Wiedzma bloguje (Czarownicująca): OT
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą OT. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą OT. Pokaż wszystkie posty

sobota, 9 grudnia 2017

Malta w listopadzie



Cześć!

Już grudzień, a ja wspominam listopad :D Właśnie mija miesiąc od mojego powrotu z wakacji na Malcie.



Kierunek podróży wybraliśmy niemalże na oślep - byleby było ciepło i kolorowo, bo w tym roku ominęło nas lato (w UK to co najwyżej majździernik), na południe ale w cywilizacji itd. Cel wyjazdu - ani plażing, ani intensywny zwiedzing, ale głównie wystawić blade twarze do słońca i wygrzać kości przed polską zimą.



Co mi się najbardziej podobało na Malcie? Słońce, piękne widoki (wybrzeże! Gozo!), przyjemne temperatury (20-30C w dzień i ciepłe noce) i lody dla alergików ;)

Co mi się najmniej podobało? Strasznie tam brytyjsko, właśnie stamtąd wróciłam i na razie mi wystarczy ;) I ubolewam nad słabym dostępem do świeżego sezonowego jedzenia.

Co mnie najbardziej zaskoczyło? Konie w środku miasta :D Wybieg dla konika, stajnie, kowal.


OKOLICZNOŚCI PRZYRODY - POGODA

Na Maltę polecieliśmy prosto z UK - z wilgotnego, szarego piździernika prosto w koniec lata - pogoda archiwalna KLIK. Podobno było 19-21C - prognoza kłamie, zazwyczaj było cieplej, chyba że słońce schowało się za chmury. Dobrze ubierać się na cebulkę, bo dwa razy wracaliśmy do domu się przebrać.
Udało się wykąpać w morzu!
Tylko dwa razy kropiło a zachmurzenie było tylko przelotne.

Golden Bay, jedna z nielicznych piaszczystych plaż
Listopad było czuć jedynie w długości dnia - około 16 robiło się chłodniej, a o 17 zachodziło słońce. Wieczory były ciepłe, dobre na spacery. Niestety muzea nie są zbyt długo czynne.



Post udostępniony przez Uriel Serafin (@aivazz6)




MIASTA

Malta - po prawej zielony półwysep to Valletta, na środku Msida i Gzira
Dalej mam mętlik w głowie, gdy patrzę na mapę Malty. Kraj jest wielkości większego polskiego miasta (wiki podaje Szczecin), miasta-dzielnice są niewielkie i ściśnięte koło siebie na północy wyspy, południe jest opustoszałe a na Gozo skupiska wokół Victorii i rzadziej zamieszkałe tereny rolnicze.

Gozo, Żebbuġ - najbardziej zielona i spokojna część Malty
Architektura łączy chyba wszystkie style znad Morza Śródziemnego - włoski, grecki, bałkański i oczywiście angielski; poza tym kontrasty na każdym kroku - stare z nowym, bogate z ubogim.
Malta jest placem budowy. Na każdym kroku rusztowania, dziura w ziemi i zapach świeżego tynku.



Valletta

Valletta


Gzira, brama do nikąd :)

Gozo, San Lawrenz

Gozo, Mġarr, mój ulubiony przykład chaosu architektonicznego - neogotycki kościół z piaskowca i obok palmy :)

LOKUM

Mieszkaliśmy w okolicy Msida / Gzira, skąd do stolicy Valletty było około 30 minut spacerem.

Mieszkanie znalazłam przez Airbnb (jeśli teraz założysz konto z mojego linku polecającego - dostaniesz aż 100zł zniżki na pierwszą podróż!).
IMO lokalizacja bardzo dobra - tanio, cicho, blisko sklepy z normalnym jedzeniem i o rzut beretem do przystanków autobusowych, z których można dojechać wszędzie (albo na dworzec główny Valletta, z którego można dojechać wszędzie).

