Wiedzma bloguje (Czarownicująca)

sobota, 20 czerwca 2015

Włosowe notatki #26 - eksperyment-katastrofa


Witajcie!
Chciałam napisać Wam o wszystkim razem z pointą, jak historia się skończy - ale ciągle jeszcze nie wiem.

W ostatni poniedziałek zafundowałam sobie włosową katastrofę.

Katastrofa była dokładnie przygotowana i przemyślana, produkty upolowane i tylko wyznaczyć datę.

W związku z tym, że moja skóra (głównie głowy) jednak krystalizuje się w swoim ŁZS - zaczynam poznawać kolejne produkty do pielęgnacji skóry z tym właśnie schorzeniem.

triny.pl
Dodałam do tego trochę rodzinnych sekretów - mama, po której odziedziczyłam podobne włosy i marudną (choć inaczej) skórę - w razie problemów skalpowych myje głowę szarym mydłem i zakwasza płukanką z octu.
Delikatne włosy mogłyby źle znieść mycie szarym mydłem ale moje do takich raczej nie należą.
Zestaw szare mydło + płukanka octowa było jedynym sposobem pielęgnacji włosów za czasów młodości mojej mamy - i zapewne i babci.

Zaopatrzyłam się w mydło dziegciowe. Skład ma podobny do szarego mydła - podobnie prosty i również zawiera zmydlony łój [sodium tallowate] plus dziegieć brzozowy. Ocet do płukanki zamieniłam na bardziej "włosomaniaczy" - jabłkowy.

Kuracja dziegciowa
W mokre włosy wtarłam nieco mydlanej piany i zostawiłam ją na kilka minut. Bardzo dokładnie spłukałam i potraktowałam włosy płukanką z octu jabłkowego. I wtedy pojawiło się ON. Niepokojący i coraz silniejszy.

Efekt
Owszem, mam na sumieniu nieudane eksperymenty.
Owszem, miewałam już tak szorstkie włosy.
Owszem, zdarzały mi się tak splątane.
Ale NIGDY nie zafundowałam sobie tak potwornego SMRODU. Sam dziegieć - ujdzie. Sam ocet - ujdzie i zazwyczaj się ulatnia. Ale razem...

https://lindaswritingblog.files.wordpress.com/2014/08/bad-hair_cypressandoak-blogspot-com_.jpg

Misja ratownicza nr 1
Nauczona doświadczeniem wiem, że moje włosy bardzo chłoną zapachy. Na przykład po rozjaśnianiu / zdejmowaniu henny rzewieniem przez ponad tydzień wlókł się za mną zapach musztardy.
Zdjąć zapach z moich włosów potrafi tylko glinka. Glinka ma też pewną wadę, ale o tym za chwilę.
Łyżkę glinki ghassoul zmieszałam z odżywką Hegron (odżywka myjąca) i taką breję nałożyłam na włosy na kilka minut. Bardzo dokładnie spłukałam.

Efekt
Udało się pokonać zapach.
Nie udało się pokonać glinki ;] Glinki z moich włosów bardzo źle się spłukują. Nawet glinka ghassoul, która tradycyjnie jest używana jako jedyny produkt myjący. Więc wyszło prawie tak:

http://image.shutterstock.com/

Misja ratownicza nr 2
Zazwyczaj muszę wysuszyć włosy i umyć je ponownie, by pozbyć się pozostałości glinki. Tak też uczyniłam :)
Mimo, że wcześniej wypłukałam włosy dokładnie - znowu spłynęło z nich trochę "piasku".

Efekt
Glinka w większości pokonana!
Włosy tak szorstkie, że nie obyło się bez tony silikonu.

http://funny-pics-fun.com/wp-content/uploads/Funny-Wigs-Fake-Hair-For-A-Perfect-Face-3.jpg

Dziś mamy sobotę. Od nieudanego eksperymentu myłam włosy dwukrotnie. Skalp jest marudny a końcówki włosów nie wyglądają najlepiej. Oby to było przejściowe.

Obecnie nie mam złotego zestawu ratunkowego, więc szukam po omacku :)
Na świąd i pieczenie trochę pomogła mgiełka eukaliptusowa (pomysłu Łojotokowej Głowy KLIK).
Na suchość i ściągnięcie skóry - balsam Isana z Mocznikiem 5,5%.
Na miotłę na głowie - gumka i kucyk ;]

Ale to nie o to chodzi żeby ciągle źle trafiać i ratować sytuację, nie?

Misia ratownicza trwa.

