Wiedzma bloguje (Czarownicująca): mydło
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mydło. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mydło. Pokaż wszystkie posty

środa, 3 stycznia 2018

Misja szampon - mydło potasowe rzepakowe - podejście pierwsze



Hej :)

Dawno nie pisałam o kosmetykach, co nie znaczy, że ich nie robię. Obecnie w tym temacie pochłonęło mnie mydlenie. Tylko w tej chwili strzykło mnie w plecach i nie wystoję przy blenderze, pozostaje mi pisać na ten temat. I mogę planować :D

Z mydłami (od strony użytkowej) wiąże się sporo mitów, są przeciwnicy i zwolennicy. Do mnie najbardziej przemawia to, że mydła to zupełnie inny dział chemii i dają nowe możliwości.

Teraz na tapecie mydła potasowe. Mydło potasowe rzepakowe jest popularne w kręgach mydlarskich jako mydło do sprzątania :) Co nie znaczy, że do skóry się nie nadaje, po prostu jest tanie. Ale jest wdzięczne jako baza - można do niego dodać olej pielęgnacyjny, olejki eteryczne, drobinki, można mieszać z innymi mydłami potasowymi by otrzymać inne właściwości. Można zrobić mydło w płynie na naparach ziołowych i hydrolatach. Cudowna sprawa z mydłami (robionymi na ciepło) polega na tym, że mogę osobno zaprojektować siłę mycia i osobno działanie pielęgnacyjne :D
W kolejce czeka olej kokosowy na bardzo mocno myjące mydło i olej lniany na mydło lecznicze, na które czekają moim więksi i mniejsi mężczyźni ;)

Mydło rzepakowe to jedno z delikatniejszych. Zaplanowałam je na 2% przetłuszczenia (czyli mydło "bez właściwości pielęgnacyjnych" ale z marginesem bezpieczeństwa wykonania). Mydło rzepakowe ma podobne właściwości do oliwkowego, np popularnego czarnego mydła savon noire.
Według popularnego kalkulatora mydlanego soapcalc ma siłę mycia 0, ale wszyscy mydlarze wiedzą, że to jeszcze o niczym nie świadczy, mydła oliwkowe też mają poziom 0 a to najlepsze mydła dla wrażliwców, a SN nawet niekoniecznie ;)
Mydło rzepakowe jest szalenie delikatne, ale zdecydowanie pieni się i myje.



W roli szamponu - zależy mi mocno na zmiękczaniu naskórka i łagodności dla skóry, co potasiaki zapewniają. W następnej kolejności postaram się o działanie odkażające na wieczny łupież. Nie wiem jeszcze, jak pogodzę łagodność dla skóry z mocnym myciem, którego wymagają moje niskoporowate włosy. Na koniec nadam mieszance postać płynu, łatwiej będzie rozprowadzić taki na włosach :D Pojawił się też problem osadu z mydła w bardzo twardej wodzie, ale nie takie rzeczy Wiedźma pokonała ;)

Do brzegu!
Jeśli ktoś z Was myje włosy mydłami, to skorzystam z porad, jak robić to sprawniej.

Wtarłam pastę mydlaną w zmoczony skalp, spieniłam, bardzo dokładnie wypłukałam, pamiętałam o kwaśnej płukance (na kwasku cytrynowym, chyba przesadziłam i była za mocna).

Efekt - włosy umyte, skalp odświeżony i czysty (i bez łupieżu!!!), pewna sztywność która przypomina mi skutki zabawy z glinkami, czyli pewnie osad mydlany z twardej wody, włosy początkowo szorstkie, co częściowo przeszło po nocy (czyli pewnie domknęła się łuska włosa). Obyło się bez odżywki i silikonów.


Po myciu "zwykłym szamponem" są z powrotem domyte ale i szorstkie, przy myciu trochę wypadło i wrócił łupież.

Na koniec ciocia Wiedźma przypomina, że zabawy z pH mogą zaszkodzić wrażliwej skórze i delikatnym włosom.


Tymczasem życzę wszystkiego dobrego w Nowym Roku! :D


czwartek, 25 maja 2017

Wiedźma mydli - część druga


Cześć!
Dzisiaj znowu będzie mydełkowo. I o tym, jak mydlenie zaskakuje.
Powyższy kolaż przedstawia efekt mydlenia z kilku ostatnich miesięcy.

Zacznę od ulubionych!

To mydełko na bazie rzepakowo-kokosowej (70:30) z dodatkiem dziegciu brzozowego. Powstało dla mojego K, który zużywa mi wszystkie dziegciowe kosmetyki, bo zapach mu się dobrze kojarzy.
Mydełko wyszło - hm... aromatyczne ;) pielęgnujące i bardzo miękkie. Rzepak daje miękkie mydło - zapamiętać!


Piękne różowe :D O ziołowym zapachu i naturalnym kolorze - z wywaru z korzenia rabarbaru. Wywar w trakcie ługowania wyglądał paskudnie, ale przerodził się w cudeńko :> Baza mydlana - rzepak, smalec i alkohol cetearylowy (utwardza kostkę). Mydło długo dojrzewało. Dzisiaj użyłam po raz pierwszy - i odpukać! jest przyjemne :)

A to moje mam-mieszane-uczucia:

Mamy koniec maja, a mydła jeszcze nie dojrzały. Zostało im bardzo wysokie pH. Z braku papierków mierzyłam odczyn kurkumą. Metoda nie jest superprecyzyjna, ale za to jaka malownicza :)


Tyle o mydłach :)

Ściskam!

wtorek, 3 stycznia 2017

Wiedźma mydli czyli opowieść o mydlanym DIY



Witam gorąco (na przekór aurze :D) u progu nowego roku!

Przez internety przelewa się fala podsumowań minionego roku i planów na obecny.

Poniższy wpis niejako wpisze się w ten schemat. Kilka miesięcy temu wreszcie odważyłam się przejść na mydlaną stronę mocy i zdecydowanie jest to doświadczenie, o którym chcę Wam opowiedzieć :D

Internet pełny jest świetnie napisanych poradników, więc podlinkuję kilka z nich na końcu wpisu, a tutaj skupię się na wrażeniach :)

Po pierwsze, przed wykonaniem pierwszego mydła warto trochę poczytać. Spore trochę ;] Zmydlanie rządzi się innymi prawami niż emulgacja i każdy tłuszcz (i dodatek!) będzie zachowywał się inaczej. Można też oszczędzić sobie kłopotu i skorzystać z gotowego przepisu, których wiele jest w internecie :) Dla bardziej ambitnych są kalkulatory mydlane, które pomogą ustalić proporcje składników i orientacyjne właściwości mydła.

pierwsze mydełko w pełnej krasie! :)
zawiera olej kokosowy, rycynowy, słonecznikowy i smalec
urodzone we wrześniu
Mydlenie jest o tyle cudne, że możemy sami wybierać siłę mycia, poziom nawilżania, jakość piany itp. Niewielki wpływ mamy tylko na pH, które niestety zawsze będzie co najmniej lekko zasadowe.

Mydlenie uczy cierpliwości, bo w procesie jest kilka etapów oczekiwania. Najpierw na zmydlenie olejów, potem na dojrzewanie mydła. Świeże mydła tragiczne w użyciu, wszyscy ostrzegali ale i tak musiałam sprawdzić :)

Na początku przygody nie trzeba wydawać majątku na sprzęt i składniki. Najlepsze mydełka wychodzą z taniej oliwy pomace czy oleju rzepakowego, nie wspominając o dżemie ze świni ;) a o niepotrzebne garnki i blender można wypytać znajomych, a nawet używać tych co do jedzenia, o ile są z odpowiednich materiałów. Jako foremki można użyć... śmieci, np karton po soku albo pudełko po serku z PP.

mydełko z oliwy (pomace) - bez dodatków
jak na razie mój faworyt

Co koniecznie trzeba przeczytać i STOSOWAĆ to mydlane BHP. Bez rękawiczek i okularów nie podchodź.