Samo mieszkanie i gospodarza też polecam KLIK - ocena mocne 4/5, dobrze wyposażona kuchnia, czysto, cicho, gospodarz nieobecny ale pomocny. Dodatkowo trafił nam się przesympatyczny drugi lokator z Włoch. To od niego wiemy, jakie zjawiska są typowe dla tej części świata. a jakie Malta musiała nabyć od okupantów.


"POŁUDNIE ANGLII"

Po prostu widać, że Anglia tu była ;]

Brytyjskie gniazdka elektryczne, ruch lewostronny, podobnie działające autobusy, wszechobecny język angielski, asortyment w sklepach, dziwne rozwiązania wentylacyjne w mieszkaniach i problem z wilgotnością. Na ulicach sporo samochodów zapewne pochodzi z UK. Na polach murki z kamienia (podobne do angielskich, podobno nie występują w Italii), nawet ukształtowanie terenu - prawie jak w Yorkshire!


"angielskie" ukształtowanie terenu - Gozo

Post udostępniony przez @wiedzma_bloguje

Jestem (prawie?) pewna, że prawdziwą, nieturystyczną Maltę można znaleźć trochę dalej od głównych ulic, ale nie starczyło czasu, by tam dotrzeć. Moją potrzebę egzotyki musiał zaspokoić język maltański -niepodobny do żadnego, który słyszałam, trudny do przeczytania, ostry i dźwięczny.

https://shop.heritagemalta.org/media/hagar-qim-mnajdra-shop.jpg

JEDZENIE czyli CZŁOWIEK-DIETA NA WAKACJACH

Żywiliśmy się w domu. Oferta w sklepach, które mijaliśmy, nie sprzyja nietolerancyjnym, głównie dania gotowe, nawet jeśli bez glutenu to mocno mleczne i wzdymające (fasolandia).
Zestawy typu ryż z passatą i tuńczykiem albo marchewką z mrożonki królowały na stole, a w trasę wafle ryżowe, banany i masło orzechowe.
Banany sprzedają zielone i cierpkie.

W restauracjach smaki z całego świata. Włoskie, greckie, meksykańskie. Przykładowe menu jakbym miała ochotę np na brytyjskie śniadanie.



Najbliżej kuchni lokalnej byłam wtedy (wybierając fasolę jak Kopciuszek):


Jeśli chodzi o tradycyjne smaki Malty - internety polecają dania z królikiem, owoce morza i zupy. Oraz wytrawne odpowiedniki drożdżówek typu pastizzi (których jako tolerancyjny próbował K i poleca). Podobno istnieją bezglutenowe mrożone pastizzi ale nie natrafiłam :(

Podobno jednak Malta jest przyjazna nietolerancyjnym - teraz dopiero google objawiło mi wiedzę tajemną o sklepach z żywnością specjalistyczną, restauracjach dla celiaków itd.

W sklepach sieci Convinience Shop nie było produktów specjalistycznych, w Lidlu tylko mała półka i bez pieczywa (tak w ogóle w Lidlu jest raczej drogo).

I znowu smutek - okazało się, że nie ma bazarków ze świeżym jedzeniem (zupełnie jak w UK :P), sklepów typu zieleniak, dziadków sprzedających to co uzbierali w ogródku. Jedyny farmer's market odbywa się raz w tygodniu w niedzielę - o czym dowiedzieliśmy się po fakcie.

Ale nadrobiłam przynajmniej lody :) SottoZero dogadza alergikom wszelkim.
Dalej nie mogę zdecydować, czy Nocciola czy sorbet z gorzkiej czekolady ;)



Ceny jedzenia były bardzo różne, zależnie od sklepu i odległości od atrakcji turystycznych ;) Za 5E można kupić zarówno składniki na konkretny obiad jak i 2 kawy. Butelka wody może kosztować 0,25E (Lidl) do nawet 2E (Valletta, kiosk przy Azure Window).


DO SEDNA - ZWIEDZANIE!

Co krok jest jakieś muzeum albo wystawa, w zdecydowanej większości płatne (zazwyczaj 5-10), dla fanów tej rozrywki istnieją karnety (50E na Maltę i 13E na Gozo - KLIK). Karnet na Maltę obejmuje wstęp do Aquarium (delfinki!).