Zdjęć nie mam bo w panice zapomniałam pstryknąć ;] A może to i lepiej? Strach byłoby patrzeć...

Jakie były Wasze największe włosowe katastrofy?

Będzie mi miło, jeśli mnie polubisz...
A nawet pokochasz...
Pokochaj z Bloglovin

niedziela, 7 czerwca 2015

Włosowe notatki #25 oraz podsumowanie włosowe maja


Witam Was gorąco w czerwcu :)

W mojej włosowej pielęgnacji zaszła zmiana, chociaż najbardziej jest ona... psychologiczna? teoretyczna?
W maju zatęskniłam za skrętem czy choćby falowatością włosów i sięgałam po bardziej odżywcze maski, liczyłam na poprawę skrętu i sprężystości po proteinach, nawilżenie po olejach różnego typu, wiecie, tu argan, tam inny olej. Plus i minus wciąż ogromnej kolekcji odżywek, masek i odlewek...
Wic polega na tym, że podstawowe zasady włosomaniactwa rzadko mają u mnie zastosowanie w dosłownej postaci. Ale może tym razem miało być inaczej?
Otóż nie, nie miało :) Szybko wpadłam w przekarmieniowo - rypaczowe błędne koło, które nie spodobało się ani skalpowi, ani włosom.

W czerwcu będzie inaczej! Będzie olejowo i masłowo i delikatnie :) Pierwszy tydzień czerwca przebiegł mi pod znakiem takiej właśnie włosowej pielęgnacji i na razie jestem bardzo zadowolona. Skalp nie marudzi, łupież nie wraca. Włosy powoli zaczynają falować :D

Dziś w menu:



  • DYI lniany olejek myjący: emulgator glyceryl cocoate (około 25%), olej lniany, kilka kropli olejku eterycznego copaiba o działaniu łagodzącym i przeciwgrzybiczym a jednocześnie konserwującym dla mieszanki
  • Isana Med Creme-Oel Dusche czyli delikatny kremowy żel pod prysznic z dużą zawartością olejów

Olejek myjący wykorzystałam na dwa sposoby. Na początku tygodnia był jedynym kosmetykiem użytym podczas mycia. Coś na kształt mycia odżywką - wmasowany w mokre włosy i zmyty po kilku minutach. Dzisiaj użyłam go przed myciem, na suche włosy, do olejowania, a dzięki emulgatorom bardzo łatwo się zmył, właściwie wystarczyło spłukać wodą. Ewentualne pozostałości olejku zmył żel IM. Nie nakładałam na włosy nic więcej. Kropla serum albo odżywki b/s z pewnością przygładziłaby odstawacze.

Efekt - z powrotem moje włosy, mocne i niesforne :)

(kliknij by powiększyć)
Jestem niemal pewna, że podczas ostatniej wizyty u fryzjera zostały obcięte ostatnie milimetry trwałej. Mam w 100% własne włosy! To się jeszcze nie zdarzyło podczas całego okresu mojej włosomanii, a można powiedzieć, że zaczęła się ona już 5 lat temu. Jestem ciekawa, jak się dogadamy.

Co nowego u Waszych włosów?
I co nowego u Was?

Będzie mi miło, jeśli mnie polubisz...
A nawet pokochasz...
Pokochaj z Bloglovin

piątek, 22 maja 2015

Denko olejowe


Witajcie!
Ostatnio wykończyłam wiele olejów. Sporo z nich jest rzadko spotykane i myślę, że chętnie o nich przeczytacie :)

Nie od dziś wiadomo - oleje są chyba moją największą kosmetyczną miłością. Rozpoczynając przygodę z olejami przekonałam się, jak bardzo ma znaczenie, co nakładamy na skórę. Niektóre oleje działają cuda. Inne sprawiają masakrę. Ale rzadko są obojętne.

Jak odnaleźć się w świecie olejów? Ja kieruję się teorią kwasów tłuszczowych, tzn uważam, że każdy kwas tłuszczowy ma jakieś właściwości, i od ich proporcji zależy ogólne działanie oleju. Zazwyczaj zasada ta się sprawdza, choć kilka razy miałam niespodziankę. O działaniu oleju decyduje również zawartość witamin, lecytyny, steroli, antyoksydantów; sposób pozyskania, czasem nawet to, na jakim stoku rosło drzewo (serio!).

