Wiedzma bloguje (Czarownicująca)

środa, 20 lutego 2013

W czym umyć małych alergików - cz.3


Epopeja o pielęgnacji skóry maluchów chyba nigdy się nie skończy.
Co miesiąc pojawiają się nowe kłopoty i radości - i nowe możliwości, bo dziecię coraz starsze i coraz więcej od cioci oczekuje.
Ma być bardzo łagodząco i natłuszczająco, bo starszy Bąbel ma AZS, dokładnie jak jego ciocia.
Ma być też kolorowo i zabawnie, żeby Bąbel łaskawie dał się wykąpać :)

Myślę, że i tym razem mi się udało :)

http://www.ferienhof-miller.de/

Zamiast wstępu - zajrzyjcie do tych wpisów:
W TYM i TYM wpisie przeczytacie o sposobach łagodzenia skóry Bąbla sprzed roku, czyli Bąbel Starszy miał 2,5 roku.
Dzisiaj Bąble są już dwa - nawet dali się uwiecznić na zdjęciu KLIK

Do rzeczy więc :)

Filozofię kąpielową mamy jedną - Bąble Małe Dwa są namaczane, natłuszczane i możliwie rzadko stosuje się na nich detergenty, z oczywistym wyjątkiem porządnego mycia rączek.
Dzieci przyjeżdżają w odwiedziny do dziadków na około 2 tygodnie, podczas odwiedzin kontynuujemy filozofię kąpielową, stosując różne ciekawe sposoby zamiast typowych kosmetyków.


KĄPIELE BĄBLA STARSZEGO (3,5 roku)

Pozwolą państwo, że przedstawię produkty i rytuały dotyczące kąpieli mojego Bąbla Starszego, lat 3,5 - obecnie.
Wszelkie ilości podane są dla wanny wypełnionej wodą po kostki Wiedźmy.

Gal, Dermogal A+E
http://www.gal.com.pl/
Produkt znany jako rybki :) Olej z wiesiołka zamknięty w kapsułce żelatynowej.
Skład jest cudny!
Skład wg INCI: Oenothera Biennis Oil, Gelatin, Glycerin, Tocopheryl Acetate, Retinyl Palmitate

Czyli mamy tu tylko olej z wiesiołka, bardzo ceniony dla wszelkiej maści skóry problemowej, kapsułkę i witaminy A i E.

Produkt nie jest przeznaczony do kąpieli, ale kiedy rzuci się je do wody - po kilku minutach otoczka rozpuszcza się i uwalnia nieduże ilości olejku. Aspekt jest głównie rozrywkowy, Bąbel chętnie łowi rybki i bawi się nimi. Do wody warto dodać innego oleju roślinnego, np awokado, lnianego, kokosowego.

Zazwyczaj wykorzystujemy 6 rybek na kąpiel - 4 do wody i 1-2 do późniejszego smarowania ciałka (a jak zostanie jedna rybka to ciocia pożycza ja sobie na twarz po wieczornym oczyszczaniu, nawilżają bajecznie).
Mówi się, że olej z wiesiołka pachnie nieprzyjemnie, mokrą ścierką lub mokrym psem... Może mam coś z węchem, mi pachnie orzechami.

Cena - marzenia! Za 48 rybek zapłacimy 10-15zł.

Gal, Olejek do kąpieli z witaminami A i E i olejkiem wiesiołkowym
http://www.gal.com.pl/
Żelatynowe kulki do kąpieli, zawierające mieszankę olejów, witamin i innych dodatków.

Skład wg INCI: Paraffinum Liquidum, Cetearyl Ethylhexanoate and Isopropyl Myristate, PPG-2 Myristyl Ether Propionate, C12-13 Pareth-3, Gelatin, Oenothera Biennis Oil, Glycerin, Parfum, Citronellol, Retinyl Palmitate, Tocopheryl Acetate, CI 16255
Skład nie jest dla mnie już tak zachwycający, pojawiają się barwniki i środki zapachowe.

Ale Bąbel je uwielbia! Zazwyczaj używamy trzech kulek. Po kilku minutach otoczka rozpuszcza się i uwalnia biały płyn, który miesza się z całą wodą a nie tylko utrzymuje na powierzchni jak oleje.
Rozpuszczona otoczka maże na czerwono, a barwnik bardzo łatwo zmywa się wodą.
Wanna nie jest ani trochę śliska!