Po pierwszej próbie zrobiłam kilka partii mydełek z jednego rodzaju oleju, z przetłuszczeniem około 5%. Nie każdy olej nadaje się do takich zadań, bo nie każdy kwas tłuszczowy się zmydli. W pełni zmydlają się kwasy nasycone długie i krótkie oraz oleinowy (omega-9) i rycynowy, a omega-3 i 6 nie zmydlają się wcale i pozostają jako składnik pielęgnujący. Stąd mydło 100% lniane by po prostu nie wyszło.

Mydło 100% oliwkowe daje mydełko o kremowym kolorze i łagodnym zapachu. Ma kremową piankę i jest bardzo łagodne dla skóry, acz nieźle domywa. Mój faworyt do rąk!

Mydło 100% kokosowe jest bardzo twarde (ostre krawędzie!!!), bardzo szybko dojrzewa i mocno się grzeje, daje obfitą pianę i bardzo mocno myje. Nawet przy 10% przetłuszczenia jest dla mnie za mocne ale od czego są większe przetłuszczenia :) Pachnie olejem kokosowym, co mi okazało się przeszkadzać.
Faworyt mojego mężczyzny - domyje każdy brud i "wreszcie jakaś piana" :P

Mydło 100% ze smalcu wieprzowego ma właściwości podobne do oliwkowego, jest bielsze i pachnie smalcem. Bardzo przyjemne w użyciu, zapach nie utrzymuje się długo na skórze. Bardzo długo się obijało i bez asystenta mogłabym się poddać :)

mydło "tradycyjne" 100% smalec
uwaga powiew artyzmu - gryzmoł z glinką szarą i kawą :D

Byłam niecierpliwa i część mydełek powstała metodą piekarnikową, żeby przyspieszyć etap zmydlania. Te mydła są brzydsze, jest na nich osad i bąbelki a mydło kokosowe skipiało w piekarniku (uwaga przypalony kokos śmierdzi ;] ).

Następna ciekawostka :D Ciężko ubija się ilość tłuszczu mniejszą niż 0,5kg, więc produkcja mydła jest siłą rzeczy masowa. Albo będziemy zużywać je przez długi czas (na szczęście są trwałe i niektóre wręcz lubią długie leżenie) albo będziemy regularnie uszczęśliwiać znajomych ;)



Następne mydła planuję już mieszane i powoli dojrzewam do dodatków - olejków eterycznych i naparów zamiast wody pod ług, a kiedyś w dalszej przyszłości może mydła potasowe, np savon noir? :)

MISJA: MYDEŁKO DO MYCIA WŁOSÓW
Mydło kokosowe powstało z myślą o myciu włosów, gdyż ciągle nie znalazłam szamponu, który by się u mnie sprawdził. Skorzystałam z gotowego przepisu na mydło do mycia włosów.


Kolejnej próby nie było, bo zapach mydła i octu na włosach doprowadził mnie do szału, ale efekty były i tak lepsze, niż np po mydłach ziołowych rosyjskich, polecanych do mycia włosów właśnie, po których miałam siano i skalpową bonanzę ;]

Nie ma co, mydlenie wciąga! :) Potem nic już nie jest takie samo :P

Co sądzicie o domowych mydłach?
A może w inne rejony kosmetycznego DIY zawiało Was ostatnio?
Piszcie śmiało :D



Obiecane linki:
Piana Mydlana - facebookowa grupa wsparcia dla anonimowych mydlarzy ;)
Mydło w domu - świetny poradnik z popularnym kalkulatorem w zestawie
Mydelnica - blog o mydleniu. Autorka jest na etapie, z którego nie ma odwrotu i nawet pastę do zębów mydli własną ;]
Soap-making essentials - kompendium wiedzy dla anglojęzycznych

wtorek, 12 sierpnia 2014

Planeta Organica - Żel pod prysznic KAKAO


Najwyższa pora na recenzję Żelu pod prysznic Planeta Organica z masłem kakaowym.
To już mój trzeci żel z tej serii - po absolutnym hicie, ciasteczkowym lajf sejwerze z shea, cudownym cukierkiem z rokitnikiem - tego pana rodzinka też nie musi się wstydzić :)

Wszystkie z tych żeli mają wspólny mianownik, jakim są:
  • ładne składy - to znaczy poszukiwane przeze mnie szczególnie składy krótkie i ubogie w potencjalnie nieprzyjemne substancje
  • łagodne i bezpieczne działanie - bez obaw umyłam tymi żelami moich atopowych siostrzeńców
  • przyjemna konsystencja
  • apetyczne zapachy - rzadkość dla wrażliwca :)


Żel pod prysznic KAKAO mieszka w butelce z czekoladowego plastiku. Wygodna pompka zabezpieczona jest przed przypadkowym otwarciem na tyle dobrze, że zazwyczaj mam problem z napoczęciem opakowania :) Butelka jest bardzo zgrabna i nie widać, że zawiera bardzo dużo produktu - bo aż 360ml.

Sam żel to pachnący masłem kakaowym (nie czekoladą) gęsty krem, który na ciele zmienia się w kremową emulsję, która bardzo delikatnie ale skutecznie myje skórę. Na tyle delikatnie, że po treningu lub podróży wolę sięgnąć bo silniejsze produkty myjące.
Mam wrażenie, że z testowanej przeze mnie trójki żel kakaowy jest najbardziej natłuszczający i najdelikatniej myje.

kliknij by powiększyć
Skład: woda, masło kakaowe, łagodny detergent, łagodny detergent, średni detergent, sok z aloesu, ekstrakt z liści herbaty, gumy - zagęstniki i filmomery, zapach, regulator kwasowości, łagodne konserwanty.

Składowo żel PO to bardzo przetłuszczony (być może 20% masła kakaowego) łagodny produkt myjący. Masło kakaowe zalecane jest w pielęgnacji skóry suchej, zniszczonej i podrażnionej i dodatkowo działa ochronnie na skórę. Więcej o maśle kakaowym: [KLIK]. Sok z aloesu to znany wszem i wobec środek nawilżający i łagodzący podrażnienia. Ekstrakt z liści herbaty działa przeciwzapalnie i antyoksydacyjnie. Gumy działają na skórze trochę jak silikony - wygładzają ją i zmiękczają oraz zmniejszają odparowanie wody z naskórka. Konserwanty użyte w produkcie są dopuszczone do stosowania w kosmetykach o najbardziej restrykcyjnych wymogach.

Czy skład przekłada się na działanie? Jak najbardziej - jest łagodny i łagodzący, nie powoduje podrażnień i przesuszenia. Chociaż przyznać trzeba, że w okresie moich testów tego żelu (od zimy '13 do wiosny '14 oraz sporadycznie w lecie '14) moja skóra była w zaskakująco dobrej kondycji i nie miała typowo zimowych epizodów AZS ani monstrualnego przesuszenia, jednak nadaj jest skórą suchą i wrażliwą.
Jak już wspomniałam - używałam tego żelu do mycia skórek moich siostrzeńców, z których zwłaszcza starszy ma skórę jak ja w najgorszym okresie :( i u nich żel sprawił się wyśmienicie - skórka była miękka, nawilżona a wysypki trochę mniej uciążliwe.

Próbowałam również umyć włosy tym żelem (zachęcona podobnym sukcesem z żelem shea) ale tu się nie sprawdził. Nie musi, to nie szampon, ale byłoby rewelacyjnie :P
Żel fantastycznie koi dłonie przesuszone czy to zimową aurą czy domowymi porządkami.
 