Jeśli jesteś nowicjuszem w świecie olejów - zerknij najpierw tutaj:
Szczegóły wnikania według kwasów tłuszczowych
Italiana Blog, Dla kogo jaki olej

A teraz - do dzieła!
Pod nazwą oleju wymieniłam kwasy tłuszczowe, których jest najwięcej i substancje dodatkowe występujące w znacznych ilościach.
Kwasy nasycone uważane są za komedogenne (powodują zaskórniki), ale też są dobrymi emolientami. Kwas oleinowy jest uważany za ankegenny (syfki, syfeczki...), nasila grzybice (łupież!), ale też skóra wrażliwa bardzo go potrzebuje. Linolowy omega-6 jest bardzo neutralny dla skóry, ale też nie robi nic szczególnego (tzn w moim odczuciu - blado wypada w tak zacnym gronie). Kwas ALA (omega-3) jest przeciwzapalny i łagodzący, ale nie należy do najmocniej nawilżających.

Moja skóra ma nietypowe "smaki" - jest odwodniona, ale nie sucha. Bywa napięta, bywa oblepiona. Na kwas oleinowy reaguje wysypem krostek (twarz) lub łupieżową masakrą. A masłem shea mogłabym się smarować jak kromka masłem. Olej kokosowy, śmierć-na-miejscu dla trądzikowca, jest jednym z moich ulubionych olejów. Nietypowo, prawda? Nigdy nie byłam normalna :D

Do dzieła! Cel! Pal! Denko!

Olej abisyński (tef) z e-naturalne KLIK
Kwasy nienasycone: erukowy 63%, oleinowy 15%, linolowy 15%, Sterole
Olej jest to wyjątkowy, bo zawiera kwas erukowy - kwas z grupy omega-9 ale o dłuższym łańcuchu. Jest o wiele bardziej bezpieczny dla trądzikowców, łupieżowców i wrażliwców niż oleinowy. Kwas ten pojawia się też w oleju z nasion brokuła, który nazywany jest roślinnym silikonem. Miałam obydwa oleje w pewnym odstępie czasu i powiedziałabym, że są do siebie podobne. Lekkie i zostawiają na skórze podobnie "silikonową gładkość". Moja skóra prawie dała się nabrać ale włosy już nie (przychlast).
Nie spowodował wysypu krostek ani łupieżu, jak zrobiłby to olej z kwasem oleinowym w takiej ilości. Był mały wysyp zaskórników otwartych, zupełnie niegroźnych ale uczciwie należy o nich wspomnieć.
Nie zrobił też nic szczególnego - nie wygładził skóry ani nie utrzymywał nawilżenia tak dobrze jak bardziej olejowe oleje. Po oleju spodziewam się jednak... olejowego uczucia i olejowego filmu na skórze.

Olej z nasion brokuła z Blisko Natury KLIK
Kwasy nienasycone: erukowy 49%, oleinowy 14%, linolowy 12%, ALA 9%, eikozenowy 6%
Moje zdanie o tym oleju jest takie, jak o abisyńskim. Ma do tego małe wady - jest trochę droższy i mniej przyjemnie pachnie.

Olej z nasion baobabu z Blisko Natury KLIK
Kwasy nasycone: palmitynowy 33%. Nienasycone: oleinowy 36%, linolowy 31%.
Opisywany jako "zamiennik" oleju arganowego i chyba słusznie :) Jest podobny w konsystencji i podobnie reklamowany - jako olej "na wszystko". Baobaby rosną w ekstremalnych warunkach i olej sprawdzi się w ekstremalnych warunkach (oczywiście dzielimy to przez dziesięć, zdecydowanie odradzam ten olej przy cerze trądzikowej z zaognionymi zmianami zanim się zaleczą ze względu na kwas palmitynowy [komedogenny] i oleinowy [aknegenny], alergii, grzybicy, aktywnych infekcjach). Zapewne nie nada się jako jedyna ochrona na słońce czy mróz. Ale do regeneracji po już tak :>
Jest niezbyt gęsty, łatwo się rozsmarowuje i nie zostawia klejącej warstwy jak np rycynowy czy oliwa. Moja skóra lubi zakwitnąć więc nie odważyłam się stosować go na twarz inaczej niż kropelkę w porcji kremu, więc nie wiem, jak działa sam. Dodany do serum na włosy w podobnej ilości (kwas oleinowy nie pomoże przy łupieżu ;] ) też nie zaszkodził. Ale go uwielbiam. Za co? Jest fantastyczny na dłonie i paznokcie. Dłonie wyglądają jak po spa, skórki mniej pękają, paznokcie wygładzają się i nabierają blasku. Manicure w płynie!
Olej bez problemu mieszka poza lodówką, za co go uwielbiam jeszcze bardziej.