Odpuściliśmy sobie, zwalniając tempo i chłonąc klimat (i słońce).

Wygląda znajomo? Tu było Azure Window, runęło do morza w marcu 2017


Sliema, "Plaże" - głównie skaliste, wylizane przez fale
Nie jestem fanką muzeów. Nie robi na mnie wrażenia bogactwo i przepych. Bardziej cieszą albo prastare zabytki, takie z początków cywilizacji, albo piękne krajobrazy (albo przełomowe osiągnięcia techniki). Na szczęście na Malcie jest to i to.

Jeśli chodzi o stare świątynie - kompleks Mnajdra i Ħaġar Qim to miejsce w moim typie - 3600 pne :) Jest więcej takich świątyń - Tarxien, Ġgantija na Gozo.
Miejsca te przeżywają oblężenie w dni równonocy i przesilenia - świątynie były też kalendarzami solarnymi i lunarnymi i światło nadal sprawia cuda wśród starych kamieni.
Kompleks Mnajdra przykryto namiotem ze względu na żywotność kamienia, więc turyści nie mogą ustrzelić odpowiednio pięknego selfie z ruinami w tle, tu musimy się zadowolić internetem ;)

Hagar Qim
http://www.maltacultureguide.com/admin/images/mnajdra_02_big.jpg
http://www.maltacultureguide.com/admin/images/mnajdra_04_big.jpg
https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/f/fd/Mnajdra.jpg
http://www.wondermondo.com/Images/Europe/Malta/Southern/MnajdraPlan.jpg

Gdybym miała więcej czasu na zwiedzanie - poszukałabym jednego ale większego muzeum, muzeum archeologicznego, muzeum historii naturalnej itp. Spodziewam się licznych ciekawostek przyrodniczych :)

krewniak aloesu (?) z pędem

prawdopodobnie karob

takie piękne zatoczki :)

najpierw myślałam, że to wzorki na ceramice :D 




A krajobrazy są absolutnie przecudne!



Gozo, Victoria, widok z cytadeli
Malta, Blue Grotto


TRANSPORT

Zwiedziliśmy Maltę i Gozo przemieszczając się autobusami "miejskimi". Ogólnie środek transportu tani i dobry, autobusy jeżdżą często i w opcji low-budget wystarczy przy odrobinie planowania. Nie zawsze są połączenia między punktami turystycznymi na wybrzeżu i trzeba wracać do centrum wyspy na przesiadkę.
Dla tych, co chcą zwiedzić więcej i wygodniej są prywatne autobusy hop-on-hop-off ale kosztują 20E za dzień (bilet tygodniowy 21E).
Sprawdzaj połączenia np z Google Maps - tę samą trasę możesz pokonać w 30 minut albo ponad 1,5h zależnie od linii :D
Autobusy miejskie nie zawsze trzymają się rozkładu - zdarzyło nam się czekać na pustkowiu bo nie przyjechał. Za to z pięknym widokiem ;)
Na Gozo można się dostać promem - cena niecałe 5E, płatne w kasach na Gozo.


CO NAS NAJBARDZIEJ ZASKOCZYŁO

Nie poczułam Afryki :( Miałam nadzieję na egzotykę, wyobrażałam sobie kolorowe i pachnące Maroko. Niet.
Mimo bliskości Sycylii - nie poczułam też Włoch.

Nie ma kantorów! U nas na każdym rogu ulicy - tam udało nam się znaleźć jeden (Valletta). To nie koniec świata, bo w wielu miejscach można płacić kartą, tzn w sklepach i muzeach, bo łódeczki już niet - ale niespodzianka była ;)

KA$A

Wyjazd z założenia był niskobudżetowy i ten plan też się udało zrealizować - wyszło około 2500zł za dwoje za 6 dni (czyli 5 noclegów i właściwie 4 dni zwiedzania).