Wydajność żelu jest zaskakująca, chociaż minimalnie gorsza niż pozostałych żeli - wystarczył mi na kilka miesięcy codziennego używania.
 
Cena żelu to około 16zł / 360ml, co przy naprawdę wysokiej jakości i wydajności to zacna cena.
 
Czy zaopatrzę się w żel PO ponownie?
 
Odpowiem naokoło :)
Jako że moja skóra mimo poprawy nie toleruje sklepowych żeli myjących z SLES ani mydeł - zostanę w świecie łagodnych myjadeł dłużej. Obecnie mam w zapasach żel PO z masłem shea, używam go na zmianę z kwiatowym mydłem Babuszki Agafii oraz żelem Babydream i taka kombinacja sprawuje się najlepiej :) Często nawet po prysznicu nie muszę sięgać ani po oliwkę ani po balsam.
Obecnie żel Planeta Organica nie jest niezbędny w mojej kosmetyczce ale sięgam po niego bardzo chętnie.
Jeśli kiedyś - odpukać - wrócą moje problemy skórne - żele PO są na liście bezpiecznych pewniaków, po które mogę sięgnąć. Przynajmniej dopóki linia nie zmieni składu :)



Znacie produkty Planeta Organica?
 
Czym myjecie swoje suche i wrażliwe skóry?


Będzie mi miło, jeśli mnie polubisz...
A nawet pokochasz...
Pokochaj z Bloglovin

wtorek, 17 grudnia 2013

Rokitnikowo - żel pod prysznic Planeta Organica


Chyba mogę już napisać, że bardzo lubię żele pod prysznic z Planety Organiki :)

Często i gęsto wspominam żel pod prysznic z masłem shea, który był:
a) jednym z pierwszych kosmetyków rosyjskich, jakie używałam - i przełamał moje obawy przed nimi jako ziołowego wrażliwca,
b) pierwszym produktem Planety Organiki - i mnie kupił dla tej marki,
c) absolutnym hitem i life saverem w największym ataku zimy 2012/13 który przypadł na marzec ;]
d) najlepszym uniwersalnym produktem, który wzięłabym ze sobą na bezludną wyspę (zwłaszcza, jeśli byłyby tam zimy)

Użytkowanie Rokitnikowego Żelu rozciągnęło mi się na miesiące najgorętsze i na łagodny początek zimy, pierwszy atak kaloryferów i przymrozki.
Jak się spisał?

Obietnice producenta

Żel pod prysznic aktywnie regeneruje i zmiękcza skórę, skutecznie hamuje oznaki starzenia się skóry, piękny aromat żelu pozwala się zrelaksować, poprawia nastój.
Lubię obietnice producentów ;) Można na nich liczyć :P
(Na poważnie: nie spodziewam się, żeby żel pod prysznic miał zregenerować skórę lub zatrzymać upływ czasu przez te kilka sekund, kiedy się na niej znajduje. Może natomiast być łagodny dla skóry i łagodzić podrażnienia).

Skład

(kliknij by powiększyć)
Skład żelu jest "ładny", podobnie jak w wersji z masłem shea.

Zdumiewające właściwości oleju z rokitnika wymagają osobnego wpisu (KLIK) - jest mistrzem świata w łagodzeniu i regeneracji, był stosowany na oparzenia po wybuchu w Czarnobylu.
Uczep trójlistny działa pomocniczo w stanach zapalnych i infekcjach skóry.
Mięta polna łagodzi podrażnienia i świąd, nawet po ukąszeniach owadów.

Tytułowego oleju z rokitnika jest sporo, myślę, że ponad 20% - co obiecuje niezłe natłuszczenie skóry i łagodność. Dalej - trzy detergenty, dwa łagodne i jeden średni - obiecują przyzwoite zmywanie codziennego brudu. Następnie ekstrakty - z uczepu trójlistnego i mięty polnej działają łagodząco, przeciwzapalnie i przyspieszają gojenie zmian. Tuż przed zapachem, czyli w małej ilości dodano gumy, które zagęszczają mieszankę oraz działają na skórę trochę jak silikony, powlekająco (ich zmywalność jest dyskusyjna, być może wymagają SLS). Konserwanty z tych bezpiecznych, nie psują kompozycji i czynią kosmetyk, "ładnym i bezpiecznym".

UWAGA
Dochodzą mnie pogłoski, że składy w kosmetykach rosyjskich zmieniają się na gorsze...
Moje żele mają daty produkcji max 02.13 i skład jest tak samo dobry. Upewniajcie się podczas zakupów, jaki produkt kupicie!!

Opakowanie
Żel mieści się w wąskiej a wysokiej butelce z pomarańczowego plastiku z czarną solidną pompką. Butelka jest bardzo zgrabna, nie sądziłam, że mieści tyle produktu. Pod światło można sprawdzić, ile żelu zostało.

Słowo o pompce - dostajemy opakowanie z zablokowanym dozownikiem. Za każdym razem mam problem z otwarciem blokady :) Odkręca się nie tak, jakby się wydawało i trzeba użyć siły. To plus - bomba spadnie, słonie stratują dostawę - ale blokada przetrwa! I minus - jeśli brakuje silnego ramienia muszę pomóc sobie obcęgami.


Żel
Sam żel ma mleczno-pomarańczowy kolor, jest rzadszy niż w wersji z shea ale nadal gęsty i kremowy.
Pieni się słabo ale łatwo rozprowadza na skórze.
Ślicznie pachnie landrynkami owocowymi! Zapach jest świeży i słodki. Nie utrzymuje się na skórze zbyt długo.
Przy okazji - olej rokitnikowy nie pachnie słodkimi owocami więc nie jest to zapach tego oleju!

Wydajność zależy od nas - można umyć całe ciało używając 3 porcji, można użyć 10.

Działanie - zacne! Dzięki mocnemu przetłuszczeniu i łagodnym detergentom żel jest łagodny dla suchej skóry, nie nasila przesuszenia a nawet wspiera nawilżanie.
W najgorętsze dni lata był zbyt ciężki - wtedy wszystko, co nie ma żywego mentolu i eukaliptusa było zbyt ciężkie :) Nie podrażnia skóry podrażnionej już od słońca.
Przez jesień i początki zimy sprawuje się wyśmienicie a doceniam go zwłaszcza od kiedy grzeją kaloryfery - nawet jeśli zapomnę wklepać w skórę balsamu / olejku - skóra nie pozostaje sucha i ściągnięta :)

Oczywiście musiałam sprawdzić, czy żel nada się do mycia włosów tak jak sheowa siostra? W moim przypadku nie - myje za słabo i pozostawia włosy spuszone. Widocznie w tej konfiguracji to nie mój olej włosowy (mimo że czysty olej sprawdził się na włosach wyśmienicie).

Jakość i cena
Stosunek ceny do jakości jest bardzo na plus :) 18zł za 360ml (5zł / 100ml) to cena porównywalna do wielu drogeryjnych żeli pod prysznic o składzie najczęściej niezbyt pięknym, a jakość dostajemy nieporównywalnie lepszą.

Polecam wszystkim suchoskórnym i wrażliwcom oraz tym, którym nie jest wszystko jedno, co nakładają na skórę na te kilka chwil pod prysznicem.

Miałam przyjemność już użyć kilkukrotnie kolejnej siostry z tej serii - z masłem kakaowym i jestem podobnie zachwycona łagodnością i apetycznym zapachem kakao.

Żel pod prysznic z rokitnikiem Planeta Organica testowałam dzięki Zielarni Lawenda.