Olej z nasion bawełny z Blisko Natury KLIK
Kwasy nasycone: palmitynowy 25%, Nienasycone: linolowy 55%, oleinowy 17%
Olej bawełniany polecam z czystym sumieniem na początku olejowej przygody. Łatwo się przechowuje, nie ma zapachu ani koloru, łatwo się aplikuje i szybko wchłania. Szału pewnie... nie zrobi :) Ot, przyjemny olej do stosowania zamiast kremu.

Olej z nasion ogórka próbka*
Kwasy nasycone: palmitynowy 10%, stearynowy 8%, nienasycone: linolowy 65%, oleinowy 15-20%, Sterole, Tokoferole
Reklamują go jako kolejny olej na wszystko. No, nie przesadzałabym :) Na egzemy będzie [świetny], na suchość będzie, na łamliwe włosy będzie... może nawet na trądzik ale w kosmicznym wydaniu bez tłustej skóry, bo jest ciężki.
Tak, olej z wodnistego ogórka jest jednym z cięższych olejów, jakie miałam!
Niezmiernie żałuję, że olej ten nie trafił do mnie kilka lat temu, kiedy borykałam się z atopowym zapaleniem skóry, wieczną suchością i wszystkimi przyjemnościami, które współwystępują. Tu byłby olej idealny - gęsty, ciężki i szalenie ochronny. Teraz jest dla mnie o wiele za ciężki, nawet do smarowania suchych stóp. Zacnie uszlachetnił zbyt nijaki żel pod prysznic. Miłości z tego nie będzie.
Pachnie delikatnie - szklarnią i mizerią :)

Olej z nasion arbuza Etja KLIK
Kwasy nasycone: palmitynowy 10%, stearynowy 10%, nienasycone: oleinowy 18%, linolowy 60%
Podobnie jak olej z ogórka - wygląda zaskakująco treściwie. Skład jednak robi nas w balona, bo olej jest stosunkowo lekki w konsystencji - i jak się okazuje, w użyciu również. Dla mnie w każdym razie za słabo utrzymuje nawilżenie. Nie polecałabym go trądzikowcom, chociaż u mnie obyło się bez niespodzianek.

Olej sacha inchi z Blisko Natury KLIK
Kwasy nienasycone: ALA 50%, linolowy 35%, oleinowy 10%, witamina A i E
Wyobrażacie sobie olej lniany, który nigdy nie daje rybą? Oto on. Ma zalety oleju lnianego (podobnie - zawiera kwas omega-3 ALA i prawie nie ma kwasów robiących kuku) i o kilka mniej wad (nie śmierdzi :) ). Podobnie jak olej z lnianki siewnej pachnie trochę kurzem, trochę ziołowo, zapach nie przeszkadza. A do tej pory uważałam olej lniany za jeden z lepszych olejów do skóry problematycznej prawie każdego typu: z łupieżem, pryszczami, egzemą, pierwszymi zmarszczkami. Ten brzmi jeszcze lepiej, bo ma jeszcze mniej kwasu oleinowego. Nie nadaje się chyba tylko do skóry bardzo suchej. Szkoda, że też nie jest zbyt trwały.
Jeszcze się spotkamy :)

Olej z nasion truskawki z BliskoNatury KLIK
Kwasy nienasycone: linolowy 40%, ALA 40%, oleinowy 15%, Polifenole
Ten olej jest jednym z moich ulubionych. Z kilku względów. Ma zwariowany, ciemnozielony kolor (ale nie brudzi skóry). Ładnie pachnie (dla mnie kompotem owocowym :D), choć każdemu inaczej. Oprócz tego ma właściwości pielęgnacyjne jak olej z nasion malin (KLIK) tylko niestety bez naturalnego filtra UV. Nada się do każdej cery, również alergicznej czy z infekcjami.
Świetnie sprawdził się w codziennej pielęgnacji przez skóry twarzy okrągły rok. Używałam go z prawdziwą przyjemnością!

