowadź na wilgotnych włosach i pozostaw na kilka (różne źródła podają 2-5, 2-30 min a nawet do kilku godzin).
Spłucz dokładnie i gotowe!

Wersja szybsza: 
rozbełtaj proszek w butelce i polej dokładnie włosy i skalp. Reszta jak w wersji podstawowej.

Szampon jest od razu odżywczy, włosy nie wymagają odżywki.
Można dodać miodu albo żelu aloesowego na konsystencję (i dodatkowe nawilżanie).
Można mieszać z Amlą i Arithą.

Tyle z teorii - przejdźmy do praktyki:


Moja opinia o produkcie
Moja opinia jest bardzo dobra :)
Bardzo żałuję, że czekałam z użyciem go aż do teraz!

Mój przepis:
  • 4 spore łyżeczki
  • ciepła woda
  • łyżeczka maski Bingo z shea, żeby ułatwić nakładanie

Otrzymałam mieszankę o konsystencji budyniu z kawą i uroczym zapachu śliwki :)
Nałożyłam na wypłukane i osuszone ręcznikiem włosy.
Mieszanka nałożyła się łatwo i bez problemu udało mi się pokryć wszystko, o wiele łatwiej niż przy Cassii.
Maseczkę trzymałam pod folią około 30 minut, po tym czasie spłukałam bardzo dokładnie i nie nakładałam na włosy już nic, żeby ocenić efekty papki.
Jako zakręcona nie rozczesuję włosów po myciu.

Dopóki wilgotne - włosy były nieco tępe w dotyku - ale kiedy wyschły!
Szał! Sprężyste i błyszczące, nawet pokręciły się całkiem ładnie. Do tego puszyste i faktycznie oczyszczone. Nieco sztywne, ale w taki pozytywny sposób - jakby wzmocnione. I sprężyste.
Zapach śliwki towarzyszył mi do następnego mycia.
Przesuszone końcówki wymagały nałożenia silikonowego serum - ale obyło się bez odżywki >:)
Również moja sucha skóra głowy zniosła ten test całkiem dzielnie.

Bardzo żałuję, że nie udało mi się uwiecznić efektu na zdjęciu... Na zdjęciu poniżej przeciętnej - a na żywo nie mogłam się napatrzyć na nie, nie dotknąć :)

Kręcenie papki było przyjemne i zajęło dosłownie chwilkę - nie to co Cassia czy orzechy piorące, które zostawiałam na noc, czy mydlnica, którą trzeba najpierw ugotować.
Bałagan powstały w łazience dał się bardzo łatwo posprzątać, to też duży plus :)

Bardzo spodobał mi się ten produkt i do tego wydaje się całkiem wydajny. Nie wyobrażam go sobie używać do każdego mycia - moja sucha skóra woli jednak mycie odżywkami - ale raz na jakiś czas, jako inna ciekawa maseczka lub alternatywa dla łagodnego szamponu - czemu nie :)

Zostało mi proszku na dobre kilka użyć - już wypróbowałam kolejnej metody, ale to temat na kolejny wpis (cudze klawiatury nie są fajne :P ) :)

Czy Wy miałyście do czynienia z Shikakai lub innymi ziołowymi szamponami z Indii? Jakie są wasze wrażenia?

Pozdrawiam

Wiedźma

czwartek, 10 maja 2012

Nawilżanie i humektanty

Ostatni temat, jeśli chodzi o wielką trójcę półproduktowej pielęgnacji skóry i włosów.
Humektanty.
Plus kilka słów o nawilżaniu i Wielkiej Trójce :)

Nawilżanie - 'o co kaman'?

Prawidłowe nawilżanie to proces - kilkuetapowy, kilkuwarstwowy.

Nawilżanie = przenikanie wody + wiązanie wody +
+ zabezpieczenie przed ucieczką wody

Źródło: http://www.thegeminigeek.com

Sama woda nie nawilża!
Woda sama w sobie wręcz wysusza: jeśli względnie "gołą" skórę zmoczymy i zostawimy - woda odparuje, a parując zabierze ze sobą dodatkowo wodę z naskórka - co dobrze znają właścicielki skóry suchej: uczucie ściągnięcia po myciu.