Bilety na samolot Manchester - Malta - Kraków - ok. 620zł / 1 os.
Nocleg - ok. 620zł / 5 nocy
Na miejscu wydaliśmy 160E, w tym komunikacja (autobus 2x21E i prom 2x5E), wejściówki do świątyni Mnajdra (2x10E), łódki w Azure Window (2x4E) reszta to jedzenie, kawa i LODY <3

Koszt można byłoby jeszcze obniżyć organizując wyjazd na więcej osób, wykupić bilety i nocleg z nieco większym wyprzedzeniem.

Zostając kilka dni dłużej zapewne nie wydalibyśmy wiele więcej na jedzenie, a jeszcze zostało sporo pięknych miejsc do obejrzenia i sporo słońca do wchłonięcia - pewnie skusilibyśmy się na rejs na Comino i odwiedzilibyśmy więcej świątyń, może na Aquarium.

RADY ZŁOTE i POZŁACANE

Koniecznie leć na dłużej! 6 a w rzeczywistości 4 dni to za mało i nawet zwiedzając w pośpiechu nie zobaczysz dość.

Zajmij się rezerwacjami wcześniej, 2-3 miesiące przed wyjazdem. Sprawdź lokalizację pod względem dojazdu na lotnisko (Gzira jest OK).

Weź dość Euro albo miej środki na karcie - ciężko o kantor, są czynne tylko w tygodniu i są w nich kolejki, bo zajmują się też np sprawami uchodźców.

Zrób wywiad wcześniej. Nie wszystkie atrakcje są dobrze zareklamowane na miejscu, łatwo przegapić perełki. Ceny atrakcji mogą się bardzo różnić przy tym samym poziomie. I nie wszystko jest codziennie - jak ten baza farmerski!

Spakuj krem z filtrem - poza sezonem nieosiągalny!

Pamiętaj o nakryciu głowy. Listopad czy nie - słońce grzeje mocno!

Na Gozo wybierz się w tygodniu - autobusy jeżdżą częściej i nie utkniesz na końcu świata. Wyrusz rano.

Kawa na przystani promowej w Cirkewwa jest paskudna!

~ ~ ~

Aniamaluje opisała wycieczkę na Maltę w zeszłym roku KLIK, zajrzałam do jej wpisu przed kupieniem biletów ale i tak popełniłam ten sam błąd i też się nie przygotowałam :P

Jeśli macie pytania odnośnie wyjazdu - postaram się odpowiedzieć w komentarzach.


Ściskam!
M

piątek, 14 lipca 2017

Trudne sprawy. Mizofonia


Hej!
Założenie nowego bloga chyba pozwoliło mi przerwać blokadę pisarską. Może nie dzieje się na nim wiele, ale myślę znowu o pisaniu, tworzę szkice i zbieram siły!

Nasunął mi się temat trudniejszy, więc wracam z nim tutaj, bo chciałabym, aby wywiązała się dyskusja i dotarła do większego grona.

Złe dźwięki

Kto lubi dźwięk łamanego styropianu? Albo zgrzyt kredy na tablicy? Skrzypienie nienaoliwionych zawiasów? Zazwyczaj wywołują one ciarki i nieprzyjemne uczucia. Chcecie, żeby zniknął.
A teraz wyobraźcie sobie, że takich dźwięków jest więcej i otaczają was na każdym kroku, a ich działanie nie traci mocy. W takim przypadku możesz być mizofonikiem, jak ja.

Mizofonia (z gr. misos – nienawiść, phone – dźwięk), inaczej SSSS (Selective Sound Sensitivity Syndrome) – jeden z rodzajów nadwrażliwości na dźwięki. Chory na mizofonię doznaje silnie negatywnej emocjonalnej reakcji w odpowiedzi na określone odgłosy, szczególnie te wydawane przez innych ludzi, jak np.: głośny oddech, chrapanie, mlaskanie, pociąganie nosem, chrząkanie itp. Reakcję tę opisuje się często jako niemożliwą do opanowania mieszaninę złości i lęku, połączoną z psychicznymi i somatycznymi objawami reakcji walki i ucieczki. Osoba z mizofonią może nie tolerować różnej ilości dźwięków, przy czym najtrudniejsze do zniesienia są z reguły odgłosy wydawane przez najbliższych. [...] źródło - wiki

Odrobinę więcej światła na temat rzuca poniższy filmik.