Olej z pestek czarnej porzeczki z Blisko Natury KLIK
Kwasy nienasycone: linolowy 45%, GLA 15-20%, ALA 15%, oleinowy 15%
Znowu olej niezwykły - zawiera najwyższe stężenie kwasów GLA, z którego tak słynie olej z wiesiołka, który ma go o połowę mniej :) Kwasy GLA przyspieszają regenerację skóry i poprawiają jej napięcie i nawilżenie. Oleje z GLA to jedyne, po których faktycznie widzę ujędrnienie i poprawę napięcia, a moja skóra nie ma lekko - wysypki, wysypy, skoki wagi od patyczka po balonik... Olej porzeczkowy jest stosunkowo lekki, łatwo się rozsmarowuje i ładnie wchłania. Pozostawia skórę bardzo dobrze nawilżoną. W odróżnieniu od oleju z wiesiołka - ma przyjemniejszy dla mnie zapach.
Wydaje mi się, że będzie nadawał się do wielu rodzajów cery, podobnie jak truskawkowy i malinowy.
Obiecuję, że się znowu zobaczymy!
PS: Teraz mam olej porzeczkowy z ZSK i on niestety ma ten wiesiołkowy zapaszek :(

*Część z tych olejów kupiłam, część dostałam, np olej arbuzowy mam od kolegi, który pielęgnuje nim swoją brodę :) Czasem jestem proszona o opinię n/t produktu zanim trafi on do oferty sklepu. Nie byłam zobowiązana o nich pisać, ale uważam, że są warte wzmianki gdyż nie są zbyt dobrze znane :)


Znacie te oleje?
Jakie są Wasi olejowi ulubieńcy?


Będzie mi miło, jeśli mnie polubisz...
A nawet pokochasz...
Pokochaj z Bloglovin

niedziela, 10 maja 2015

Włosowe notatki #24 - wersja hardkor plus spowiedź zakupoholiczki po rossmannowych obniżkach


Nie mogę uwierzyć, jak ten czas szybko leci. Już maj!

Tak jak wspominałam w ostatnich Włosowych Notatkach (KLIK) - włosy na każdym kroku szykują mi niespodzianki i dość nieporadnie próbuję im dogodzić.

Do tego przyszedł maj - a z nim wysoka wilgotność powietrza (w %) i punkt rosy wychylający się ponad 10C - co dla falowanych i kręconych głów oznacza sezon puchu (więcej na ten temat tu: Rozkminiamy pogodę).

Niska porowatość włosów moich pozostała bez zmian niziutka - ciągle mam wrażenie, że oblepia je prawie wszystko, łącznie z wodą. Zdecydowałam się więc na porządne oczyszczanie. Zwłaszcza, że ŁZS-owa łuska pojawiająca się na skórze postanowiła zostać ze mną na dłużej.
Uwaga! Dla delikatnych włosów i wrażliwej skóry taka mieszanka oczyszczająca to włosowa śmierć na miejscu, radzę stosować takie kuracje bardziej ostrożnie i w większym rozcieńczeniu.


Mycie: super-hiper-mega rypacz (tzn szampon Barwa Lniana + soda kuchenna (1/3 łyżeczki) + mocznik (1/3) łyżeczki
Maska: kompres z maski Ziaja z olejem rycynowym

Szampon a właściwie pastę oczyszczającą nałożyłam na włosy i dokładnie wmasowałam skalp i pozostawiłam na kilka minut.
Uwaga! Absolutnie nie wolno trzeć włosów przy takiej kuracji, mieszanka jest mocno zasadowa i włosy przez ten czas są bardzo uwrażliwione, można je zniszczyć. Po dokładnym i ostrożnym spłukaniu koniecznie trzeba nałożyć maskę, która stworzy na włosach barierę ochronną (u mnie będą to emolienty, u większości powinien się spisać miks emolientowo-humektantowo-proteinowy, byle bez przewagi protein), nie zaszkodzi też zakwaszenie (lekkie).
Po zmyciu pasty szamponowej włosy były bardzo szorstkie, istniało ryzyko, że je zniszczyłam. Mój błąd - nie sprawdziłam pH mieszanki i nie próbowałam go zneutralizować (zarówno mocznik jak i soda są zasadowe).
Maskę ziajową wybrałam ze względu na brak ekstaktów i olejów roślinnych (z wyjątkiem rycynowego, który nie jest typowym olejem - szczegóły tu: KLIK), brak potencjalnych oblepiaczy poza lekkim silikonem, który u mnie nie powoduje przyklapu, dodatkowo olej rycynowy dobrze dogaduje się z łojotokową skórą.

Włosy wysuszyłam suszarką kierując nawiew ku końcówkom, co je wygładza i trochę prostuje. Ostatnio przestały mi się kręcić, więc niech chociaż jakoś wyglądają jako "proste".