Nawilżanie głębszych warstw skóry kosmetykami?
Ciężko mi w to uwierzyć, ale nie zarzeknę się, że to niemożliwe. Na pewno nie w domowym zaciszy. Nawilżajmy naskórek od zewnątrz a skórę od wewnątrz, po bożemu ;]

"Składnik nawilżający"
Ciężko wskazać jeden typ składników, który weźmie i zrobi całe nawilżanie. Najlepiej zadziała mieszanina składników o różnych, uzupełniających się cechach. 

Co mają robić?
  • Ułatwić penetrację wody i składników wgłąb oraz wiązać wodę w naskórku, jak gąbeczka
  • gliceryna
  • glikol propylenowy
  • miód
  • sok z aloesu
  • żel lniany
  • żel aloesowy
  • sól (w małych ilościach - w dużych może wysuszać i podrażniać)
  • cukier, glukoza, sorbitol
  • kwas hialuronowy - rekordzista!
  • *kwas mlekowy (w niedużym stężeniu)
  • *kwas salicylowy (w niedużym stężeniu - niby do 5% ale wrażliwcy wolą mniej)
  • *mocznik  (jw)
  • proteiny, np jedwabiu
  • aminokwasy
  • pantenol
  • witaminy A i E 
  • witamina C
  • czyżby oleje wnikające?
Im mniejsza cząsteczka, tym większa szansa, że dotrze nam głębiej i tam będzie sobie "gąbeczkować". Aby to się stało - mieszanina w moim wyobrażeniu winna pokonywać choć część napięcia powierzchniowego, zrobią to np. emulgatory (lecytyna!)

*zaznaczone kwasy opisuje się, jakoby w stężeniu do 5% miały działanie nawilżające a powyżej 10% działanie złuszczające i wysuszające. Dla wrażliwca dopuszczalne stężenia będą wiele, wiele mniejsze, ale nadal warto stosować dodatki tych składników - są zgodne z fizjologią naskórka.

Zwracam uwagę jednak na możliwość uczulenia na kwas salicylowy!

  • Stworzyć warstwę okluzyjną - film, który dodatkowo nie pozwoli wilgoci odparować
  • oleje roślinne, zwłaszcza półwnikające i niewnikające
  • masła roślinne
  • wosk pszczeli
  • parafina i pochodne
  • silikony
  • lanolina
  • lecytyna

Nie tak łatwo znaleźć składnik, który pełni tylko jedną funkcję, ale robią to w różnym stopniu.
Na przykład:
Kwas hialuronowy ułatwia przenikanie i pięknie wiąże wodę (rekordzista!) ale okluzję robi średnio.
Olejki wiążą wodę i robią lżejszą lub solidniejszą warstwę okluzyjną, ale czy wspomagają penetrację?
Lecytyna i lanolina robią chyba wszystko, ale są za to dość ciężkie, trzeba je rozcieńczyć; zresztą szkoda nie wykorzystać potencjału emulgującego :)

Najlepsze efekty da zestawienie składników z trzech grup, o trzech różnych funkcjach, tj emolientów, humektantów i protein - czyli Wielkiej Trójki Nawilżania :> nawet w domowym zaciszu pozwala stworzyć kosmetyk, który spełni nasze oczekiwania :)
Oczywiście żeby nie było za łatwo - każdemu będzie pasować inny przepis :)
U mnie ostatnio proteiny poszły w odkładkę, za to więcej niż kiedykolwiek bawię się hukektantami :D
 

Humektantowa pułapka

Skoro te składniki tak ładnie robią proces nawilżania, to gdzie pułapka?
Znowu w uzupełnianiu się.

Cząsteczka, która ułatwia przenikanie (humektanty) - działa jak otwarte okno, w obie strony: jeśli na zewnątrz jest sucho, to wywieje nam wilgoć ze skóry (z nawiązką).

Stąd wziął się mit odradzający stosowanie kremów na mróz. Dotyczył on kremów starego typu, jak np Nivea i lekkich nawilżających - gdyż po pierwsze nie chronią skóry przed mrozem i po drugie - pozwalają wodzie uciekać do suchego powietrza.

Cząsteczki, które wiążą wodę (np proteiny) - wypiją to co znajdą - jeśli podamy w dobrym zestawie - nie ma się czym martwić, jeśli zabraknie - to wypiją ze skóry / włosa a nam pozostanie sucharek ;]

Temat przeproteinowania włosów już znamy, prawda?
Nawadniajmy się więc!