Albo ten:




W wielkim skrócie - przyczyna jest taka, że mózg osoby dotkniętej problemem ma błędy w okablowaniu, przez co 1) mocniej reaguje na niektóre bodźce dźwiękowe 2) łączy je z silnymi emocjami 3) nie pozwala odwrócić od nich uwagi. Czemu akurat te bodźce? Nie wiadomo.

Jak widzicie - przypadłość przykra i ciężka do wytłumaczenia otoczeniu, przez to jeszcze bardziej przykra.

U mnie zaczęło się, gdy miałam naście lat i trwa. Niestety jest coraz trudniej, bo coraz więcej jest sytuacji, w których przebywa się wśród ludzi a coraz mniej wypada zwracać komuś uwagę. Wiecie - co innego brat, co innego współlokator. Co innego dobra koleżanka, co innego współpracownik albo nie daj bosze szef. Nieważne, czy to brak umiejętności (dzieci), kwestia kultury (Azjaci), problem zdrowotny (wiecznie zatkany nos, uciekająca sztuczna szczęka, strzelające stawy, nerwicowy odruch) czy zwykły brak ogłady.




Wyobraźcie sobie, że scena z filmu [0:48 - 2:08] nie dotyczy tego, że bohaterka nienawidzi tego faceta. To właśnie czuje mizofonik, jak żujesz gumę z otwartą paszczą albo siorbiesz herbatę, nawet jeśli kocha Cię nad życie. A co dopiero jak nie kocha.

Od lat zbieram techniki radzenia sobie z mizofonią, niestety działają średnio, więc najczęściej jeśli mogę - puszczam głośno muzykę / zakładam słuchawki albo opuszczam pomieszczenie.


Techniki radzenia sobie z mizofonią (pozbierane w internetach)

Zrelaksuj się. Odprężony mózg lepiej radzi sobie ze stresem, a tym jest dla niego ta sytuacja.

Stwórz swoją podstrefę komfortu, czyli uprzedź sytuację, np puszczając ulubioną muzykę, która sprawi, że dźwięki nie będą tak słyszalne.

Wytłumacz sobie. Często zracjonalizowanie sytuacji zmniejsza jej ciężar emocjonalny, a tym samym moc ("To dziecko pociąga nosem bo ma katar. Też mam katar i być może pociągam nosem nieświadomie". Czasem trochę złośliwie "Może osoba żująca głośno gumę sama ma problem* i dźwiękiem odgradza się od świata").

Przyłącz się, naśladuj. Kiedy ktoś mlaszcze bananem, ty też zjedz banana! Mózg słyszy własny dźwięk, który jest znajomy i przewidywalny i nie stresuje się albo stresuje mniej. Możesz próbować zsynchronizować się z inną osobą, ale może to zostać odebrane jako przedrzeźnianie.

Porozmawiaj, poproś, wytłumacz. Mało kto zdaje sobie sprawę, że go słychać, a tym bardziej, że komuś to bardzo przeszkadza, a raczej nie chce sprawiać komuś przykrości.**

Jeśli problem utrudnia normalne funkcjonowanie, warto zgłosić się do specjalisty - psychologa lub psychiatry. Mówi się, że terapia lekami antydepresyjnymi i przeciwlękowymi zmniejsza nasilenie objawów, podobnie szansę daje hipnoza i autohipnoza.

Moim zdaniem - warto zadbać o zdrowie układu nerwowego od strony diety, jeśli trzeba suplementów*** i trybu życia, w tym odpowiednia ilość snu i odrestaurowująca aktywność fizyczna****. Osłabiony organizm gorzej radzi sobie ze wszystkim.

