Wiedzma bloguje (Czarownicująca): herbata
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą herbata. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą herbata. Pokaż wszystkie posty

piątek, 6 czerwca 2014

Tea time! Wpis około-herbaciany

źródło

Witam :)

W ciągu ostatnich miesięcy oprócz kosmetyków testowałam również nowe produkty spożywcze.
Zebrało mi się kilka produktów w temacie około herbaty. Chętnie opiszę je za jednym zamachem :)

Zacznę od słowa wstępu, a raczej odwołania się do starego wpisu o herbatach. Kiedy to odkryłam niby oczywistą, a jednak zaskakującą prawdę. Herbaty też mogą uczulać. To nie tylko woda z zapachem i kolorem, to może być i cudowny napar, i kupa chemii i potencjalnych alergenów ;] I czasem co z tego, że wyeliminujesz całą chemię z diety, jeśli najzdrowszy posiłek świata zapijesz czymś, co już dawno nie jest herbatą? Na szczęście - na rynku są dostępne całkiem dobre herbaty "bez chemii". A drugie na szczęście - z całkiem niezłym skutkiem można herbaty aromatyzować w domu :>

Tymczasem zapraszam na wpis!

#1

A jakże - herbata!


Herbaty Yogi to napój dla koneserów. Aromaty ziołowe, owocowe i korzenne, inspirowane ajurwedą i myślą wschodu mogą - i w moim przypadku są - zaskakujące dla dziecka Zachodu :)
Herbatki Yogi zmuszają - przynajmniej mnie :) - do zatrzymania się. Takiej herbaty nie da się wypić w biegu - raz, zbyt... wyjątkowa, dwa - szkoda, bo kosztuje niemało :)

Najpierw przeczytajcie skład - Herbata rozgrzewająca Yogi:
bazylia*(50%), lukrecja*, sok z suszonej cytryny*, skórka z pomarańczy*(5%), cynamon, imbir*, papryka chili*(0,5%), kardamon*, goździki*, pieprz czarny*
*składniki pochodzące z upraw ekologicznych, objęte certyfikatem kontroli IT BIO 006

Piękny, naturalny - i szokujący, nieprawdaż?
Mieszankę tak skomponowano, że samą bazylię ciężko rozpoznać. Aromat herbaty jest po prostu orientalny i... inny. Zapach egzotyczny. Smak - zaskakujący. Stosunkowo łagodny, ziołowy i nie czuć bardzo korzennej nuty, a ciepełko z chilli rozkwita dopiero w brzuszku, w okolicy serduszka. Naprawdę!
Pierwszy kubek tej herbaty wypiłam zmęczona po bardzo ciężkim dniu - i czułam, jak schodzi ze mnie napięcie, rozluźniają się mięśnie a w głowie cichnie hałas i chaos.
Korzenny pikantny miks zapewnia lekkie pobudzenie - bez kofeiny i bez późniejszych problemów z zasypianiem.
Herbatkę wyniosłam do pracy. Ratuję się nią, gdy boli mnie brzuch (bazylia działa rozkurczowo na układ pokarmowy i wspomaga trawienie, zwłaszcza w takim towarzystwie).

Opakowanie zadowoli wysokie wymogi estetyczne. Taka herbata zdecydowanie spisze się jako podarunek dla wielbiciela nowych smaków :)

Herbata ta raczej nie spodoba się dzieciom i smakowym tradycjonalistom. Nie powinny jej pić osoby z nadciśnieniem ze względu na lukrecję.

Pudełko herbaty zawiera 17 torebek zapakowanych w oddzielne papierowe torebki. Kosztuje około 12zł za opakowanie.

Nie wykluczam, że kupię sobie tę bądź inną z herbat Yogi. Tymczasem eksperymentuję z własnymi mieszankami inspirowanymi przepisem :)

#2

Dżemik jarzębinowy do herbaty.


Jarzębina jest jednym ze smaków mojego dzieciństwa, który odkrywam na nowo. Przetwory jarzębinowe są trudno dostępne, i jeśli tylko jakieś znajdę - muszą być moje!