Cena jest podobna, 10-15zł ale za 12 kulek.

Zarówno w rybkach jak i kulkach Bąbel się zakochał i bardzo prosi i kupienie mu takich do domu i zapewnienie na kolejne odwiedziny. Nie śmiem odmówić :)

Babydream, Extrasensitive Pflegeoel
www.wizaz.pl
Fantastyczny produkt, niestety wycofany przez polskie Rossmanny.
Skład: Ethylhexyl stearate, Rosa Canina Fruit Oil, Butyrospermum Parkii Oil, Tocopheryl  Acetate, Tocopherol

Oliwka z olejem z owoców dzikiej róży (działanie łagodzące), masłem shea (otulające) i witaminą E (nawilżające, łagodzące). Dzięki emulgatorowi/emolientowi jest lekko hydrofilny, więc tworzy w wodzie i na skórze coś o lekkich cechach emulsji. Oczywiście nie wyobrażajcie sobie, że się takim olejkiem umyjecie! On natłuszcza jak piernik, przecież zawiera masło shea!

Smarujemy nim Bąbla po kąpieli, na mokrą skórkę, jeśli należy się dodatkowe natłuszczenie.

Oliwkę tę uwielbiam i ja, ratuje mi życie podczas zimowych chłodów. Niestety nie widziałam jej na półkach, grrrr...

Cena - ok.10zł/250ml, w wyprzedaży za około 5zł

Spirulina
http://www.zielarnia24.pl/
Już odrobina proszku zabarwia wodę na zielono.
Spirulina ma działanie przeciwzapalne, łagodzące i wspomaga nawilżanie skóry, chociaż nie natłuszcza i wymaga późniejszego natłuszczenia.

Niestety Bąbel nie chce zielonej kąpieli, wolałby niebieską :) I co ja mam mu wymyślić?

Cena to ok. 7zł / 25g

Aram, Glinka biała
http://www.zielarnia24.pl/
Biała glinka to jeden z łagodniejszych środków oczyszczających dla skóry wrażliwej.
Rzeczywiście oczyszcza i wygładza skórę, pozytywnie wpływa na wysypki, nie koi jednak zmian skórnych spowodowanych wysuszeniem. Oczywiście trzeba się potem naoliwić :)
Kąpieli w glince spróbowałam ja i Bąbel.

Tę glinkę testuję dzięki Zielarni Lawenda, więcej na jej temat możecie się spodziewać w przyszłości w bardziej szczegółowej recenzji.

Niestety woda z glinką zamiast być białą - miała idealny kolor błota. Mówi się trudno, na szczęście Jaśnie Pan nie odmówił kąpieli :) - błotnista woda stanowiła idealne tło do zabawy w meteoryt uderzający w Ziemię :)

Cena - 7,50zł / 100g

Kleik owsiany
www.quakeroats.com

Zwykły kleik owsiany gotowany z łyżki płatków, przez kilka minut, w szklance wody - jest niezastąpioną kuracją na swędzącą wysypkę i suche skórki.

Kleik cedzimy, studzimy, wlewamy do wody, namaczamy dziecię i oliwimy.

Jako element pilęgnacyjno-rozrywkowy - dziecię można wymasować stemplem zrobionym z odcedzonych płatków z zwykłej materiałowej chusteczce. O ile chusteczka nie rozwiąże się i płatki nie uciekną, ale wtedy tez jest fajnie.

Cena - grosze :)

Ziaja Ulga, Kremowy olejek myjący do twarzy i ciała
www.wizaz.pl
Kiedy Bąbla trzeba już umyć - warto sięgnąć po coś sprawdzonego przez ciocię.
To bardzo łagodne myjadło, pozostawiające skórę nawet jakby nakremowaną. Nadaje się również do mycia włosków. Skład jest taki o, mógłby być lepszy, ale widywałam też wiele gorsze. Ujdzie.