Znacie żele myjące Planeta Organica?
Jakie są Wasze ulubione myjadła do ciała na zimowe dni?

post signature

poniedziałek, 22 lipca 2013

Zioła i Trawy Agafii, Ziołowe Białe Mydło


Uśmiechało się do mnie i uśmiechało - aż do mnie trafiło :)
Białe mydło Babuszki Agafii, bo o nim mowa, jest moim mydlanym zachwytem minionej (grubo opóźnionej) wiosny. Dlaczego? Już piszę :)

  Zioła i Trawy Agafii Ziołowe Białe Mydło
(opis ze strony sklepu - Zielarnia Lawenda)

Naturalne Mydło Syberyjskie do pielęgnacji ciała i włosów, można je stosować jako szampon lub żel pod prysznic. 
Mydło przeznaczone do delikatnej pielęgnacji ciała i włosów. Polecane osobom ceniącym naturalne produkty kosmetyczne. Znakomite w pielęgnacji każdego typu skóry.
W skład białego mydła, oprócz mnóstwa leczniczych syberyjskich traw i ziół, wchodzi Kozie mleko, ekstrakt białej Wierzby i bardzo wartościowe dla skóry i włosów oleje, które gwarantują lekką, pachnącą i odżywczą pielęgnację zarówno ciała jak i włosów.


Skład INCI:  Aqua, Cedrus Deodara Oil, Linum Usitassimum Oil, Amaranthus Caudatus Oil, Arcticum Lappa Oil, Cucurbita Pepa Oil, Chamomilla Recutita Oil, Rosa Canina Oil, Viburnum Prunifolium Oil, Triticum Vulgare Oil, Achillea Millefolium Intractum, Arnica Montana Intractum, Salvia Officinalis Intractum, Trifolium Pratense Intractum, Crataegus Cuneata Intractum, Jasminum Officinale Intractum, Padus Racemosa Intractum, Salix Alba Intractum, Chamomilla Recutita Intractum, Taraxucum Officinale Intractum, Sodium Laureth Sulfate, Sorbitol, Cocamide DEA, Melilotus Albus Extract, Ballota Nigra Extract, Leucojum Aestivum Extract, Adonis Vernalis Extract, Salix Alba Extract, Scutellaria Baicalensis Extract, Inula Helenium Extract, Althea Officinalis Extract, Glycyrrhiza Glabra Extract, Saponaria Alba Officinalis Extract, Soponaria Rubra Officinalis Extract, Pinus Palustris Extract, Lamium Album Root Extract, Goat Milk, Beeswax, Royal Jelly, Oryza Sativa Strach, Water Avena Sativa Kernel, Kathon CG.

Cena: 45zł / 500ml

Moim zdaniem...

Skład
Jak przystało na babuszkowy kosmetyk - skład to istny zielnik! Znajdziemy tu morze ekstraktów roślinnych:
  • Krwawnik pospolity (Achillea millefolium)
  • Arnika górska (Arnica montana)
  • Szałwia lekarska (Salvia officinalis)
  • Rumianek pospolity (Chamomilla recutita)
  • Koniczyna łąkowa (Trifolium pratense)
  • Głóg japoński (Crataegus Cuneata)
  • Jaśmin lekarski (Jasminum officinale)
  • Kwiat czeremchy (Padus Racemosa)
  • Wierzba biała (Salix alba)
  • Nostrzyk biały (Melilotus albus)
  • Mierznica czarna (Ballota nigra)
  • Śnieżyca letnia (Leucojum aestivum)
  • Miłek wiosenny (Adonis vernalis)
  • Tarczyca bajkalska (Scutellaria baicalensis)
  • Oman wielki (Inula helenium)
  • Prawoślaz lekarski (Althaea officinalis)
  • Sosna długoigielna (Pinus Palustris)
  • Mniszek lekarski (Taraxucum officinale)
  • Jasnota biała (Lamium album)
  • Mydlnica lekarska (biała i czerwona) (Saponaria officinalis)
  • Lukrecja gładka (Glycyrrhiza glabra)
  • Cedr himalajski (Cedrus deodara)
Oleje roślinne:
  • Pszenica zwyczajna (Triticum Vulgare )
  • Len zwyczajny (Linum usitatissum)
  • Kalina śliwolistna (Viburnum prunifolium)
  • Szarłat zwisły (Amaranthus caudatus)
  • Róża dzika (Rosa canina)
  • Łopian większy (Arctium lappa)
  • Dynia zwyczajna (Cucurbita pepo)
  • Olej z nasion owsa (Water avena sativa kernel)
Aktywne składniki naturalne:
  • Kozie mleko (Goat milk)
  • Wosk pszczeli (Beeswax)
  • Mleczko pszczele (Royal jelly)
  • Skrobia ryżowa (Oryza sativa strach)
(Po więcej informacji zapraszam na tę stronę KLIK)

Bardzo z grubsza ujmując - składniki te mają działanie łagodzące stany zapalne, antybakteryjne, wspomagające regenerację i wzmacniające. Składników roślinnych jest w składzie sporo i zdecydowanie mają wpływ na działanie kosmetyku, Trudno tylko przewidzieć - jakie konkretnie, jak to bywa w przypadku takich koktajli :)

Za mydlaność mydła odpowiada znany detergent SLES, łagodniejszy Cocamide DEA oraz ekstrakty z mydlnicy, szkoda, że z przewagą tych chemicznych... Podobne działanie jako mydła prawdopodobnie dałoby się osiągnąć dzięki roślinom myjącym, np zwiększając zawartość mydlnicy...
Całość konserwowana jest czymś takim jak Kathon CG (czyli methylisothiazolinone and methychloroisothiazolinone, popularne konserwanty - źródło). Uważa się je za średnio szkodliwe.

Opakowanie...
Opakowanie mydła to wielgachny słój z mlecznego plastiku. Etykiety są koloru białego z szarymi i srebrnymi motywami kwiatów przeplatających się z opisami pisanymi cyrylicą. Pod wieczkiem znajdziemy dodatkową przykrywkę, podobnie jak w maseczkach do włosów Babuszki.
Całość wg jest bardzo estetyczna i dopracowana, kosmetyk świetnie prezentuje się i na łazienkowej półce i na widoku w pokoju. I bez wątpienia nadaje się na prezent dla miłośniczek kosmetycznych ciekawostek.


Pudełko zawiera aż 500ml mydła, więc ze względu na wygodę i trwałość - przekładam porcję mydła do pudełka po kremie i z niego korzystam podczas kąpieli.

Kosmetyk w użyciu...
Mydło jest koloru białego o delikatnym perłowym połysku. Ma formę gęstej, gładkiej pasty, którą najwygodniej rozetrzeć w dłoniach lub nanieść na skórę za pomocą gąbki. Maleńka ilość mydła tworzy niezbyt gęstą ale aksamitną pianę, która dobrze się rozprowadza.

Wydajność...
Mówiąc krótko - niewyobrażalna. Razem z mamą używamy tego mydełka od maja (prawie trzy miesiące, z czego czasem zdradzimy białe mydło z innym ale zaraz do niego wracamy) i nie zużyłyśmy jeszcze ani połowy słoja!! Na umycie się od stóp po czubek nosa wystarczy porcja mniejsza niż ziarno czerwonej fasoli.

Działanie na skórę...
Da się odczuć, że mydełko zawiera moc olejów roślinnych - oprócz uczucia dokładnego oczyszczenia skóry jest też wrażenie otulenie jej dzięki temu kosmetykowi. Mogę nie używać olejku do ciała i skóra nie będzie ściągnięta.
Aczkolwiek i ja i mama zauważyłyśmy, że w dni upalne, kiedy korzysta się z prysznica kilka razy dziennie - za kolejnym razem lepiej sięgnąć po mniej ziołowe mydełko ze względu na możliwe małe przesuszenie skóry.