Skład: jarzębina 70%, cukier 30%

Ten oto dżemik służy specjalnie do jarzębinowania herbat. Składa się tylko i wyłącznie z owoców i cukru. Mimo braku konserwantów jego trwałość jest zaskakująca - od października do czerwca stoi otwarty w lodówce i nadal jest w doskonałym stanie :)
Konsystencja dżemu jest gładka i dobrze rozprowadza się w ciepłej herbacie, nadając jej aromat - bez słodyczy.
Jarzębina w smaku przypomina trochę borówkę brusznicę. Dla niewtajemniczonych - wyobraźcie sobie niekwaśną żurawinę, która ma jakąś naturalną słodycz (żurawina nie ma ani trochę). Mimo stosunkowo wysokiej zawartości cukru (chociaż w przełożeniu na dżemy nie bije rekordów, tam bywa 1:1) dżem nie jest słodki w smaku.
Moim zdaniem najbardziej pasuje do herbat łagodnych i neutralnych, np czarnej, zielonej albo rooibos.
W moim odczuciu herbata z jarzębiną ma działanie delikatnie chłodzące, dlatego nie sięgałam po nią zbyt często w okresie jesiennym i zimowym, a teraz do niej wróciłam.
Minusem (znowu IMO) jest moczopędne działanie jarzębiny. Podobnie jak żurawina powinna pomagać przy dolegliwościach układu moczowego i kobiecych infekcjach.
Dżemik ma wysoką zawartość witamin wrażliwych na ciepło (C, karoteny) i warto dodawać go dopiero do schłodzonej herbaty :)

Jarzębina do herbatki nadaje się dla każdego :) Nie ma przeciwwskazań wiekowych i zdrowotnych, w przypadku gorszej kondycji fizycznej warto jednak zachować umiar, jak ze wszystkim ;]

Słoiczek dżemiku Fungopol Jarzębina do herbaty to 200g li i jedynie dosłodzonego przecieru jarzębinowego. Kosztuje około 7zł i najłatwiej znaleźć ją w sklepach ze zdrową żywnością.

Jako, że smaki na jarzębinę trwają, być może kupię dżemik. I uproszę mamę, żeby zrobiła domowy ;)

#3

Czekolada do herbaty?


Tu znowu kierowała mną bardziej ciekawość niż potrzeba, bo na szczęście cukrzycy (jeszcze - biorąc pod uwagę zasięg chorób cywilizacyjnych nikt nie może czuć się bezpieczny) nie mam.

Czekolada słodzona stewią to produkt kierowany nawet do diabetyków. Cukier - albo jeszcze gorzej, syropy glukozowe i fruktozowe zastąpiono tu zdrowszym osładzaczami, jak maltitol i stewiozydy, które są uważane za bezpieczne dla cukrzyków, bo nie podnoszą poziomu glukozy we krwi jak cukier. Dodatkowo tłuszcze utwardzone zastąpiono naturalnie twardymi masłami roślinnymi o cenionych właściwościach odżywczych :)

Oto skład: Maltitol, masa kakaowa, tłuszcz kakaowy, proszek kakaowy, lecytyna sojowa,aromat waniliowy, glikozydy stewiolowe.



Produkt to pastylki czekolady wielkości 5zł. Nalot nie jest wadą produktu ani nie świadczy o jełczeniu.
Oprócz kartonika zapakowano je dodatkowo w torebkę strunową z aluminiowej folii, dla dodatkowej ochrony.

Moim zdaniem: Czekolada słodzona stewią smakuje jak normalna czekolada, jeszcze nie deserowa ale już nie mleczna.
Nie jestem cukrzykiem, więc nie jestem w stanie określić, czy faktycznie nie powoduje skoków insuliny. Nie uruchamia ciągu czekoladowego i można przerwać zagryzanie po jednej pastylce (a nie jak niektóre, które idą naraz :) ).
Czekolada na pewno jest bezpieczniejsza, niż zwykłe czekolady dostępne w sklepach, chociaż spotkałam się z opinią, że sam słodki smak już wywołuje reakcje organizmu jak na cukier, więc i z bezpiecznymi słodzikami nie powinno się przesadzać.
Oprócz kakao i lecytyny sojowej nie zawiera więcej potencjalnych alergenów, więc może po nią sięgnąć większa grupa wrażliwców (na przykład bezmleczna Wiedźma).