Skład: Aqua, Helianthus Annus (Sunflower) Seed Oil, Sodium Lauroyl Sarcosinate, Disodium Laureth Sulfosuccinate, Glycerin, Sodium Hydroxide, Carbomer, Ricinus Communis (Castor) Seed Oil, Tocopheryl Acetate, Laminaria Ochroleuca Extract, Caprylic/Capric Triglyceride, Propylene Glycol, Glycyrrhiza Glabra (Licorice) roqt Extract, PEG-8, Tocopherol, Ascorbyl Palmitate, Ascorbic Acid, Citric Acid, Sodium Benzoate, DMDM Hydantoin


Nie ma wygodnej konsystencji niestety, nie jest zbyt wydajne i słabo się pieni.
Produkt jest właściwie bezzapachowy.

Cena - 8-10zł / 200ml

To wszystko wystarczy w ciągu dwutygodniowych odwiedzin.

PIELĘGNACJA BĄBLA MŁODSZEGO (0,5 roku)

W pielęgnacji Młodszego Bąbla nie mam jeszcze zbyt dużo do powiedzenia. Będzie bawił się z ciocią, kiedy będzie starszy.
Ciekawszy patent w wiedźmim stylu to przecieranie pupki chusteczką namoczoną w żelu lnianym zamiast nawilżanych chusteczek.


A może Wy macie ciekawe rytuały kąpielowe z dzieckiem w wieku Bąbla Starszego?

Pozdrawiam
Czarownicująca

sobota, 16 lutego 2013

Lutowo-pośpiechowo

Witajcie!

Przepraszam za długą, niezupełnie planowaną nieobecność.
Przydarzyła się kilkudniowa awaria internetu, od której dostawca umył rączki.
Oj, na odpowiedzialnych za ten stan skupiła się zła energia, padło kilka zaklęć i nieprzychylnych życzeń ;]

Ale już jest chyba dobrze (odpukać!!).

Tymczasem powstałych zaległości nie nadrobię za szybko. Mam gości, moich małych facetów, którzy absorbują KAŻDĄ chwilę.
A co razem robimy? Oj wszystko! :D

http://arisingimages.com

Starszemu człowiekowi (3,5 roku!) trzeba zapewnić atrakcyjne kąpiele.

Zielone...
Sproszkowana spirulina

Z kulkami i rybkami...
Ponadto owsiane, lniane, kokosowe - wszystko nieuczulające i bezpieczne :)

Wszelakie atrakcje - rękodzieło...

Wiedźma z familią serdecznie dziękuje sklepowi e-naturalne za wypychanie paczek tak ciekawymi czipsami styropianowymi :) Powstały z nich jakże piękne korale dla babci.


Wyzwania kulinarne...

Rafaello - czytaj: andrut z masą maślano-kokosową :)
Ogrodnictwo najwyższej klasy...

Kiełki: rzeżucha, burak, fasolka mung, len, wiesiołek
 Moje wolne chwile wyglądają teraz tak:


Pozdrawiam Was gorąco, nie mogę doczekać się spokojnego nadrabiania zaległości :)

Pa!
Czarownicująca
 

poniedziałek, 11 lutego 2013

Wiedźmy trzy słowa o odżywianiu według Pięciu Przemian cz.2

Kontynuujemy temat odżywiania się wg Pięciu Przemian,diety powiązanej z tradycyjną chińską medycyną.
Była teoria - teraz praktyka wiedźmim zdaniem :)

Po przeczytaniu pierwszej z książek, Odżywianie według Pięciu Przemian opisującej ogólne zasady odżywiania się i zdrowego stylu życia - wiedziałam, że chcę czytać dalej, znajdę coś dla siebie.

http://www.onoc.de/essen-trinken.html

Specjalnie dla Was znalazłam kilka artykułów przybliżających praktyczne zasady diety PP:
Niejednokrotnie podkreśla się, że większość (jeśli nie wszystkie) dolegliwości bierze się z zaburzenia równowagi energetycznej - trochę wychłodzenia, trochę przegrzania i niedoboru stabilnego środka.

Powiedzmy, że jestem dobrym przykładem braku równowagi:
  • obniżona odporność i częste infekcje
  • mała odporność na stres i długotrwały wysiłek fizyczny i intelektualny
  • alergia i nietolerancje pokarmowe, nadwrażliwa skóra
  • szereg kobiecych dolegliwości
  • częste uczucie braku energii, "wyczerpującej się bateryjki" - wolałabym być króliczkiem Duracell :)
  • senność, której nie pokona żadna kawa
  • napady wilczego apetytu
  • występujący co kilka lat samoistny efekt jojo
A wszystkie wyniki badań w normie.