Zapach!!
Aromat jest tym, co spowodowało, że zakochałam się w tym mydle po uszy!! Zarówno w słoiku jak i na ciele kosmetyk roztacza aromat wiosennej łąki i nuty lodów śmietankowych!!! Zapach jest świeży, ani trochę duszny, bardzo dziewczęcy. Utrzymuje się na skórze do kilku godzin.

Do włosów?...
Zgodnie z opisem producenta - mydłem można też myć włosy. Jako myjadło ma mieć działanie odżywcze na skórę i cebulki oraz witalizujące na same włosy.
W przypadku moim i mojej mamy Białe Mydło jako szampon okazało się niewypałem - czego można było się spodziewać, bo nasze włosy z ziołami się nie lubią: są z jednej strony niedomyte, a z drugiej - przesuszone. I dokładnie tak było i tym razem.
Trochę szkoda, bo perspektywa włosów pachnących wiosenną łąką brzmiała baaardzo apetycznie :D

Całokształt...
Cieszę się, że odważyłam się wypróbować to mydełko. Jako alergik wiem i pamiętam, ze w takim gąszczu składników może czaić się zagrożenie uczulenia, podrażnienia i innych nieprzyjemności... ale na szczęście się nie czaiło :)
Sięgając po to mydełko mam uczucie doświadczania codziennego, małego luksusu. Zazwyczaj nie mam potrzeby rozpieszczania się na każdym kroku... ale od tak apetycznego i prostego sposobu można się łatwo uzależnić :)
Półlitrowy słój, zwłaszcza przy olbrzymiej wydajności kosmetyku - brzmi trochę przerażająco :) Więc, gdybyście decydowały się na zakup - warto zrobić zamówienie na spółkę, a dzięki temu np wypróbować pozostałe wersje mydła, Kwiatowe i Czarne.

Białe mydło ziołowe z serii Zioła i Trawy Agafii testowałam dzięki Zielarni Lawenda!

~PRYWATA~

Obserwatorzy FB wiedzą :>
Udało mi się spędzić miniony weekend w Bieszczadach! :D
Wyjazd zaliczam do udanych - były wpadki z komunikacją, załamanie pogody - i właśnie tak ma wyglądać prawidłowy wypad w Bieszczady :)
Tylko tak strasznie krótko :(((((


Teaser - panoramki z trasy Smerek - Połonina Wetlińska (schronisko).
Żebym na głowie stanęła - żadne zdjęcie nie odda piękna tych widoków :)

(kliknij aby powiększyć)

Ściskam!!!

post signature

piątek, 28 czerwca 2013

Savon Noir - Czarne mydło, Efas

Witajcie,

Słyszałyście już o rytuale Hammam?

No raczej :) To bardzo modny obecnie rytuał oczyszczająco-relaksujący ze Wschodu, odkryty na nowo wraz ze skarbami Maroka.

Pierwszy raz usłyszałam o zabiegach Hammam, podobnie jak o kosmetykach arabskich, na kanale blogerki TheCurlyGal (pozdrawiam ciepło!) i w jednej sekundzie zachorowałam na czarne mydło, glinkę ghassoul i olej arganowy.

Olej arganowy miałam okazję poznać, zamówiłam buteleczkę na stronie sklepu e-naturalne i wspominam olej bardzo pozytywnie, chociaż nie stał się moim hitem.

Pozostałe produkty długo były poza moim zasięgiem, bo dzięki modzie na egzotykę - są drogie, a ja nie lubię wydawać majątku na coś, czego nie znam - za duże ryzyko, że mnie uczuli albo podrażni i będę mogła wyrzucić w błoto dużą kasę zamiast małej ;] Ot, życie alergika ;]

Tymczasem - moja nie od dziś ulubiona Zielarnia Lawenda wiosną tego roku wprowadziła do oferty właśnie produkty arabskie od oficjalnego dystrybutora z Maroka - KLIK. (Na stronie możecie pobrać katalog z produktami, który ja mam w wersji papierowej i przeglądam go co jakiś czas z przyjemnością. Prócz spisu produktów znajduje się w nim dużo informacji na temat skarbów Maroka, opisy rytuały Hammam, artykuły).

Savon Noir testowałam od kwietnia i zaraz podzielę się z Wami moją opinię na jego temat, a od wczoraj mam w zbiorach też Glinkę Ghassoul i nie mogę się doczekać testów!!

Czarne mydło...
Prawdziwe czarne mydło nie ma nic wspólnego ze znanym nam mydłem. Nie jest ani płynne ani stałe. Nie pieni się. Nie umyjesz nim rąk ani twarzy w ramach codziennych zabiegów...

Savon Noir jest za to mydłem pod względem chemicznym: prawdziwe składa się z oliwy, rozdrobnionych oliwek i wodorotlenku potasu, czasem można spotkać też dodatek olejków roślinnych albo eterycznych.
Czarne mydło z dodatkiem detergentu to już nie jest TO czarne mydło, o jakie tutaj chodzi.

A o jakie chodzi w takim razie?

SAVON NOIR - CZARNE MYDŁO



O mydle Savon Noir
Mydło roślinne wytwarzane w Maroku tradycyjnymi metodami z czarnych oliwek i oleju oliwnego. Jest ono znanym i cenionym na świecie produktem, gdyż posiada walory nie tylko pielęgnacyjne, ale także oczyszczające i relaksujące. Jest ono w 100% naturalne i bogate w witaminę E. Może być stosowane dla każdego typu cery, także wrażliwej skóry dziecka. Dodatkowo, ze względu na swoje naturalne pochodzenie nie uwrażliwia, nie zatyka porów.

Savon Noir dzięki swoim właściwościom nawilżającym i oczyszczającym zmiękcza oraz skutecznie odżywia skórę. Skóra staje się jedwabiście gładka, delikatna w dotyku, odżywiona i naoliwiona jak nigdy wcześniej.

Zastosowanie
Savon Noir ma postać ciemnej pasty, która po zmieszaniu z wodą staje się kremową masą. Może być bardziej płynne (wtedy nie trzeba rozcieńczać z wodą). Należy nałożyć mydło na całe ciało i pozostawić na skórze kilka minut przygotowując ją do delikatnego złuszczania naskórka i oczyszczania skóry. Następnie, delikatnymi ruchami, masujemy myjką lub rękawicą powierzchnię ciała pokrytą masą mydlaną. Stosować 2 razy w tygodniu.

Opakowanie
200g / 23,50zł

Opis pochodzi ze strony sklepu (KLIK)

Moim zdaniem...

Zacznę od jednej rzeczy, która mi się nie podoba - na opakowaniu nie ma podanego składu INCI.
Poza tym jestem zadowolona z produktu. Szczegóły?



Opakowanie
Produkt zamknięto w słoiczku z białego, grubego plastiku z papierowymi etykietami. Czysta forma, mało kolorów, człowiek nie ma wątpliwości, że trzyma w rękach kosmetyk.
Dodatkowo zawartość zabezpiecza plastikowa przekładka, sztywniejsza i bardziej dopasowana niż te z masek Babuszki.



Zawartość
Czarne mydło ma postać ciemno brązowo-zielonej pasty o konsystencji miodu. Zapach orzechowo-oliwkowy może nie koi zmysłów, ale nie przeszkadza podczas zabiegu.