Opakowanie Czekolady słodzonej stewią firmy Choco Pharm, wersja dla dorosłych to 100g czekoladowych pastylek i kosztuje około 15zł. Znajdziecie je oczywiście w sklepach ze zdrową żywnością :)

Nie umiem powiedzieć, czy będę sięgać po takie czekolady. Na szczęście nie muszę, a wybór czekolad bezmlecznych i bezglutenowych jest duży. Była dla mnie trochę za słodka, jednak wolę deserowe i te "wysokoprocentowe". Aczkolwiek kupiłabym ją na osłodę cukrzykowi na diecie.
* * *
Wszystkie te produkty testowałam w ramach współpracy z Zielarnią Lawenda.


Jak u Was w temacie herbat? Co właśnie popijacie, czym smakujecie? Czym słodkim (a może niesłodkim?) zagryzacie?



Będzie mi miło, jeśli mnie polubisz...
A nawet pokochasz...
Pokochaj z Bloglovin

czwartek, 1 listopada 2012

Herbaciany wpis - alergik vs herbata i recenzja herbatki owocowej

Kto tu zagląda ten wie - Wiedźma jest wielką miłośniczką herbaty.
Dzień bez herbaty to dzień stracony! Zmarnowany i w ogóle... co to za życie - bez herbaty!?

Ludzkość miała świetny pomysł z tym napojem - a z mnogością jej rodzajów jeszcze lepszy :)

źródło: google

Czy jest sens pisać o dobrodziejstwach drzemiących w liściach herbaty?
Nie ma :) Znajdziecie tysiące świetnych artykułów o herbacie za pośrednictwem wujka google.
Ogólnie każdemu coś tam wiadomo: zielona herbata to antyutleniacze - opóźnia starzenie komórek i zwiększa ochronę przed wieloma chorobami.
Rozjaśnia myśli i poprawia koncentrację, mniej szkodząc niż kawa.
Owocowa dostarcza witamin.
Mówi się, że zdrowsza jest sypana niż ta z torebki.
Mówi się, żeby nie pić ekspresówki, bo to odpady i dodatkowo pijemy zaparzany papier.

A ja z innej beczki.

ALERGIK VS HERBATA

Jako alergik próbuję rezygnować ze szkodzących mi produktów. Już dawno odkryłam, że najbardziej szkodzą codzienne, małe, wydaje się niewinne grzeszki (to się tyczy wszystkich dziedzin życia!). Niektóre szkodliwe składniki wydają się oczywiste: za dużo cukru, za dużo kawy (tu nie w kontekście alergii ale ogólnie zdrowtnie-dietetycznym), za dużo kolorowych ciastek (tu oba konteksty). Że cola i chipsy dzień w dzień to nie jest dobry pomysł to wiemy.
Na inne produkty trzeba "wpaść", u mnie to takie "przebłyski" - "zaraz, zaraz, to chyba nie jest takie dobre i słuszne".
Po jednym z takich przebłysków wzięłam do ręki pudełko herbaty, ot takie np owocowe w piramidkach. W składzie - 20% owoców, barwnik i aromat... I tak zaczęło się szukanie.

Niewiele z Was zdaje sobie pewnie sprawę, że większość herbat jest aromatyzowana! Również liściaste i te na wagę. Na jednym ze stoisk z herbatami na wagę poprosiłam o herbatę bez sztucznych aromatów i pani między dziesiątkami pudełek znalazła tylko DWIE, czystą Yerbę i Senchę!

Ba! Łatwo dać się nabrać na aromatyzowane herbatki w ładnych, nasuwających skojarzenia z naturą opakowaniach...

CO PIĆ?

Czyste najczystsze i najprostsze!
Czystą czarną, zieloną, białą lub czerwoną herbatę, rooibos, yerbę. Te, całkiem dobrej jakości da się znaleźć już na półkach zwykłych sklepów.

Aromat? Dodać samemu!
Najprostsza wersja - do herbaty dodać soku owocowego, skórki z cytrusów, kawałek ananasa.

A owocowe?
Ususzyć :)
Traf chciał, że kilka lat temu u mnie w domu pojawiła się suszarka do owoców i grzybów, więc z mamą suszyłyśmy wszystko, co dało się ususzyć. Nasuszyłyśmy jabłek, malin, jagód, dodałyśmy płatków hibiskusa i nagietka na wzór i podobieństwo sklepowej herbatki owocowej... i jakież było nasze rozczarowanie, kiedy ta nasza herbatka okazała się taka mniej kolorowa i mniej aromatyczna... 
Hej! - to my zrobiłyśmy prawdziwą herbatkę owocową, a to oni oszukują!