Wg zasad PP - są to dolegliwości związane z każdą możliwa przemianą, zachwianiem równowagi w każdą stronę. Ważne też, żeby nie diagnozować się samemu, tylko udać się do lekarza medycyny chińskiej... albo wybrać opcję bezpieczną, czyli wzmacnianie - neutralnie.

MOJE OCZEKIWANIA...

Nie oczekuję wiele :)
Powiedzmy, że mam nadzieję, iż zastosowanie się do porad diety PP pomoże mi zmniejszyć wpływ tych dolegliwości na moje samopoczucie. Spodziewam się, że alergia nie zniknie, a ja nie będę miała przypływu energii jak Popeye po szpinaku - ale z niską odpornością, sennością i nierównym apetytem pewnie da się coś zrobić :)
A jakby tak znikły te 3-4kg które się nagle pojawiły się i nie chcą same zniknąć, to się naprawdę nie obrażę :D

http://fitness.sport.pl

...I JESZCZE KILKA...

Nie chcę nudnej i monotonnej diety, która po tygodniu wyjdzie mi nosem. Nie chcę chodzić ciągle głodna, nie chcę żałować sobie małych kulinarnych przyjemności ani unikać spotkań towarzyskich, bo koleżanka zamówi kawę z ciachem a mi nie wolno. Ogólnie trudny ze mnie materiał do dietowania... Ale chyba znalazłam coś dla siebie :)

www.essen-und-trinken.de


Będąc na diecie PP można jeść co się chce, ile się chce, kiedy się chce, a samopoczucie powinno być świetne (a i jaki kilogram spaść powinien). Wystarczy spełnić kilka warunków. Przypominam, to nie jest dieta odchudzająca, to jedna z teorii zdrowego odżywiania.

KONKRETNE PORADY wg PP

Porady zaczerpnięte z publikacji Barbary Temelie, Poczuj się dobrze ze swoim ciałem
Te wybrane przeze mnie wg mnie bardzo łatwe do wdrożenia, nie wymagają wielkich wyrzeczeń.

JEDZ DO SYTA

Wolno Ci zjeść do syta, nawet kiedy się odchudzasz.
Człowiek dobrze najedzony ma energię... i nie podjada między posiłkami.
Tylko zwróć uwagę, czym się napychasz :)

JEDZ CIEPŁE ŚNIADANIE!

Wiadomo - śniadanie jest najważniejszym posiłkiem w ciągu dnia. Ma być zdrowe, wartościowe i sycące.
Dobre śniadanie wg PP to śniadanie ciepłe, najlepiej gotowane. Na szczycie listy super śniadań są:
płatki zbożowe, kasze i ryż gotowane z owocami i przyprawami korzennymi na słodko lub z dodatkiem bulionu czy sosu z obiadu z odrobiną rozgrzewających przypraw w wersji wytrawnej. Oprócz tego - omlet z warzywami albo owocami. W wersji bardzo leniwej - porcja wczorajszej zupy (zupy łatwo się rozmnaża, więc nie będzie to cios w nasz budżet).

Ciepłe śniadanie tego typu będzie lekkostrawne i sycące, sprawdziłam i potwierdzam. Przy każdej okazji w miesiącu styczniu zjadałam na śniadanie małą porcję zupy albo wczorajszą kaszę z gulaszem - i ja, poranny głodomór byłam syta 4-5 godzin!

Baardzo krzywo spogląda się na śniadania składające się z surowych płatków lub muesli (nie wspominając o przesłodzonych i chemicznych płatkach śniadaniowych wiodących marek :) ) zalanych zimnym mlekiem czy jogurtem.
Tu spotkałam pewne rozbieżności - BT uważa, że płatki powinno się koniecznie obgotować, inne źródła - że wystarczy zaparzyć. Wygoda przemawia za opcją drugą. Ja, jako że intensywnie próbuję "nowej diety" - jeśli jem płatki to tylko ugotowane.
No więc czemu takie śniadanie jest złe, mimo niewątpliwego szeregu wartości odżywczych? Po pierwsze - surowe zboże, czyli ciężej strawne. Po drugie - z lodówki, czyli zimne termicznie. Po trzecie - nabiał, czyli mocno wychładzające energetycznie, co nie jest dobre zwłaszcza zimą, latem jeszcze ujdzie. Po czwarte - nie dla każdego, bo...