*Znajoma pedagożka uważa, że każdy z nas ma jakieś stadium autyzmu.
**Zdarza się, że dana osoba potraktuje prośbę jako ograniczenie swojej wolności, potraktuje Cię jak wariata albo będzie robić na złość. Może ten... odgradza się?
***Powszechnie wiadomo o dobroczynnym działaniu na układ nerwowy magnezu i witamin z grupy B. Mnie w gorszych chwilach ratuje megadawka wapna, ale właściwie nie wiadomo, czemu działa.
****Joga. Basen. Kick-boxing ;)

Leczenie

Medycyna i nauka jeszcze nie znają sposobu na tę przypadłość, ale szukają.

Problem

Jednym z problemów związanym z owym problemem jest uczucie wykluczenia i odsuwanie się od ludzi. Z obawy przed brakiem zrozumienia albo negatywną reakcją rzadko proszę o współpracę, co kończy się unikaniem sytuacji społecznych. Wyobrażacie sobie seans w kinie z wszechobecnym popcorem? Obiad służbowy, na którym powinnaś błyszczeć intelektem? Zwykły dzień w biurze, z ośmioma osobami w pokoju, z których połowa wali w klawiaturę bo coś nie styka? Ba - randkę, pierwszą noc z nowym chłopakiem, przed którą modlisz się, żeby nie chrapał? Obiad rodzinny, na którym walczysz o pilota, żeby zamiast wiadomości poleciała muzyka, której nie lubisz ale lepsze to niż przykładowa scena z widelcem?
Utrudnia to też relacje z najbliższymi, bo kto chciałby mieć ciągle zwracaną uwagę, mrożące spojrzenia, rozmówcę, który chce od niego uciec jak najszybciej.
Jest też poczucie winy, bo doskonale zdaję sobie sprawę, że sama robię rzeczy, które przeszkadzają innym, ale nie mam na to wpływu.

https://www.pinterest.com/greiceL/misofonia/

Nie uwierzycie, ile osób w mojej nowe pracy żuje gumę z otwartymi ustami! Oczywiście znoszę w bólu i uciekam z moim wózeczkiem, bo głupio tak zwracać uwagę dorosłym. Ciekawe, bo nie miałabym najmniejszych oporów, żeby zwrócić komuś uwagę, by nie palił w moim towarzystwie albo przypilnować przygotowania i składu mojego jedzenia.

Czy są tu mizofonicy? Jak sobie radzicie?

piątek, 16 czerwca 2017

Pozdrowienia zza małej wody :)

Cześć!

Jeśli jesteście zainteresowani pierwszymi wrażeniami z pobytu za małą wodą zapraszam na nowego bloga i czekam na wieści od Was :)

Blogerka w Angliach - początki




W ogóle co sądzicie o moim nowym dziecku?

Ściskam! :)

sobota, 27 maja 2017

Zmiany! I troszkę włosów :)



Witajcie :)

Nadszedł moment, w którym nie ma co się dłużej czarować - ten blog padł.
(Nie bójcie się, nie usuwam go, ale przestałam o nim myśleć jako o aktywnym, co uświadomiłam sobie w momencie pisania tego wpisu).

W tym roku obchodziłby niezły jubileusz - 4mln odsłon, 500 wpisów i 6 lat stażu - nieźle!
Odkryłyśmy razem przeciekawy świat kosmetyków, włosomanii, urodowego DIY i nikt nam tego nie zabierze :)


Ale stracił sens. To jest blog o włosach i kosmetykach naturalnych. Niestety potoczyło się tak, że włosy i kosmetyki przestały być moją pasją.
Eksperymenty przestały cieszyć a coraz bardziej frustrują. Poszukiwania skupiłam na innej dziedzinie - jak pomóc od środka.
Moje Hashimoto nabiera rumieńców, włosy i skóra szaleją - a ja mimo całej wiedzy i - uwierzcie! - masy cierpliwości nie mogę nic z tym zrobić. Za sukces można uznać dzień, kiedy włosy nie zatykają odpływu i dają się rozczesać. Dylemat "myć czy zgolić" pojawia się średnio co tydzień i chyba nie obcięłam ich jeszcze dlatego, że wyglądałabym jeszcze bardziej mizernie.