Herbatki prawdziwie owocowe są o wiele delikatniejsze od aromatyzowanych. Nie tak efektowne, nie tak oczywiste.
I zdrowsze - jeśli mam wybór, dlaczego więc mam się faszerować zbędną chemią?

...albo poszukać na sklepowej półce :)

Np w zielarni, sklepie ze zdrową żywnością :)

TESTOWO - OWOCOWO


Nie uwierzycie pewnie, że to zbieg okoliczności - zaczęłam pisać ten artykuł o herbatach kilka miesięcy temu, kiedy zaczęłam szukać zdrowszej alternatywy dla herbaty i kawy - a dojrzał dopiero teraz, przy okazji testów.


W miesiącu październiku, w ramach współpracy z rzeszowską Zielarnią Lawenda, miałam przyjemność popijać herbatkę owocową Korzenny Bukiet firmy Naturvit.


Wybrałam ją, gdyż: 
Primo - szukałam czegoś rozgrzewającego na jesienne wieczory. Secundo - zaiste ta herbatka jest owocowa i nie jest sztucznie aromatyzowana!

Wrażenia
Jak to prawdziwa owocowa niearomatyzowana ma delikatny, wręcz nieśmiały aromat. Przypomina mi bardziej wieloowocowy kompot z dodatkiem korzennych przypraw niż to co się popularnie nazywa herbatami owocowymi. Jest nieco kwaskowata, chociaż nie tak bardzo jak herbaty bazujące na hibiskusie. Rozgrzewania nie zauważyłam. Dobrze smakuje z miodem.

Jest bardzo podobna do herbatek owocowych robionych przez moją mamę :) Czyli prawdziwie naturalna.
Lepiej sprawuje się parzona w sitku lub odcedzana, gdyż część suszu pływa po powierzchni i lubi pchać się do ust.


Ocena
Podoba mi się :) Taka lekka herbatka, jedna z wielu w ciągu dnia.
Wydaje się wydajna, z łyżeczki suszu otrzymujemy dobrze smakujący napar.

Nie zdetronizowała bynajmniej mojej ukochanej Earl Grey, ale sięgam po nią prawie codziennie, a to mówi samo za siebie?

PONOWNIE ROKITNIK

Ostatnio dodaję też do parzenia odrobinę Owoców rokitnika firmy Flos, które również testuję dla Zielarni Lawenda w mijającym miesiącu.




Po owoce rokitnika sięgnęłam, podobnie jak swego czasu po olej z rokitnika (o którym możecie przeczytać tu: KLIK i KLIK) - żeby wspomóc odporność organizmu, zwłaszcza dzięki końskiej dawce witaminy C.

Spójrzcie, co o właściwościach tych niepozornych owocków pisze Wikipedia:
Owoce są bogate w witaminy i mikroelementy: zawierają 2,4 razy więcej witaminy C niż czarna porzeczka, witaminy: E, F, K, P, kwas foliowy, prowitaminę A i D, antocyjany, flawonoidy, fosfolipidy, garbniki, nienasycone kwasy tłuszczowe oraz makro i mikroelementy, m.in. mangan, żelazo, bor.
Owoce stosuje się przy dolegliwościach żołądkowych, chorobach reumatycznych, przeziębieniach i chorobach skóry.
Maseczki kosmetyczne z owoców rokitnika poprawiają wygląd cery i opóźniają jej starzenie się.
Producent zaleca zaparzyć owoce i wypić uzyskany z nich napar. Nie znalazłam informacji, co dzieje się podczas parzenia z witaminą C. Bądźmy jednak dobrej myśli.
Same owoce podobno można dodawać do jogurtów surowe, jak rodzynki - ale nie przełamałam się, są bardzo kwaśne. W smaku przypominają jarzębinę i coś wędzonego, co jest ciekawym ale pozytywnym połączeniem. W herbacie korzennej aromat owoców ginie całkowicie.

Czy herbaciany zestaw działa pozytywnie na moją odporność - trudno mi powiedzieć, gdyż cały październik jestem lekko przeziębiona. Może to źle, że jednak mnie to przeziębienie złapało i nie puszcza - a może właśnie dobrze, bo jakoś się trzymam?


A co Wy pijecie teraz, w te chłodne jesienne wieczory?

~ ~ ~
Przede mną kilka wolnych dni, mam nadzieję nadrobić chociaż trochę blogowych zaległości :)
Możecie spodziewać się jeszcze kilku recenzji, w tym efektów włosowego eksperymentu z silikonami, którego efekt był zaskakujący!