***
Jeszcze mały niusik.
Językowy.
Nt OLEJOWANIA.
Wg opinii polonisty (mama mia :) ) wyraz ten póki co nie istnieje w języku polskim, jest neologizmem powstałym w świecie forów na modłę języków zachodnich, gdzie części mowy (nowe formy gramatyczne) tworzy się łatwo i wygodnie. Najbardziej poprawnie byłoby "nakładać olej", "smarować olejem".
Aczkolwiek wyraz OLEJOWANIE jest słowotwórczo poprawny.


Nie wiem w związku z tym, jakiej formy będę używać - ale spodobało mi się szukanie synonimów :)
Eh :D Polska język - trudna język
Zapraszam do dyskusji językowych w przyszłości :D Jak widać - to rozwija i zmusza do szukania ;)

W.

Zobacz również:


poniedziałek, 7 maja 2012

Pielęgnacja włosów o niskiej porowatości

W kolejce jest jeszcze post o humektanach... (tak, trudne słowo :) ) - ale ja chcę już! Teraz!

O porach :)

 ...
Żartuję ;)


Wpis o włosach o niskiej porowatości ;]

piątek, 4 maja 2012

Proteiny w pielęgnacji włosów i skóry

Na Wasze specjalne życzenie - ciąg dalszy

Jeśli się już wdepnęło w temat półproduktów - nie można nie wspomnieć o proteinach.

Druga połówka olejów. Uzupełniające się składniki idealnej pielęgnacji.

Trzeba tylko znaleźć te właściwe ;)


Jeśli zauważycie nieścisłości, błędy w rozumowaniu - proszę zwracać mi uwagę ;] 


Proteiny w pielęgnacji włosów i skóry

Co to za zwierze, ten protein?

Źródło: wikipedia

środa, 25 kwietnia 2012

Trochę o budowie i porowatości włosów

Adnotacja:
W wyniku porządków na blogu poniższy wpis został podzielony na dwa krótsze, za to bardziej zwarte tematycznie. Drugą część znajdziecie tutaj: Podział olejów kosmetycznych.
Tekst wzbogaciłam komentarzami - wnioskami wynikającymi z doświadczeń włosomaniaczek stosujących porowatologię na sobie :)

Po-przedmowa
Pisząc z perspektywy - temat porowatości włosów to jedno z najczęściej rozważanych zagadnień świadomej pielęgnacji wśród włosomaniaczek.
Czy słusznie? Zapewne i tak, i nie :)
Czemu tak? Bez pobieżnego pojęcia zagadnienia porowatości nie ma zrozumienia budowy włosa i świadomej pielęgnacji - przynajmniej moim "naukowym" zdaniem.
Czemu nie? Bo nawet znajomość wszystkich szczegółów "technicznych" nie da gotowego przepisu na włosy idealne. Można wszystko wiedzieć, znać swoje włosy na wylot a mimo to nie mieć pięknej lwiej grzywy - a można też nie mieć o nich pojęcia ale jednak mieć je piękne i zdrowe.
Mimo wszystko - myślę, że skoro już chcemy dbać świadomie - pewna wiedza nie zaszkodzi.


Dziękuję za uwagę! Wpis właściwy:

~Porowatość włosów~

W dużej mierze, to, jaka pielęgnacja będzie pasować naszym włosom, zależy od ich porowatości i stanu.

Porowatość to rozmiar przerw między łuskami włosa i to, czy łuska łatwo się odchyla. Zależnie od porowatości - różne rozmiary cząsteczek będą "pasować" lub nie.
Porowatość zależy od kondycji włosów, wieku włosa i genów.

Źródło: www.hairfinder.com


NISKA POROWATOŚĆ

Włosy niskoporowate nie zdarzają się często -  niektóre zdrowe włosy takową mają i naturalnie tracą tę cechę w miarę zużywania się.

źródło: http://www.wiedzmabloguje.com/2013/11/wos-pod-mikroskopem-rewolucja-w.html

W dużym powiększeniu - ich łuska przylega ciasno i szczelnie, jak pancerz i niechętnie się podnosi, zwłaszcza na włosach grubych i prostych. Włosy cieńsze oraz kręcone o niskiej porowatości będą miały inne
potrzeby, bliższe potrzebom włosów o wyższej porowatości (np Kascysko - kręcona niskoporowata :>).