TYPY ŚNIADANIOWE

Istnieją dwa "typy śniadaniowe". Są osoby, które najedzą się owsianką - oni czerpią energię ze skrobi, "są potomkami rolników". Są takie głodomory jak ja, które po nawet porządnej porcji owsianki za chwilę są znowu głodne - my czerpiemy energię z tłuszczu i białka, jesteśmy "potomkami myśliwych".
Do którego typu należysz?
Pod tym adresem znajdziecie prosty test śniadaniowy wraz z krótkim wytłumaczeniem:
Test śniadaniowy
Ale prawdopodobnie znasz już odpowiedź.

jegostrona.pl

Ja należę do typu białko i tłuszczożerców, a najlepiej najadam się wywarami mięsnymi i mięsem. Z zaskoczeniem obserwuję, że im lepiej i bardziej świadomie się odżywiam - tym bardziej jestem mięsożerna!

CHLEB NASZ NIECODZIENNY

Wg diety PP diet chleb uważany jest za fast food. Naprędce przygotowana kanapka ma stosunkowo mało wartości odżywczych. Nawet jeśli weźmiemy prawdziwy chleb z dobrej mąki, prawdziwą wędlinę i przełożymy to prawdziwym liściem sałaty.

Dobrze skomponowane kanapki, z dobrego pieczywa są niezastąpione w wielu sytuacjach, jednak w miarę możliwości chleb powinien być dodatkiem do posiłku a nie jego podstawą.

Tak więc zgodnie z kolejną wytyczną PP - zamiast pieczywa staram się maksymalnie zajadać coś ciepłego.

OSŁAWIONY NABIAŁ

W Azji nie darzy się nabiału takim uwielbieniem jak u nas (nawet do 100% społeczeństwa ma nietolerancję laktozy, w Polsce do 25% dorosłych cierpi na tę przypadłość). Dla zainteresowanych - notatka o nietolerancji laktozy na wikipedii KLIK
Mleko i jego przetwory mają działanie wychładzające, niepożądane w naszym klimacie, zwłaszcza jesienią, zimą i wiosną.
I krowa wytwarza je dla cielaka.
I mój organizm fatalnie reaguje na mleko, więc i tak żaden argument nie zmieni faktu, że będę nabiału unikać, jak robię to z częściowym powodzeniem od około roku.
Na szczęście są łatwo dostępne równie dobre źródła wapnia!

BIAŁY CUKIER

Żadna dieta nie wypowiada się dobrze i białym cukrze. To czyste kalorie bez grama wartości odżywczych, uzależnia i wali o ścianę indeksem glikemicznym. Najlepiej z niego całkowicie zrezygnować, zastępując zdrowszymi odmianami (melasa, cukier trzcinowy, ksylitol, stewia) lub naturalnie słodkimi owocami.

internationalchildhood.com

PRZYPRAWY

Odkryj przyprawy! Jest ich tak wiele, a w wielu domach tak mało się o nich wie. Oprócz oczywistych walorów aromatycznych - czynią dania ciekawszymi, lżej strawnymi i mają nawet działanie lecznicze.
No i jakie dobre :D I te egzotyczne, korzenne, i te nasze, zapomniany szczypior i pietruszka.
Doprawić można właściwie wszystko - od kanapki, poprzez obiad, deser i herbatę.

Bardzo polubiłam ostatnio przyprawy delikatnie rozgrzewające (w moim odczuciu), złotą kurkumę, kolendrę, curry - i na nowo odkrywam swojską zielona cebulkę (rośnie na kuchennym parapecie).
Na nowo też odkryłam owocową herbatkę Korzenny Bukiet - po przesypaniu suszu do słoika ujawniły się przyprawy spoczywające na dnie woreczka, lukrecja w owocowym wydaniu to na tyle ciekawe doświadczenie, że właśnie to ziółko zaczęłam dodawać też do innych moich mieszanek :)

www.laxmipalace.com

Przyprawianie wciąga, całkiem jak kręcenie kosmetyków :)