Czarownicująca

poniedziałek, 8 października 2012

Haul i współpraca październikowa

Z racji wczesnojesiennych chłodów - rozpieszczam się i jesień mnie rozpieszcza :)

ZIELARSKO

W tym miesiącu niespodziewanie paczuszka do testów z Zielarni Lawenda jest duża :)
A w niej same skarby, spójrzcie!


czwartek, 2 sierpnia 2012

Kto Pukka?

Chłodne lipcowe popołudnie, burza, ulewa i burza.
Z koleżankami spotkałyśmy się na partyjkę Scrabbli. (Nie przyjmuję informacji, że to zajęcie dla emerytów! Świetna gimnastyka szarych komórek i okazja poznania nowych słówek).

Do Scrabbli nie może zabraknąć herbaty - na takie okazje zachowałam herbatki Pukka, które dostałam do spróbowania z Zielarni Lawenda.


Pukka, Ekologiczna Herbata
Lemongrass&Ginger
http://www.zielarnia24.pl/upload/pukka_lemon_gras_i_ginnger.jpg

wtorek, 3 lipca 2012

Domowe napoje dla sportowców

Podczas treningu człowiek się męczy, poci jak fretka i oddaje w eter elektrolity.
Odwadnia się i potem łapie skurcze.
A w ten upał to już całkiem! Tracimy wodę i czujemy się słabo...

Można temu zapobiec - popijając na przykład napój izotoniczny.

Domowe napoje dla sportowców


Źródło
 
Nie mylić z energetyzującym! :)
Ze względu na dużą zawartość kofeiny i cukru, napoje energetyzujące dają "kopa"
ale jest on chwilowy i forma zaraz spada.

Izotonik zawiera węglowodany i elektrolity w podobnym stężeniu jak płyny ustrojowe człowieka. Uważa się, że najskuteczniej uzupełniają ich utratę, np podczas treningu i upału.
Oczywiście mamy w sklepach napoje typu Powerrade, wersje tańsze i droższe - Wiedźma używa i poleca wersję z Biedronki.

Tu popraweczka: jedna z Was zwróciła mi uwagę... Nie że jakoś bardzo zachwalam te Biedronkowe izotoniki, ale jeśli już musimy kupić gotowy napój - to lepiej wydać połowę z tego, bo różnicy w jakości nie widzę ;] W składy nawet nie zaglądam, boję się ;P
Ale miło byłoby znaleźć alternatywę np bez wściekle niebieskiego koloru (a co za tym idzie plejady barwników i konserwantów) - i przy okazji oszczędzić kieszeń ;]

Kilka przykładów. Jako następuje:

  • Herbata Rooibos
Jako jedyny napój herbaciano-podobny nie zawiera kofeiny - tym samym nie wypłukuje wody z organizmu a dodatkowo dostarcza witaminy C i soli mineralnych. Jest wskazana dla dzieci i kobiet w ciąży ze względu na dużą zawartość żelaza (no, babeczki!). Jest dobra dla zębów i łagodna dla żołądka. Do tego jest pyszna i świetnie pachnie. Czego chcieć więcej :)

Teraz będzie trudniej, więc podpieram się artykułem ze strony DOZ.
  • Napój hipotoniczny - do nawadniania przed treningiem:
    • 250 ml soku owocowego
    • 750 ml wody
    • 1 – 1,5 g (1/4 łyżeczki) soli (opcjonalnie)
  • Napój izotoniczny - uzupełnia naturalną utratę elektrolitów:
    • 500 ml soku owocowego
    • 500 ml wody
    • 1-1,5 g (1/4 łyżeczki) soli (opcjonalnie)
Sól nie jest konieczna - ale z nią napój będzie bardziej skuteczny!

Smacznego :)

Wiedźma

poniedziałek, 25 czerwca 2012

Półtłusty krem na Hascobazie

W ramach projektu denko - zużywam bazy kremowe.
Mam na stanie pudełko Hascobazy i Euceryny - to stare dobre i tradycyjne apteczne podłoża pod maści i kremy.
Dobre bazy do szybkiego kremu na zimno.
Z jednej strony: zawierają parafinę, czyli  będą zapychać - z drugiej: faktycznie na zimno. Nie stracimy ani pół cennej witaminy w czasie obróbki kremu, bazy są samoemulgujące więc nie ma topienia faz.