Mity:
  • włosy NP są grube i silne - grubość włosa zależy od genów i stanu zdrowia. Zdrowie włosa zależy od naszego traktowania - włosy NP tak samo da się zniszczyć nieodwracalnie
  • długo schną i trudno je zmoczyć - Czas schnięcia włosów nie jest precyzyjnym wyznacznikiem porowatości, gdyż zależy od zbyt wielu czynników - KLIK!
  • nie puszą się - mają z założenia niższą tendencję ale przy nieszczęśliwie dobranym kosmetyku (z odpowiednio złośliwym humektantem) puch ma miejsce

Fakty:
  • włosy łatwo obciążyć i oblepić - wyrównana łuska nie potrzebuje "łatania" - wiele substancji odżywczych będzie nieodpowiednim balastem. Jakich? Wypróbuj i oceń!
  • trudniej je zafarbować - mocna łuska niechętnie poddaje się koloryzacji i nie chce przyjmować pigmentu. Tylko dobrze i fachowo przeprowadzona koloryzacja daje świetne efekty.
  • trudniej je rozjaśnić i poddać trwałej ondulacji - patrz powyżej. Dodatkowo, aby osiągnąć pożądany efekt rozjaśnienia lub trwałej trzeba użyć silniejszych produktów, więc włos i tak się niszczy


Włosy o naturalnie niskiej porowatości można doprowadzić do stanu wysokiej porowatości poprzez zaniedbanie i nieodpowiednie traktowanie.

ŚREDNIA I MIESZANA POROWATOŚĆ
Porowatość średnia i mieszana to stan, jaki ma na głowie większość z nas - osoby spoza włosomaniaczego grona przy głowie i na odrostach, włosomaniaczki o okiełznanych już czuprynach - na całej długości, czasem z wyjątkiem końcówek.

Zdrowe włosy o średniej porowatości mogą łączyć cechy porowatości niskiej i wysokiej, przy ogólnym stanie dobrym.
Normalnym zjawiskiem są też włosy o niskiej/średniej porowatości przy głowie i wysokiej na końcach.  
Niezniszczone włosy o średniej porowatości można doprowadzić do niższej porowatości troską i odpowiednią pielęgnacją (np Kasia).

WYSOKA POROWATOŚĆ - WRODZONA I NABYTA

Wysoką porowatość ma większość z nas, zwłaszcza długowłose oraz regularnie farbujące włosy (inaczej niż henną i farbami ziołowymi).
Jak wspomniałam powyżej - włosy kręcone i falowane mają z natury raczej wyższą porowatość, gdyż płaska łuska nie jest w stanie ściśle przylegać do wygiętej i wyginającej się wciąż powierzchni. Im większy skręt tym większa porowatość wrodzona - chociaż i tu są wyjątki.

Porowatość się zwiększa w naturalny sposób pod wpływem zwykłego używania: mycia, czesania, stylizacji, oraz szybciej - zabiegów fryzjerskich, chemicznych, słonecznych wakacji :)

Włosy porowate w wyniku zużycia można przywrócić do stanu niższej porowatości dzięki zaprzestaniu zniszczeń i odpowiedniej pielęgnacji, choć nadal będą one delikatne i wrażliwe, bo "konstrukcja" łusek jest naruszona (przykład - prawdopodobnie BlondHairCare :) ).


Włosy o porowatości wysokiej naturalnie nie dają się "naprawić", ale można zadbać o ich kondycję unikając zniszczeń (by nie naruszyć "konstrukcji" łusek) i cerując odpowiednio (przykładowo urywki z pielęgnacji naturalnie wysokoporowatej zakręconej wizażanki Sensualitki: KLIK, KLIK ).

porowatość wysoka naturalnie, włos w dobrym stanie
http://www.wiedzmabloguje.com/2013/11/wos-pod-mikroskopem-rewolucja-w.html


jak twierdzi opis - włosy porowate bo zniszczone
http://curly2kinky.com/wp-content/uploads/2012/01/HIGH-POROSITY.jpg


porowatość wysoka wtórnie, włos pozbawiony łuski w wyniku zniszczeń
http://www.wiedzmabloguje.com/2013/11/wos-pod-mikroskopem-rewolucja-w.html

Fakty
  • włosy WP są delikatniejsze - tak, zwłaszcza te porowate przez zniszczenie oraz naturalne + cienkie