KOD LATA I KOD ZIMY

Produkty, które są normalnie dostępne w lecie, bo właśnie dojrzewają - są najlepsze surowe i powinno się jadać wtedy i w tej postaci.
Produkty, które tradycyjnie przechowuje się na okres zimy, czyli zboża, warzywa bulwiaste, poza tym przetwory i kiszonki - są najlepsze do jedzenia w zimie.

http://www.trojannews.com
Objadanie się pomarańczami w grudniu może i uzupełnia zapasy witaminy C i mile przypomina wakacje, ale nie jest to naturalne.
W tym wypadku najlepszy jak zawsze jest umiar - kilka pomarańczy tak, codziennie kilogram niezbyt. Pomarańcze akurat bywają aromatyczne, ale co powiecie na marcowe pomidory dojrzewające sztucznie? 

DOBRE BO NASZE

Gorąco rekomendowane są potrawy i składniki z naszego regionu - rośliny rosną / zwierzęta żyją tu od pokoleń i właśnie tu mają się dobrze.Produkty roślinne nie muszą być transportowane na duże odległości, więc miały szansę naturalnie dojrzeć na słoneczku.
Nasze układy pokarmowe (o ile pochodzimy z tych stron) są przystosowane do tego rodzaju jedzenia.
Próbowanie nowych potraw jest fajne! Wszystko jest dla ludzi - byle z umiarem :)


Okazuje się, że informacji, które chciałam Wam przekazać o diecie PP jest wiele :) Tę porcję teorii jestem w stanie Wam przybliżyć, zainteresowanych zachęcam do zgłębiania tematu - i dzielenia się wrażeniami :D

Niedługo podzielę się z Wami kilkoma poradami zaczerpniętymi z diety PP, którymi staram się ułaskawić moje comiesięczne PMSowe napady miłości do słodyczy :D


Co sądzicie o takim podejściu do odżywiania? Macie ochotę spróbować? :D

Pozdrawiam
Czarownicująca

piątek, 8 lutego 2013

Nowinki lutowe - z dyńki w AZS

Moje Drogie :)

Spieszę do Was pochwalić się moimi nowymi nabytkami pielęgnacyjnymi i kosmetycznymi.
I jednocześnie nieco pożalić, ale sytuacja ma się ku lepszemu (choćby dlatego, że wg chińskiego kalendarza dnia 13.02 zaczyna się WIOSNA, za którą tęsknię niemożebnie :D ).
Moje coroczne zimowe nasilenie AZS ma się niestety dobrze i odbiera mi chęć do eksperymentów. Na szczęście wiem, że jak co roku objawy miną i znowu wielokrotnie zaskoczę Was nowymi pomysłami, tym bardziej wygłodniała twórczo!

Wskazówki, jakimi staram się kierować teraz - opisałam kiedyś we wpisie teoretycznym o AZS.

Zima, nawet taka niedoskonała jak obecna - to trudny okres dla suchej skóry (a tym bardziej dla atopowej, która wyraźnie okazuje swoje niezadowolenie).
Najchętniej otuliłabym skórę olejową kołderką, schowała ją przed światem i pozwoliła przespać resztę zimy.
Zapadnięcie w sen zimowy niestety pozostaje w sferze marzeń - ale tę część z otulaniem się da się zorganizować :)

Nie po raz pierwszy - Zielarnia Lawenda wyszła moim potrzebom i zachciankom naprzeciw - wśród szerokiej oferty kosmetyków pełnych ekstraktów roślinnych i naturalnych olejów znalazło się również coś dla mnie - dwa produkty, których piękne składy uwiodły nie na tyle, że kładę je teraz na moją skórę. Używam obydwu kosmetyków od dnia 1.02 i póki co wrażenia mam pozytywne. Proszę rzucić okiem:


Planeta Organica, Żel pod prysznic z masłem shea - najbardziej przetłuszczony żel pod prysznic jaki w życiu widziałam! Otulające skórę masło shea, łagodne detergenty, stare dobre zioła: szałwia i melisa o działaniu łagodzącym i przeciwzapalnym.

Sylveco, Krem brzozowy - jeśli miałabym zaprzestać produkcji  moich kremów tłuściochów - to ten właśnie krem zająłby jego miejsce. Podobnie zawiera niezbędne minimum, konsystencja jest, że tak ujmę, tradycyjna choć przyjemna (jest gęsty i tłusty - nie będzie odpowiadać zwolenniczkom lekkich musów i kremo-żeli), oczywiście w wiele lepszym, dopracowanym, dopieszczonym i szlachetniejszym wydaniu.