Jak użyć?
Na wstępnie oczyszczoną skórę nakładamy porcję czarnego mydła, trzymamy kilka minut i zmywamy. Przy skórze wrażliwej, naczynkowej, płytko unaczynionej można mydło rozmasować i zmyć samą wodą, przy cerze lubiącej mechaniczne ścieranie można użyć specjalnej rękawicy kessa, ściereczki z mikrofibry czy wacików peelingujących.
Nadaje się do każdego typu cery, co potwierdzam stosując mydło i na moje hiperwrażliwe i suche policzki, i na niespodziankowy środek twarzy.

Najlepszy dla mnie sposób użycia czarnego mydła na twarz (uwaga, to cały rytuał).
Czarne mydło najlepiej działa, jeśli stosuję je po treningu, z którego dodatkowo wracałam rowerem (skóra rozgrzana). Prosto po wejściu do domu udaję się do łazienki, przemywam szybko twarz płynem micelarnym lub mydłem, zależnie od potrzeby. Makijaż też trzeba usunąć.
Porcję wielkości orzecha laskowego rozcieram w wilgotnych dłoniach i nakładam na twarz, omijając okolice oczu i - udaję się pod prysznic (ciepło i para wodna).
Po kąpieli zmywam mydło ściereczką z mikrofibry przeznaczoną tylko do twarzy, wykonując delikatny masaż.
W tym momencie, jeśli jest potrzeba - usuwam zaskórniki, palce mając owinięte ściereczką.

Na koniec nasączam ściereczkę zimną wodą i przykładałam do skóry, żeby domknąć pory skóry.
Tak oczyszczona skóra tylko czeka na krem lub serum z żelem hialuronowym :)


Działanie
Zabieg stosowany regularnie 1-2 razy w tygodniu spowodował wyraźne spłycenie i zwężenie czarnych kropeczek, białe kropeczki dają się bardzo łatwo usunąć i skóra nie jest potem zaczerwieniona. U mnie oznacza to też mniej zaczerwienień i naczynek w strefie, gdzie występują kropeczki, bo nie umiem się powstrzymać przed majstrowaniem przy nich - a jak nie ma kropeczek to nie ma majstrowania i naczynka mogą się zregenerować.
Skóra w rejonie bezkropeczkowym jest wygładzona i miła w dotyku.

W przypadku otwartych, zaognionych zmian radzę wielką ostrożność - mydło może podrażnić uszkodzoną skórę a rozcieranie roznosić zakażenie.

Na ciało udało mi się zastosować mydło tylko raz - na ramiona, którym zdarza się rogowacenie okołomieszkowe i alergiczna wysypka. Już to jedno użycie wygładziło skórę, była potem mięciutka i nawilżona bez dodatkowych kosmetyków.

Jeśli moja skóra nie jest rozgrzana - zabieg nie będzie tak skuteczny na zaskórniki, ale nadal świetnie wygładza skórę.

Bezpieczny
Produkt mnie nie uczulił. Podrażnienie (lekkie) pojawiło się tylko raz, kiedy trzymałam produkt na twarzy ponad 20 minut.

Dodatki
Savon Noir właściwie nie potrzebuje dodatków, broni się samo.
Ale jako że w sklepach można spotkać gotowe wersje, wzbogacone olejkami pielęgnacyjnymi albo eterycznymi - można spróbować dodać do porcji kroplę olejku arganowego czy herbacianego.
Próbowałam czarnego mydła z olejkiem herbacianym - trochę uspokoił aktywne, zaognione niespodzianki a sam zabieg był bardziej odświeżający.

Podsumowanie...

Powyższe czarne mydło to najlepszy peeling enzymatyczny, jaki kiedykolwiek miałam! Bije na głowę specyfiki ze sklepów z półproduktami i sklepowe mazidła.

Dodam tutaj, że znawczyni arabskich kosmetyków, wspomniana TheCurlyGal w swojej recenzji ocenia Czarne mydło Efas jako jedne z lepszych, jakie używała. Nie mam żadnego porównania do czarnych mydeł, ale nie mogę się nie zgodzić - działa! Jest świetne!!

Dawno nie byłam tak zadowolona z produktu do oczyszczania skóry. Jeśli Was kusi czarne mydło - ulegnijcie! Najlepiej oczywiście w Zielarni Lawenda :)


Czarne mydło Savon Noir testowałam dzięki Zielarni Lawenda.
Fakt otrzymania produktu nie ma wpływu na moją opinię.


Oczywiście znacie już arabskie czarne mydła? :D

post signature

wtorek, 7 maja 2013

Ogórkowe mydło Yogini, Wild Earth

Witam majowo :)

Dzisiaj zaprezentuję Wam mydełko, które towarzyszyło mi przez ostatnie dwa miesiące.
Unikatowe, ręcznie robione, ajurwedyjskie mydło inspirowane jogą.


YOGINI, CUCUMBER SOAP



Opis producenta - ze strony sklepu Blisko Natury
[KLIK]


Jogini w starożytnych Indiach zwykli mieszkać w dzikich lasach i dżunglach, kąpiąc się w strumieniach i wodospadach. Błoto, zboża, mąka i popiół były często używane do złuszczenia i oczyszczenia skóry. Mydła Yogi i Yogini są bogate w ajurwedyjskie zioła tradycyjnie używane przez joginów. Dzięki temu przy okazji każdej kąpieli inspirują do przemyśleń i zadumy w trakcie podróży do głębi samego siebie.

Mydło zawiera egzotyczne zioło Ashwagandha* oraz shatavari**.
 

* Ashwagandha - Ashwagandha (Withania somnifera) to jedna z najważniejszych roślin w Ayurvedzie – tradycyjnej medycynie hinduskiej, będąca jednocześnie przedmiotem stale rosnącego zainteresowania współczesnej nauki. Roślina o łacińskiej nazwie Withania somnifera w Indiach wymieniana jest jako Ashvagandha, Hayahvaya, Vajigandha (sanskryt), Asgandh (hindu). W języku angielskim Withania somnifera nosi nazwę Winter Cherry.
Withania somnifera jest rośliną krajów subtropikalnych. Roślina ta występuje we wschodniej Afryce, w Iranie, Iraku, Afganistanie, Indiach, Izraelu, Etiopii. Uprawiana na szerszą skalę jest w środkowych Indiach, dlatego często nazywa się ją indyjskim żeńszeniem. W języku polskim najczęściej używa się nazwy witania.  


** Shatavari to dziko rosnący szparag używany od wieków aby wspomagać zdrowie kobiet. Nazwa w dosłownym tłumaczeniu oznacza: „Ta, która posiada stu mężów”. Uważa się, że ze względu na właściwości tonizujące i odmładzające żeńskie organy rozrodcze roślina ta umożliwia posiadanie stu mężów.

Shatavari to główny ajurwedyjski środek odmładzający dla kobiet. Wykazuje łagodzące działanie w wypadku wysuszenia i stanów zapalnych błon śluzowych, płuc, żołądka, nerek i narządów płciowych, dlatego też jest wskazany w przypadku wrzodów.

Zwiększa ilość mleka i nasienia oraz odżywia błony śluzowe. Odżywia i oczyszcza krew oraz żeńskie organy rozrodcze. Jest wskazany w przypadku menopauzy lub u kobiet po histerektomii, ponieważ dostarcza wielu hormonów żeńskich. Odżywia komórki jajowe i zwiększa płodność. Ma cechy sattwiczne, wzmaga miłość i oddanie, jest afrodyzjakiem.[źródło]

Wyprodukowano w Nepalu


Dowiedz się więcej o mydłach Wild Earth i procesie wytwarzania mydła - kliknij.