Mity
  • włosy są podatne na zabiegi fryzjerskie, np farbowanie - tak i nie, tzn łatwiej złapią farbę, ale też łatwiej złapią ją nierównomiernie i będą nierównomiernie tracić pigment
  • włosy szybko schną - niekoniecznie, patrz link powyżej :)


Porowatość włosa a rozmiar cząsteczek olejów i protein
Dla włosów o niskiej porowatości dobre będą oleje o małych cząsteczkach, które wypełnią przestrzenie między łuskami oraz wielkie, które pokryją włosy filmem.
Pośrednie - mogą spowodować puszenie, źle się zmywać. Które z pośrednich olejów będą dobre a które nie - to bardzo indywidualne dla danych włosów w danym miejscu w czasie.
Zdrowe włosy o niskiej porowatości dobrze zniosą jednorodne kuracje, np proteinowego kopa,  nieustanne olejowanie, humektanty bez towarzystwa olejów (ale tylko w dobrych warunkach pogodowych).

Dla włosów o wysokiej porowatości lepsze będą produkty o średnich wielkościach oraz mieszanki, bez cech skrajnych a za to działające bardziej kompleksowo. Zamiast jednorodnych kuracji znacznie lepsze będą wszechstronne emolientowo-proteinowo-humektantowe, w mniejszych dawkach a za to regularnie.

Przykładowe wpisy o rozmiarach cząsteczek:
Proteiny w liczbach
Kwasy tłuszczowe w olejach roślinnych
Oleje. Szczegóły wnikania wg kwasów tłuszczowych

Rozmiar ma znaczenie :)



Uprzedzając pytania

Czy łatwo określić porowatość?
Niekoniecznie. Czasem wiemy od razu. Czasem w wyniku niewłaściwej pielęgnacji włosy robią psikus, np puszą się niemożliwie. Czasem mają różny stopień nasilenia cech.
Np włosy niskoporowate zazwyczaj są lśniące. Naturalnie jasne są raczej matowe. Włosy jasne o niskiej porowatości mogą być równie dobrze lśniące jak matowe.

Czy porowatość włosa jest zawsze taka sama?
Nie. Porowatość włosa zmienia się zależnie od traktowania i pogody. Nawet zdrowy włos będzie bardziej porowaty w parny dzień.
Porowatość może się zmieniać wraz z długością - im dalej tym bardziej ;]
Można mieć na głowie włosy o różnej porowatości - inne za uchem, inne na grzywce.

Olej się sprawdził. Czy będzie zawsze pasował?
Nie. Choćby w moim przypadku - włosy przejadły się olejem kokosowym (przestał się łatwo domywać, znaczy że przestał się wchłaniać - czyżby wypełnił wszystkie pory w swoim rozmiarze?) i trzeba było przestawić się na inny kaliber.

Nie sprawdziła mi się oliwa. Czy wszystkie omega-9 są nie dla mnie?
Nie :) Jest prawdopodobne, że nie będzie dobry olej z podobną zawartością JNN, ale być może sprawdzi się z inną, z innym KT następnym w składzie, innymi witaminami.

Jak z dobieraniem oleju do skóry głowy? Czy będzie pasować to samo co włosom?
Niestety nie. Skóra może być sucha i kochać oleje półwnikające (najlepiej koją) a włosy zdrowe i łatwe do przekarmienia.
Albo w drugą stronę - skóra tłusta, łojotokowa lubiąca rycynę a włosy mocno zniszczone, łaknące oliwy.

Czy każda skóra głowy polubi oleje?
Nie. Oleje mogą się dołożyć do problemu skóry, jeśli takowy mamy.
Jeśli leczymy się u dermatologa, warto przedyskutować olejoterapię. Olej może wspomóc ale i upośledzić kurację.

Kiedy nie namaszczać skalpu?
  • Jeśli nałożenie oleju powoduje wypadanie włosów, świąd skóry, wysypkę, krostki (ewentualnie odważyć się z olejem z kompletnie innym składem).
  • Jeśli mamy stwierdzony łupież - ten prawdziwy, z grzybkami. Olejem dokarmimy grzybki i będą jeszcze prężniejsze

Muszę dobrać olej pod problemy skóry (np podrażniona - awodako, lniany). Moje włosy go nie lubią, są puszone. Czy warto przemęczyć?
Nie. Włosy spuszone czy gumowate są bardziej narażone na uszkodzenia.
Warto za to pomęczyć się z nakładaniem - na skórę co innego, na włosy co innego.


niedziela, 1 kwietnia 2012

TADAM - szampon!