Spójrzcie na te piękne składy! Aż się twarz sama uśmiecha!



Dodatkowo, po latach (!) wahań zdecydowałam się na filtr prysznicowy FITaqua zmiękczający wodę, na który teraz jest promocja i razem z przesyłką kosztuje 35zł.


Trudno mi określić, czy filtr działa. Zobaczymy po kilku tygodniach. Po zaledwie kilku dniach  - ja nie widzę różnicy, część domowników skarży się na wyczuwalnie niższe ciśnienie wody. Prawdziwy i oby pozytywny test będziemy mieć na dzieciach, które znów przyjadą w odwiedziny, a do tej pory miały po naszej kranówce swędzącą wysypkę (odpukać!).

Chciałam też serdecznie podziękować Jukoce za pomysł natłuszczającej kąpieli z masłem kakaowym dodanym wprost do wanny z ciepłą wodą! Po pierwszej próbie jestem zachwycona! I wanna domyła się bez problemu :)

Ściskam Was serdecznie wieczorową porą :)
Czarownicująca

niedziela, 3 lutego 2013

Podsumowanie styczniowej pielęgnacji włosów

Witajcie!
Z początkiem każdego miesiąca w blogosferze nastaje mały wysyp miesięcznych podsumowań. Chętnie je czytam, przy okazji dowiadując się między wierszami, co u moich ulubionych blogerek, jak się mają :)

Tym razem sama mam ochotę zrobić takie podsumowanie. Chyba zaryzykuję stwierdzenie, że miniony miesiąc był miesiącem prawie idealnych włosów. Na pewno nasza współpraca była idealna, spokojna i ugodowa :)

SZAMPONY

Produkty do mycia, których używałam w styczniu:
Anthyllis, Odżywczy szampon z lnem i malwą (o szamponie) - łagodny szampon bez silnych detergentów
AA Oceanic, Szampon do włosów z bisabololem (o szamponie) - prosty szampon z SLS do gruntownego oczyszczania

ODŻYWKI D/S

Niezmiennie BingoSpa, Maska do włosów z masłem shea i algami (o masce) - maska o prostym składzie, nadająca się do mycia i jako baza pod mieszanki. W tym miesiącu maska najlepiej sprawowała się solo, aplikowana metodą kubeczkową i spłukana po kilku minutach.
Włosy nie były zadowolone ani z maseczki głęboko nawilżającej (standardowy przepis), ani z odrobiny protein (odżywka Artiste z keratyną KWC), ani nawet z ziołowej maski Babuszki Agafii z drożdżami, która przed henną działała jak najbardziej pozytywnie.
Temperatura punktu rosy jest cały czas niska, więc mogę bezpiecznie używać humektantów, bez ryzyka gumowego puchy, jaki miałabym w lecie choćby po kropli soku z aloesu.

ODŻYWKI B/S

W roli odżywki b/s i jednocześnie serum na końcówki używałam maleństwa Gliss Kur, Oil Nutritive (o odżywce), która co prawda została nam przedstawiona jako odżywka d/s, ale u mnie świetnie sprawdziła się w tej drugiej roli. Diablo wydajna! To jedno maleństwo jest ze mną od listopada i właśnie dzisiaj wycisnęłam ostatki (a jeszcze mogę rozciąć tubkę).

PŁUKANKI

Niezmiennie płukanka z żelu lnianego (przepis na żel lniany znajdziecie TUTAJ, moja płukanka to zazwyczaj 20% żelu w wodzie), z ewentualnym dodatkiem kilku kropli kwasu mlekowego, mleczanu sodu lub D-panthenolu.