Cena: 21,90zł / 80g

SKŁAD

olej palmowy, masło kokosowe, olej słonecznikowy, oliwa z oliwek, olejek [eteryczny] ogórkowy, ashwagandha, shatavari

Moim zdaniem


Skład
Skład mydła jest ciekawy i godny uwagi - maksimum dobroci przy minimum składników. Wszystkie składniki mają działanie pielęgnacyjne na skórę: zmydlone oleje roślinne, olejek ogórkowy (wg źródeł ma właściwości odświeżające i nawilżające, nadaje się do pielęgnacji każdego rodzaju skóry), zioła, których działanie opisane jest powyżej. Powiedziałabym - to bardzo "babskie" mydełko :)

Brakuje informacji, czym zmydlone są oleje - po konsystencji oceniając będzie to popularniejszy wodorotlenek sodu. Na naturalnych mydłach często nie jest zaznaczony rodzaj wodorotlenku, ale warto wiedzieć, że on się tam znajduje, inaczej mydło nie byłoby mydłem :)
Nie ma tu zbędnych zagęstników, konserwantów, zapachów - podoba mi się to :)

Wstępnie
Raczej nie używam mydeł w kostkach, więc podeszłam do testów z dużą ciekawością.
Dodatkowo - do tej pory miałam niewielka styczność z kosmetykami ajurwedyjskimi, po pierwsze, ze względu na ich trudną dostępność - a po drugie ze względu na alergię obawiam się produktów z dużą ilością wyciągów ziołowych o intensywnym zapachu, a kosmetyki ajurwedyjskie zdecydowanie do takich należą!
Pani Ewelina ze sklepu Blisko Natury zapewniła mnie, że to mydełko będzie bezpieczne nawet dla takiego alergika jak ja, więc nieśmiało przystąpiłam do testów :)




Opakowanie i wygląd mydełka

Mydełko otrzymujemy estetycznie zapakowane w folię i kartonik-etykietkę - estetyczną i prostą, z rysunkiem czeszącej się pani ;) a prócz tego skład i kilka słów opisu.


Samo mydło ma prostą formę prostopadłościanu o podstawie kwadratu, kolor beżowy i widoczne drobinki roślin. Jest dość twarde.
Łatwo otrzymujemy gęstą, kremową pianę, którą można łatwo namydlić większy fragment ciała. Piana jest na tyle gęsta, że może nadać się do golenia (nie próbowałam, od dawna nie golę się, wolę inne metody depilacji).


Mydło pachnie świeżo i ziołowo, jakby słonawo - miła odmiana od wszędobylskich mydeł o słodkich zapachach. Nie wyczuwam zapachu ogórka, ale da się zauważyć świeżą nutę. Zapach czuję wyraźnie podczas mycia, później pozostaje on na skórze, ale jest bardzo delikatny.

Kostka dobrze leży w dłoni, można nią wykonać masaż podczas mycia, chociaż nie robiłam tego zbyt często, bo wydaje mi się, że tak używane zużyje się w rekordowym tempie. Drobinki zatopione w mydle bardziej masują niż peelingują.

W pielęgnacji ciała

Mydło nieźle poradziło sobie z twardą wodą, jaka mam w kranie, nie pozostawia na skórze nieprzyjemnej warstwy osadu, jaką czuje po wielu innych mydłach w kostce.
Oczyszcza skutecznie i jednocześnie łagodnie. Nie pozostawia skóry przesuszonej, jednak przy mojej suchej skórze wolę sięgać po olejek. Podoba mi się świeży ziołowy zapach, który zostaje na skórze po myciu.
Ani razu mydełko nie spowodowało u mnie uczulenia ani podrażnienia. Zaznaczam - nie używałam go podczas marcowego nasilenia AZS, gdyż wiem, że moja skóra toleruje wtedy tylko produkty bardzo łagodne i mocno natłuszczające.
Mydełko nie pomogło mi w walce z niespodziankami skórnymi, ale nie musi, bo nie jest mydłem leczniczym.


W pielęgnacji rąk
O, moje dłonie bardzo doceniają to mydełko na co dzień! Ma idealną równowagę między skutecznym oczyszczaniem a delikatnością.

W pielęgnacji twarzy
Kiedy potrzebuję dokładnego, porządnego domycia skóry twarzy - to mydełko spisuje się nieźle. Gęsta i kremowa konsystencja pozwala wymasować skórę podczas mycia, piana nie ścieka do oczu.
Skóra po myciu tym mydłem jest trochę wysuszona, więc nie nadaje się dla mnie do codziennego oczyszczania, ale przy potrzebie czegoś silniejszego - zdecydowanie tak!

Mydłem można też myć skórę głowy (włosy - raczej te mocniejsze i w dobrej kondycji). Może mieć dobry wpływ na skórę zarówno suchą, jak i przetłuszczającą się.

Ze względu na moją wrażliwą skórę - nie przewiduję prób mycia głowy mydłem w najbliższym czasie.

Przechowywanie
Mydełka naturalne należy przechowywać tak, by nie stały w wodzie, tzn w mydelniczce z odpływem, z dala od strumienia prysznica.

Wydajność
Nie umiem dokładnie ocenić, gdyż nie używałam mydełka codziennie. Przechowywane odpowiednio może mieć wydajność podobną do sklepowych mydeł, czyli dobrą.

Reasumując
Przykład tego mydła pokazał mi, że nie wszystkie mydła w kostce są takie same.
Naturalny skład i ręczne wykonanie nie musi oznaczać gorszej konsystencji i trudniejszego użytkowania, wręcz przeciwnie!
Cena mydła nie jest wysoka, jeśli weźmie się pod uwagę wysoką jakość, ręczne wykonanie i wyjątkowość.

Czy kupię?
Nie mówię nie. Nie widzę mydeł w kostce w codziennej pielęgnacji ciała - mimo wszystko wolę żele i olejki pod prysznic. Natomiast jeśli najdzie mnie ochota na ziołowe mydełko do rąk i twarzy - to nadaje się idealnie!

Myślę, że mydełko może być świetnym prezentem dla miłośnika egzotyki. Jest ciekawe, świetnej jakości i wyjątkowe.

Czy znacie już mydła Yogi i Yogini?
Jakie są Wasze ulubione naturalne mydełka?


post signature

czwartek, 25 kwietnia 2013

Planeta Organica, Shea shower gel

Właśnie dobija dna mój żel pod prysznic - hit ostatnich miesięcy.

Niniejszym Planeta Organica zrobiła na mnie dobre wrażenie tym oto produktem! :)
W tym całym boomie na kosmetyki naturalne, pełne ekstraktów roślinnych o olejków, pachnących łąką i lasem - smutne jest to, że taki alergik jak ja może sobie co najwyżej powąchać i z bólem serca odstawić na półkę...
Aż do teraz :)

Ten żel przykuł moją uwagę na półce w Zielarni Lawenda - i czem prędzej znalazł się w moim koszyku.


Opis producenta

Olej z kenijskiego drzewa Shea posiada doskonałe działanie zmiękczające, regenerujące i nawilżające, przywraca skórze sprężystość i elastyczność. Substancje zawarte w maśle Shea chronią i wzmacniają cement komórkowy warstwy rogowej skóry przez co poprawia się jej elastyczność. Masło Shea jest naturalnym filtrem słonecznym, chroniącym przed niekorzystnym działaniem promieniowania UVA/UVB.

Żel pod prysznic nasyca skórę wartościowymi olejami i witaminami, pomaga wyeliminować napięcie i stres. Żel pobudza rezerwowe siły organizmu do działania. 



Sposób użycia: Niewielką ilość żelu nanieść na mokre ciało, wmasować do uzyskania piany, następnie spłukać ciepłą wodą.