Uwaga...
Rodacy! Nadejszła wiekopomna chwila!
Werble...

WIEDŹMI SZAMPON

Inspiracją był skład szamponu ekologicznego wykopany gdzieś na internecie. Nie wiem, co to. W sumie nie obchodzi mnie to, bo nie mogę pokrzywy, więc i tak nie kupię.
Chcecie, to wydowiem się, to dopiszę :)

Skład pierwowzoru: woda, glukozyd kokosowy, olej kokosowy*, wyciąg z pokrzywy *, wyciąg ze skrzypu polnego*, lecytyna, wyciąg z rozmarynu*, sok z liści aloesu*, kwas lewulinowy & gliceryna (pochodzenia roślinnego), guma ksantanowa, wyciąg z brodaczki, kwas cytrynowy, wyciąg z rumianku*.
*surowce certyfikowane

Jakaś dobra, wizażowa dusza spytała analizatorkę Eloe - guru zakręconych włosomaniaczek - czy może by tak ze składu wywróżyć przepisik, bo składniki posiada i chce sobie popełnić coś inspirowanego.

Przepis wg Eloe:
Woda destylowana - od 50 do 60 %
Coco glucoside do 15%
Olej kokosowy od 5 do 10%
Wyciągi skrzyp/pokrzywa po 5%
Lecytyna ok. 5%
Reszta w ilościach minimalnych.

Tak wzięła i z głowy :) Genialna dziewczyna, nie? :D
Dodała, że większym problemem niż proporcje składników będzie kolejność dodawania i mieszanie faz. Takoż i dlategóż chwilę to trwało. Zwłaszcza zebranie się w sobie, dobry dzień, pogoda i chata wolna, coby mi się nikt w kuchni pod nogami nie pałętał :)

Troszkę zmodyfikowałam, troszkę samo wyszło :P

Mój ekstraprzaśny skład:
woda destylowana 60ml
lauryl glucoside 12ml - najdelikatniejszy dostępny detergent
olej kokosowy 8ml
pantenol 4ml 

gliceryna 2ml

lecytyna 2ml (2x kapsułka) - emulgator, antystatyk, kondycjoner, nawilża skórę
maść Babydream (lanolinowa) 1cm
kwas mlekowy  - w sumie 20k - jako regulator kwasowości i składnik nawilżający i łagodzący podrażnienia
keratyna 5k - jako składnik nawilżający i ułatwiający rozplątanie ewentualnego dreda
jedwab 8k - jw ;)
mleczan sodu 5k
FEOG 10k - konserwant
guma ksantanowa - szczypta
alantoina - szczypta

Wielce zaawansowany sprzęt:
  • butelka na gotowy szampon - podróżna z Rossmanna za 1,99zł
  • rurka z pompki - w roli mieszadła
  • widelec - w roli mieszadła
  • kilka filiżanek - na żel wodny, na kąpiel wodną dla fazy tłuszczowej
  • uwaga - łyżeczka miarowa 1ml i 2 ml

Podzieliłam składniki na trzy fazy:

1. Faza wodna - w szklance
woda
guma
alantoina
gliceryna

2. Faza tłuszczowa - w buteleczce
olej
lecytyna
maść BD

3. Dodatki - reszta co płynne i wartościowe - do buteleczki z prawie gotowym szamponem
proteiny
konserwant 
kwas mlekowy - do odpowiedniego pH

PRZYGOTOWANIE :)

A. Żel wodny 
Woda, guma x, gliceryna
Żadna filozofia. Zrobienie żelu wodnego. Widelcem :P


B. Faza tłuszczowa
Do minimalnie podgrzanego oleju kokosowego wykapać kapsułkę lecytyny i dodać 1cm maści BD. Mieszać potrząsając buteleczką. Do skutku. W międzyczasie osiągnie temperaturę pokojową.


C. Małe zamieszanie
Do fazy tłuszczowej dodawać po łyżeczce żelu wodnego i potrząsać do połączenia. Aż do momentu, jak mieszanka będzie bardziej mleczna niż przezroczysta.