NA SKALP

Wspomnianymi płukankami polewam też skalp.
Oprócz tego, kiedy zdarzyło mi się użyć kilka razy pod rząd szamponu z SLS, skóra potrzebowała dodatkowego nawilżenia w formie wcierek lub psikanki. Były to jak zwykle:
Jantar, Odżywka do włosów i skóry głowy - przelana do buteleczki z psikaczem jest moim towarzyszem juz od paru miesięcy
FarmVix, Żel aloesowy (o żelu) - niezbyt wygodny w aplikacji ale szybko koi wysuszoną skórę

OLEJOWANIE

W styczniu rzadko olejowałam włosy, z wyjątkiem kilku testów masła kakaowego (recenzja masła). Oleje trudno mi się teraz domywają - ale też włosy nie potrzebują częstego olejowania, więc nic na siłę. Jest to niewątpliwa zasługa henny!

STYLIZACJA

Włosom znowu wystarczy minuta ugniatania po umyciu i całkiem przyzwoicie się kręcą. Skręt nie jest zbyt trwały, czyli to się nie zmieniło. Nie udaje mi się też poranna reanimacja fal, co też się nie zmieniło.
Ze względu na zajęcia sportowe, na które chodzę teraz 5x w tygodniu i muszę na nie ciasno spinać włosy - poza dniami, w których myłam głowę moje włosy są raczej proste (a właściwie "krzywe" :) ).

FARBA DO WŁOSÓW KHADI - WRAŻENIA

Dnia 27.12.12 po raz pierwszy i jedyny zafarbowałam włosy ziołową farbą z henną, moją relację i pierwsze wrażenia mogłyście przeczytać w TYM wpisie.
Minął już ponad miesiąc a ja cały czas jestem zadowolona z zabiegu!
  • farba wyraźnie poprawiła stan końcówek, które nie miały się najlepiej. Teraz trudno zauważyć różnicę w dotyku między końcówką a włosami bliżej skóry
  • kolor jest bajeczny, wielotonowy, o chłodnej bazie i ciepłych ale stonowanych refleksach
  • kolor ładnie się wypłukuje a odrost nie rzuca się w oczy (pewnie tylko ja go widzę)
  • włosy nie potrzebują teraz skomplikowanych zabiegów pielęgnacyjnych, tylko niezbędne minimum
  • są świeże 4 dni, a kilka razy musiały wytrzymać i piąty i nadal mogłam pokazać się ludziom :)

Żeby nie było samych superlatyw:
  • kolor wyszedł za ciemny, przez kilka dni rozważałam zrobienie pasemek dla rozjaśnienia całości
  • nie mam pojęcia, jak kolor będzie się zmywał na dłuższą metę, ani  jak będą wyglądać po następnej aplikacji. Urok henny
  • włosy nie przyjmują bogatych odżywek, każdy eksperyment kończył się oczyszczaniem szamponem z SLS
  • przewiduję kłopoty, kiedy najdzie mnie na zmianę. Skoro moje włosy w ogóle złapały kolor, to barwniki musiały wniknąć bardzo głęboko i pozbycie się ich będzie bolesne...

FRYZURY

Dzięki poradom wizażanki katie100 (która chyba nawet jest moją włosową siostrą :D ) znalazłam dla siebie kilka fryzur, które nie gniotą włosów, nie obciążają i nie naciągają skóry i są bardzo wygodne. Jeśli nadarzy się okazja, przygotuję dla Was zdjęcia takich fryzurek.
Mam wrażenie, że moje włosy sporo urosły - jeszcze do niedawna były podrośniętym paziem.
Nadal nie jest to długość, przy której łatwo aktywować skręt w partii włosów z tyłu głowy, ale wszystko przed nami.

SAMOPOCZUCIE

Czy Wy też tak macie, że nowy kolor włosów wpływa na Was w konkretny sposób? Bo na mnie tak. W naturalnych włosach czuję się nijaka, bo i kolor uważam za nijaki, myszowaty. Jako blondynka czułam się bardziej kobieca, jako rudzielec bardziej zwariowana. Jako brunetka czuję się silniejsza, bardziej odważna w wielu sytuacjach (nawet przez telefon :) ).
Z dnia na dzień zaczęłam nosić bardziej zdecydowane kolory i bardziej kontrastowo je zestawiać, kupiłam bluzki w kontrastowe prążki. Noszę trepy jak nastolatka, mimo że nie mam już nastu lat - ale mam na to ochotę! :)

KILKA ZDJĘĆ
(zdjęcia można powiększyć)




A jak minął Wam styczeń pod względem włosowym? :) Minimalizm czy dopieszczanie?

Pozdrawiam
Czarownicująca