Efekt: niezły! Skalp oczyszczony z łuski dzięki sodzie i mocznikowi, włosy dobrze oczyszczone wypiły maskę bez efektu oblepienia, po wysuszeniu są gładkie i sypkie, ale miękkie w dotyku. Kolor oczywiście przekłamany - nie są tak orzechowe.


I na koniec spowiedź z zakupów podczas wielkiej obniżki na kosmetyki kolorowe w drogeriach Rossmann (KLIK) - o której nie ma szans, żebyście nie słyszały.


Idąc od prawej:
Sally Hansen, żel do usuwania skórek - nasłuchałam się peanów na jego cześć, stan moich skórek pozostawia wiele do życzenia, właśnie kończy mi się żel z Eveline - więc wpadł do mojego koszyka
Bell Hypoallergenic, czarna kredka do oczu - ponieważ nie mam takowej i od lat szukam. Po większości kredek puchną mi powieki, po tej na razie (odpukać) nic się nie dzieje.
Wibo, Deep black eyeliner - bo trzeba poćwiczyć kreski
Isana, Woda brzozowa - również w promocji ale z gazetki (KLIK) - 1) bo skalp czasem doprowadza mnie do szału, 2) bo woda brzozowa to dobra wcierka na porost i w ogóle "robi dobrze" na skalp 3) bo przez milion lat nie mogłam nakładać alkoholu na skórę a teraz mogę :P

Nie popełniłam więcej kolorówki, gdyż się prawie nie maluję, bo jestem wystarczająco piękna (i tej wersji będę się trzymać) a paznokcie chwilowo skrywam pod hybrydowym manicure.

Tymczasem wracam na odwyk zakupowy.

Teraz pytania do Was:
Jak się mają Wasze włosy w maju?
Co upolowałyście w Rossmannach? Może warto jeszcze dzisiaj  (ostatni dzień, 10.05) wyskoczyć na polowanie?


Będzie mi miło, jeśli mnie polubisz...
A nawet pokochasz...
Pokochaj z Bloglovin

niedziela, 26 kwietnia 2015

Włosowe notatki #23 - Full of surprise!


Witajcie!
Razem z dzisiejszymi włosowymi notatkami spróbuję podsumować kwiecień u moich włosów. Nie będzie łatwo - są pełne niespodzianek!

Kwiecień był dla mnie pełen włosowych niespodzianek.
Raczej tych mniej miłych - odczułam dobitnie ich niską porowatość za sprawą szybszego przetłuszczania i oklapu z jednoczesnym puchem. Jeszcze do wczoraj podejrzewałam nieudane cięcie, które sprawiło, że wierzchnia warstwa padła bez siły - ale nie, dzisiaj dranie jednak mają fanaberię się ładnie układać (czują fryzjera, wizyta jutro...).
Zaskoczył mnie natomiast ich nowy gust kosmetyczny. Szampon z coco-betaine, odżywka z ekstraktami ziołowymi? Pycha! Stare dobre i sprawdzone emolienty? Foch i przychlast. Rozczesywanie? Mniam. Ugniatanie i wydobycie skrętu? Zuo...
Kto mi podmienił włosy, pytam? I zapomniał dołączyć instrukcję obsługi?
Więc mam zabawę, jak początkująca włosomaniaczka z amnezją, bo brakuje mi przeszłości kosmetycznej moich aktualnych włosów.

Na szczęście w razie kosmetycznej wpadki włosy są już na tyle długie (a skalp na tyle cierpliwy - hurra!), że mogę je związać i zapomnieć.

Zestaw na zdjęciu tytułowym to menu dzisiejsze.

  • szampon Ziaja Biosulfo - stosunkowo łagodny jak na p/łupieżowy, dobrze trzyma w ryzach moją wesołą gromadkę i nie robi z włosów szczotki
  • maska Kallos Color (bez silikonów i pq) - kiedyś była moją odżywką myjącą, teraz nakładam ją jako wygładzającą, jeśli nie daję innych odżywek od nasady
  • odżywka Biały Jeleń, Kozie mleko (emoliientowo-skrobiowa, działa wygładzająco i podkreśla fale)
  • kultowa odżywka Joanna Naturia z lnem i rumiankiem - jako b/s - u mnie nowość, jeszcze nie wiem, co o niej sądzić

Efekt dzisiejszy nazwijmy niezłym. Gładkie, błyszczące, miękkie i bez przychlastu...
...a potem spojrzałam na skalp: śnieżyca ;] Który kosmetyk zawinił?


A co u Waszych czupryn?

Będzie mi miło, jeśli mnie polubisz...
A nawet pokochasz...
Pokochaj z Bloglovin