Oto jeden z lepszych dni - świeżo podcięte końcówki, kompres.

Druga rzecz - sama się zapędziłam w taką sytuację - na początku bloga postawiłam sobie bardzo wysoko poprzeczkę jeśli chodzi o styl i poziom wpisów. Publikując coś nie na temat, coś nieodkrywczego, ba - coś na luźno - sama czuję zgrzyt i niedosyt.

I nawet Blogger mi sugeruje, że czas się zdecydować - przez lata blog obrósł w dodatki i sam szablon jest tak ciężki, że wiesza się, zanim uda mi się coś zmodyfikować. Postawienie go na nogi pewnie wymagałoby trochę czasu i energii. A nie chce mi się już.

Ale nie bójcie się - nie odchodzę całkiem! Nadal jestem na Facebooku. Trochę więcej na Instagramie. No i tu zostawiam Wam 500 wpisów - jest co czytać!

A może nawet będę pisać? Bo nie umiałabym nie pisać. Pisanie to jeden z moich środków wyrazu - jedni muszą śpiewać, inni malować, robić zdjęcia, a ja muszę pisać (i eksperymentować) :) Pewnie będzie o czym, bo jak pochwaliłam się własnie na Fb - wyjeżdżam na trochę. Będzie się działo :) O ile będę miała czas, bo będzie się działo.



Zupełnie spontanicznie utworzyłam niedawno blogunia na Wordpressie. Czuję się trochę, jakbym urządzała nowe mieszkanie - bawię się szablonem, zbieram ciekawe grafiki, mam już nawet kilka pomysłów na wpisy. Konwencja z założenia o niczym, chociaż chciałabym zostać żeńskim Konradem blogosfery jeśli wena pozwoli :)

Obrazek jest linkiem do strony.

Na razie niewiele się dzieje, bo się pakuję i załatwiam.

Do zobaczenia!

środa, 15 czerwca 2016

Co u mnie? #czerwiec

Witajcie :)
Zbieram się do pisania i zbieram i nie mogę zdecydować, od czego zacząć. Może od małego "co u mnie"? ;)

#wiedźma dietuje

A więc gdzie jest Wiedźma, kiedy jej nie ma? Ano - głownie w kuchni.

http://fabrykamemow.pl
Moja podróż po krainie zdrowia ruszyła z kopyta i trwa w najlepsze. Tym razem mam mapę, chociaż i tak często mam wrażenie, że mapa jest po chińsku :) To znaczy - oddałam się w ręce pani dietetyk klinicznej. Razem, opierając się na moich obserwacjach i jej wiedzy, robimy badania i doświadczenia na ludziach (sztuk jeden). Oczywiście nie byłabym sobą, gdybym nie doczytywała na boku i nie próbowała być dwa kroki do przodu, chociaż nie wiem, w jakim kierunku zmierzam :)

O samych zaleceniach może nie będę pisać ;) Może to, że dietetyczka na podstawie wywiadu zdecydowała się wprowadzić dietę leczniczą Low FODMAP, która jest pomocna przy Zespole Jelita Drażliwego - jest dobrym punktem wyjścia do poznania swoich reakcji na pokarmy, które najczęściej sprawiają problem, a sam obraz wyklaruje się na tyle, że lepiej będzie widać inne problemy, jeśli występują.

Myślę o tym, żeby napisać coś więcej o opiece dietetycznej: jak to wygląda w sytuacji, gdy nie chodzi o mądre schudnięcie - ale jeszcze za wcześnie :)

Sama dieta to jeden wielki chaos, tzn nie ma żadnej logicznej zasady, wg której składniki są dobre albo złe; kluczem jest zawartość kilku typów cukrów, a z tym jest przeróżnie, nawet w jednym produkcie zależnie od sposobu przetworzenia. Jako ułatwienie i ściągę mam aplikację w telefonie - KLIK. Nawet nie jest mi trudno, dopóki gotuję sama, ale osoba jedząca do tej pory normalnie może mieć kłopot. Jedzenie poza domem, cóż... bonanza ;)