EDIT
Moje wielkie niedopatrzenie... Hascobaza nie zawiera parafiny!!!
Zawierają ją: Lekobaza (~30%) i Euceryna (95%) w bazie czyli odpowiednio mniej w gotowym produkcie!
EDIT 2:
nikt nie wie jak jest naprawdę :)

Z Hascobazy udalo mi się otrzymać bardzo lekki kremik dla mamy :)

Mama ma skórę suchą i bardzo wrażliwą, na szczęście bez tendencji do zapychania. Przez lata była skazana na kremy robione w aptece na receptę, bo tylko takie mają skład okrojony do niezbędnego minimum.
Aż kremami nie zajęłam się ja ;)

Półtłusty krem dla mamy

20ml Hascobazy
5ml oleju z pestek moreli (omega-9)
5ml oleju z awokado (omega-9)
2ml pantenolu
1k kwasu hialuronowego
3k mleczanu sodu
3k kwasu mlekowego
wody demineralizowanej niecałe 20ml

Zamieszać mieszadełkiem. Gotowe!

Bez grzania, dobra wersja na lenia i nocne mieszanie :D

Wiedźma

środa, 1 lutego 2012

Zaczarowana herbata III

Zima. Mróz. Nie wiem jak u Was, ale u wiedźmy ma stuknąć rekord zimna jutro ;)
Jakbym nie kochała zimy - nie mogę się już doczekać przedwiośnia, wiosny, lata, kolorów, słońca, zapachów, owoców... !

Przynajmniej owoce są :)

Herbata zaczarowana owocowo. Ale z niej ananas ;)

Źródło http://www.medimanage.com/

Ingrediencje
-dobra herbata, np taka, do której pasuje cytryna albo sok owocowy
-ananas: "żywy", z puszki - obojętne :)

Jeśli mamy "żywego" ananasa: obieramy go, zjadamy owoc a kawałki ogryzka zaparzamy razem z herbatą. Kosteczka 1-2 cm3 wystarczy. Ananas żywy jest dość cierpki jeśli przesadzimy z ilością.
Jeśli mamy owoce z puszki - kawałek owocu zaparzamy razem z herbatą.
Ogryzki z ananasa można też pokroić, ususzyć i dodać do dobrej fusiastej herbatki :)

Aromat ananasowej herbaty jest delikatny ale ciekawy, słoneczny :)


Źródło http://www.jmcutlery.com

Znad filiżanki zananasowanej herbaty pozdrawia Wiedźma ;)

niedziela, 25 grudnia 2011

Zaczarowana herbata II

Przeziębienie, drapanie w gardle? A może zmęczenie po ciężkim dniu i potrzeba dopieszczenia się?

Wiedźma oczywiście zna sposób :)

Herbata Aksamitna


Ingrediencje
dobra czarna herbata
miód - do smaku
masło - wedle odwagi: na początek na koniec łyżeczki

Sposób przygotowania
Zaparzyć herbatę zgodnie ze zwyczajem. Kiedy troszkę podstygnie dodać miodu i masła.
Pijąc co jakiś czas mieszać, żeby masełko nie zbierało się na wierzchu.
Poczuć ulgę i ukojenie :)

Miód - pomaga wykaraskać się z przeziębienia, oczyszcza organizm i zwiększa odporność na choroby. Niby to oczywiste, ale wspomnieć trzeba! Miód dodaje się dopiero przy temperaturze poniżej 60stopni, czyli kiedy herbata nadaje się już do sączenia. Wyższa zabije dobroczynne działanie miodu!

Masło - łagodzi podrażnione gardło i nadaje herbacie aksamitną konsystencję

Smacznego :D

wtorek, 13 grudnia 2011

Zaczarowana herbata

Grudniowy wieczór... Mruczenie kota... Święty spokój!
Do pełni szczęścia brakuje tylko szczypty magii...


Jak zaczarować herbatę

Potrzeba:
ukochany kubek
porcję dobrej, neutralnej w smaku herbaty: czarnej, czerwonej
szczypta łagodnej papryki :) tak, tej z przypraw
 wersja dla odważnych - ostra papryka / kilka płatków chilli

Ewentualnie:
sok malinowy
cynamon

Zaparzyć zgodnie ze sztuką. Dosłodzić do smaku.
Zanurzyć się z powrotem pod koc z kotem na kolanach ;)
Smacznego