D. Żel detergentowy
Do pozostałej porcji żelu dodać odmierzoną ilość glokozydu. Stopniowo, po łyżeczce. Glukozyd momentalnie zagęści żel.
**U mnie była potrzeba podgrzać butelkę z glukozydem w kąpieli wodnej, gdyż bardzo zgęstniał. Tak jak to miewa olej kokosowy :)


E. Już prawie szampon
Do emulsji lecytynowej dodać stopniowo żel detergentowy i delikatnie mieszać, np rurką od pompki :)
Najpierw stopniowo po łyżeczce, potem już jak leci

F. Dodatki
Wszystko płynne więc wystarczy wkroplić i zamieszać.
Poczynając od kwaśnych: kwas mlekowy, coby nam protein szlag nie trafił

G. PH dla zasady
Mierzymy pH koniecznie. Odczyn może być bardzo skrajny, patrz obrazek poniżej:
Po prawej pierwotne pH - bardzo bardzo zasadowe. Po lewej poprawione. Neutral :)


 Paseczek lakmusowy zdeterminował dodatnie tony kwasu mlekowego i keratyny, której mi nie żal bo już ma farfocle ;)

H. TADAM! :D
Gotowy szampon :)
Przystojny, nieprawdaż?


Najpierw ramach testu umyłam nim ręce. Test alergiczny - zawsze!
Jest raczej nietłustą emulsją, która lekko się pieni, niż tym co kojarzy się z szamponem ;) Nawet wiedźmie jest dziwnie, chociaż przywykłam do kosmetyków bez konsystencji.

Mieszanka ma świetny kolor - jak "kogel-mogel", pachnie jak szampon z apteki, znaczy się: glukozyd tak pachnie.

Na razie myłam nim włosy dwukrotnie.
Ma bardzo wodnistą konsystencję i najlepiej nakładać go metodą kubeczkową - rozrobić w pół kubeczka ciepłej wody i takim płynem polać włosy i skórę. Rozmasować, zostawić na chwilkę. Potem odżywka, jak zwykle.
Pomimo konsystencji jest nawet wydajny, mam wrażenie, że go niewiele ubyło.

Zdjęcie z pierwszej próby, w towarzystwie maski Yes To Carrots, która nic a nic nie myje, żeby nie zaburzyć obrazu :)
Obiecałam sobie nie wrzucać tu facjaty, ale włosy raz mogę :) Jak dla mnie tak właśnie wyglądają dobrze umyte włosy :D Zdjęcie można obejrzeć w sporym powiększeniu.


*puszek i rozpirz to efekt dyfozora. Zresztą cóż - przy falach puszek jest w abonamencie :)

Eksperyment był świetny i przez kilka dni opalałam się w promieniach mojej zayebistości ;) No bo hej, znajdźcie mi kogoś, kto zrobił własny szampon praktycznie bez przepisu :D
Zabawa była przednia i nieraz pobawię się ponownie :)
No i mam własny szampon bez "śniętej trójcy" tzn SLS, CB i SC, bez zapachu i z fazą tłuszczową jak ta lala ;)

Jakie mam uwagi do szamponu?
Raz - konsystencja. Ale w metodzie kubeczkowej daje radę :) Koleżanka chciałaby spróbować ale myślę, że ona tej konsystencji nie obsłuży.
Dwa - nie umiem nim zmyć oleju :) Nawet kokosowego. Ale żadnym szamponem nie umiem, tak się przyzwyczaiłam do zmywania odżywką, nawet tłuściochem jak Bingo Shea mi łatwiej niż szamponem z SLS :)
Trzy - cóż. Chlip. Nadal za mocny :( Przy drugim myciu wypadło mi troszkę więcej włosów niż zwykle i skóra była siakaś wrażliwsza? Popiekuje i wcieram cały czas żel ksantanowy z alantoiną.

Tej butelki mam jeszcze pół więc wymyślam na szybko, czym go złagodzić. Butelka żelu ksantanowego do rozmajenia już czeka, sok aloesowy w szafie takoż, no i pewnie dokapię kroplę oleju już do odmierzonej porcji. Może nawet silikonu żeby detergent go nie rozpuścił.
Może jeszcze obniżyć pH. Dzisiaj sprawdzałam raz jeszcze - neutral. Równiutkie 7. Tak zejść do 5,5...

Jak Wam się podoba wiedźmi szampon?
Bardzo szeroko uśmiecham się do Italiany - może masz pomysł, co można w przepisie poprawić?

Ależ się rozpisałam :D
Zmykam w świat i polecam i Wam nacieszyć się niedzielą, choćby mroźną :)
Biochemiczna Wiedźma