Cena: ok. 18zł / 360ml 


[źródło]

Skład INCI: Aqua, Butyrospermum Parkii, Lauryl Glucoside, TEA-Cocoyl Glutamate, Cocamidopropyl Betaine, Melissa Officinalis Extract , Salvia Officinalis Extract, Guar Hydroxypropyltrimonium Chloride, Cellulose Gum, Parfum, Citric Acid, Benzyl Alcohol, Benzoic Acid, Sorbic Acid

Moja opinia

O składzie
Mamy myjadło o dość krótkim i konkretnym składzie. Tytułowego masła shea jest sporo, myślę, że może nawet 20% - co obiecuje niezłe natłuszczenie skóry i łagodność. Dalej - trzy detergenty, dwa łagodne i jeden średni - obiecują przyzwoite zmywanie codziennego brudu. Następnie ekstrakty - z melisy i szałwii o działaniu oczyszczającym, odświeżającym i łagodzącym. Tuż przed zapachem, czyli w małej ilości dodano gumy, które zagęszczają mieszankę oraz działają na skórę trochę jak silikony, powlekająco (ich zmywalność jest dyskusyjna, być może wymagają SLS). Konserwanty z tych bezpiecznych, nie psują kompozycji i czynią kosmetyk, jak to ujmę - ładnym i bezpiecznym.

Producent korzysta ze składników certyfikowanych przez ECOCERT i ICEA, niestety nie mam informacji, które to i czy występują w tym kosmetyku. Pewnie nie, bo raczej informacja znalazłaby się na opakowaniu - albo jest tam w języku rosyjskim :)


Na opakowaniu była etykietka w języku polskim ale nie przetrwała do sesji zdjęciowej.

Skład krótki, konkretny i na tyle bezpieczny, że sięgnęłam po ten żel, gdy moje zimowe AZS, czyli przesuszenie, nadwrażliwość i stany alergiczne skóry były w apogeum.

Opakowanie
Typowe dla tej linii kosmetyków. Wąska i zgrabna butelka z grubego, nieprzejrzystego plastiku w kolorze karmelu ukrywa aż 360ml produktu. Estetyczna czarna etykieta i solidna czarna pompka sprawiają, że kosmetyk dobrze prezentuje się na półce. Etykietka zniosła próbę czasu, po prawie trzech miesiącach stania w łazience nadal wygląda dobrze.
Solidna czarna pompka dozuje odpowiednią ilość żelu.
W razie poważnej potrzeby ilość kosmetyku można podpatrzeć pod światło.

Konsystencja i rozprowadzanie
Żel jest gęsty. Pieni się słabo, raczej przeistacza się w kremową emulsję, która dobrze rozprowadza się po skórze i wygodnie rozmasowuje. Łatwo się spłukuje.



Zapach
Być może to wpływ Maski Drożdżowej Babuszki Agafii - ale również kojarzy mi się z ciasteczkami. Jest słodki - ale bez przesady. Nie utrzymuje się na skórze po myciu.

Wydajność
Bardzo dobra :) Na całe ciało wystarczą trzy pompnięcia, na dłonie czy twarz jedno to aż nadto.

Działanie
W kilku krótkich słowach - ten żel tak bardzo mi się spodobał, że używałabym go nawet, jeśli w składzie miałby paskudztwo na paskudztwie. A nie ma, co czyni go jeszcze lepszym.
Co można powiedzieć o myjadełku dla alergika? Myje, nie uczula, nie podrażnia wrażliwej skóry i nie wysusza, chociaż w sezonie kaloryferowym natłuszczenie ciała po kąpieli jest u mnie obowiązkowe. Teraz, kiedy kaloryfery nie suszą już powietrza -  nie muszę się oliwić po myciu tym żelem.

Świetne do mycia wysuszonych dłoni!

Zdarza mi się też myć żelem PO twarz. Zabieg jest przyjemny, pozostawia miłe uczucie oczyszczenia bez masakry (za podobne uczucie lubię OCM) - ale troszkę wysusza. Nic, z czym nie poradziłby sobie krem. Nie spowodował wysypu zaskórników, do których mam pewną tendencję.
Nie polecam tego żelu do mycia twarzy osobom z dużą tendencją do zaskórników! Masło shea i gumy mogą nasilić problem.

Nie próbowałam jeszcze myć nim włosów. Mimo wszystko obawiam się podrażnienia Cocamidopropyl Betaine i ekstraktami ziołowymi oraz oblepienia gumami, które zmusi mnie do użycia szamponu z SLS...
No i jest tak dobry do ciała, że szkoda marnować go na włosy ;)

Dopisek: Jednak odważyłam się umyć nim włosy - efekt bardzo mi się podoba :) Odrobinę plącze włosy, ale gdy wyschną są świeże i sypkie. Moje włosy lubią się z masłem shea, więc jego dodatek w składzie też powinien się sprawdzić i tak okazało się i tym razem.
Przy włosach cieńszych może obciążać.

Podsumowując
Kupię :)
Stosunek ceny do jakości jest jak najbardziej korzystny, opakowanie jest duże choć nie wygląda.
Chętnie wypróbuję inne wersje żelu, kusi mnie i Rokitnik, i Oliwka.

Żel pod prysznic Planeta Organica, Shea Shower Gel testuję dzięki Zielarni Lawenda.

Pozdrawiam :)

niedziela, 8 lipca 2012

Poprawiamy kosmetyki - odświeżający żel do mycia ciała

Jak już wiecie - rzadko kiedy używam kosmetyków gotowych w taki sposób i w postaci, jak podaje producent.
Ostatnio do wszystkiego co wpadnie mi w ręce dodaję oleju - lnianego lub słonecznikowego.

Źródło

sobota, 7 lipca 2012

Olejek myjący - zdjęcia

Na prośbę - z dumą - pokazuję zdjęcia mego olejku myjącego, o którym pisałam już TU.

Nadal jestem z niego zadowolona, chociaż upał skusił mnie do "poprawienia" mydełka olejkiem herbacianym i eukaliptusowym dla odświeżenia... Mmmmm :)

Jest też zadowolona mama, siostra i dzieć alergik (o jego delikatnej skórce pisałam już w zimie, TU i TU).

W obecnym składzie olejek nie nadaje się do mycia włosów (którego to zadania dzielnie podjęła się mama!). Pozostawia je przetłuszczone.

Olejek myjący - zdjęcia

Olejek zaraz po zrobieniu. Mieszanka soku z aloesu i detergentu wyraźnie odcina się od oleju.

Na drugi dzień "ustany". Widać rozdzielające się fazy - wodna, tłuszczowa i pomiędzy nimi emulsja.

Zaraz potem zmieszany - jakież lśniące drobinki? To kropelki oleju.





Po kilku dniach - olejek "przegryza się". Widać wyraźnie emulsję. Olejek cały czas myje, taki przegryziony nawet lepiej choć nadal delikatnie.

...A tuż obok w miednicy kąpie się dzieć :) Bez olejku, za to z kwiatkami pelargonii (siam zerwałem!).
Szkoda, że nie mamy balii dla mnie :P

Roztapiająca się w upale
Wiedźma

niedziela, 24 czerwca 2012

Olejek myjący trzyfazowy

Akcja denkowanie Betainy C. trwa!
Akcja poszukiwania olejku myjącego też :)


Olejek myjący trzyfazowy

Do buteleczki 60ml w następującej kolejności:
  • 10ml betainy kokamidopropylowej - detergent amfoteryczny, nieco łagodniejszy niż SLSy
  • 5ml soku z aloesu
  • 30-40ml oleju słonecznikowego z kuchni
  • 5ml oleju z pestek winogron - na konsystencję

Przed użyciem delikatnie zamieszać.
Delikatny płyn myjący do ciała gotowy.

Trzeba go zużyć w ciągu kilku dni, gdyż sok aloesowy szybko się psuje.
Chociaż pomimo tych upałów od tygodnia ma się dobrze :)

Wiedźma