Aby ułatwić sobie śledzenie diety i notowanie obserwacji i odkryć - śmiecę trochę na instagramie :) Zainteresowanych wysyłam pod #wiedzmadietuje


Ostatnio obeszłam ograniczenie dotyczące buraków i jestem dumna ;)
*Buraki są niedozwolone, ale botwina już tak. Nie wyobrażam sobie wczesnego lata bez barszczyku z ogródkiem - no i udało się :)

#pieseł

Nie mogłabym nie wspomnieć o najnowszym członku rodziny - Kingu! Jest młody, szalony i absorbujący - a dodatkowo nigdy nie miałam psa :)
Pies pasuje do rodziny - jest niewymiarowy i ma alergię pokarmową ;]
Wyleczyliśmy nawzajem swoje lęki - mój przed psami i jego przed otworzeniem serducha na nową rodzinę...

oto WZROK i ukochana zabawka
tu sytuacja wyjątkowa - sam z własnej woli przyniósł zabawkę :)
#ch*jowa pani domu

Bo ciężko nazwać to inaczej. Uczę się prowadzić dom, planować wydatki i zadania. Odkrywam patenty na obieranie marchewki i przedłużenie żywotności zupy oraz poszukuję idealnego papieru toaletowego.

awaryjne suszenie prania ;)

#włosowo

Nastała najtrudniejsza pora dla moich włosów - czerwiec. Większość radykalnych cięć, jakie miałam, było właśnie w czerwcu. Są ciągle spuszone i splątane, a sama pielęgnacja nieprzewidywalna. Dawno nie podobały mi się na tyle, by robić im zdjęcia. Nie mam sprawdzonych kosmetycznych pewniaków i zazwyczaj nie pamiętam, co nakładałam na włosy. Przeglądam zapasy odlewek i próbek - większość działa połowicznie ;]
Szukam dobrej odżywki myjącej i idealnego oleju do olejowania. Poszukiwania trwają ;]


Na razie nie planuję większych zmian w temacie włosów, chociaż droczę się z chłopakiem, że obetnę się na zapałkę :)

A co u Was słychać?

Ściskam!

czwartek, 19 maja 2016

Luźna myśl wieczorna - cycopad

Houk!

Zagwozdka dnia - jak się pisze takie krótkie, zabawne lub prześmiewcze wpisy o niczym konkretnym? Bo mi zawsze wyjdzie elaborat. Więc boję się zaczynać :)

Znacie to powiedzonko: "Ręce opadają"? Na pewno! A jak sytuacja niemile zaskoczy zwiększą siłą, to opadają nawet witki, zęby albo włosy.

Moje motto życiowe ostatnimi czasy jest takie:



Co rusz natrafiam na sytuacje, które wzbudzają albo histeryczny śmiech, albo nagłą potrzebę facepalma.

Ostatnio głównym bohaterem tych sytuacji jest u mnie służba zdrowia, ale niewiele za nimi są nasze urzędy kochane. Polityką się nie interesuję, szkoda mi czoła.

Inspiracją do wpisu jest fakt, że moje uczulenie na mleko jednak może być nietolerancją laktozy, taką w kosmos. Żeby badanie było drogie i okropne a leczenie trudne - ale nie jest.

I nagle poczułam się z tym bardzo nieszczęśliwa.
Nie dlatego, że znowu zignorował mnie ktoś, komu powierzyłam swoje sprawy, specjalista.
Nie dlatego, że konsekwencje zdrowotne (wiedzieliście, że nietolerancyjny nie wchłania leku, jeśli zawiera laktozę?).

Nie! Bo 3 lata nie jadłam lodów!

Tesco, lody bez glutenu i laktozy (nie znam dokładnego składu) - oferta od 19.05 do 1.06

Na szczęście nie mam cycków, więc cycopad mi nie grozi :)

A po czym Wam ostatnio cycki opadły?