Wiedzma bloguje (Czarownicująca)

wtorek, 15 marca 2016

Porozmawiajmy o włosach... z Anwen o porowatości (cz.2)




Witajcie :)

Dzisiaj przed Wami pierwszy z wpisów z nowego cyklu u Anwen - "Porozmawiajmy o włosach...". Dzisiaj w menu porowatość włosów, temat, który niejednej włosomaniaczce śnił się po nocach :) Mam nadzieję, że znajdziecie w naszej rozmowie odpowiedzi na swoje pytania!

Jeśli nie czytałyście jeszcze pierwszej części - znajdziecie ją na blogu Ani pod linkiem zamieszczonym poniżej - a ja zapraszam na kontynuację!




Wiedźma: No właśnie podałaś świetne przykłady, dlaczego porowatość nie może być jedynym kryterium w doborze włosowej ścieżki ;) Wielogodzinne kompresowanie rozmiękcza łuskę, która na porowatych włosach jest albo już zniszczona albo podatna. Woda tutaj jest czynnikiem szkodliwym (też nie popadałabym w skrajność, bo kompresować warto). Można ograniczyć jej ilość (odżywianie na suche albo lekko zwilżone włosy) albo czas - przykładowe 30 minut to uśrednione optimum. Z wyjątkiem bardzo opornych drutów ;) włos w ciągu 15-30 minut przyswoi sobie wszystko co mu trzeba z kuracji. Przy olejowaniu te czasy są dłuższe bo nie ma wody, która jednak ułatwia wnikanie.

Anwen: Czyli generalnie się ze sobą zgadzamy :)) Zastanawia mnie jeszcze jedna kwestia, z którą często zwracały się do mnie dziewczyny, a którą sama obecnie widzę na własnych włosach. Czasem jest tak, że nasze włosy mają różną porowatość – moje u nasady są średnie, a nawet mam wrażenie bliżej im do porowatości niskiej, a końce po rozjaśnianiu są wręcz ekstremalnie wysokoporowate. Czy Twoim zdaniem warto się wtedy bawić w podwójną pielęgnację? Inaczej traktować włosy u nasady, a inaczej na końcach? Czytałam na kilku blogach o nakładaniu różnych olei równocześnie czy różnych masek, ale jakoś mnie ten pomysł nie przekonuje. Na razie szukam produktów, które sprawdzą się dobrze i tu i tu. A jakie jest Twoje zdanie?

Wiedźma: Na pewno można stosować wieloraką pielęgnację i może ona przynosić niezłe efekty - wszystko jest OK dopóki się dobrze przy tym bawimy. Oczywiście odradzałabym to osobom z problemami skórnymi, wypadaniem włosów i alergią, bo tu zawsze im mniej tym lepiej. Sama muszę dogadzać przede wszystkim skórze głowy, a najlepiej jeśli produkt dobrze traktuje również włosy. Natomiast zróżnicowana pielęgnacja nie sprawdza się u mnie wcale, nawet na włosach przepalonych trwałą. W przypadku takim jak Twój pomyślałabym raczej o dobrym serum na końce i dodatkowym odżywianiem przed myciem, nawet na sucho, niż o oddzielnych kosmetykach.

Anwen: Dobre serum to u mnie podstawa, odżywianie przed myciem też ;) więc trafiłaś w 10tkę. Chociaż i jedno i drugie sprawdza się u mnie niezależnie od porowatości włosów, bo i przed rozjaśnianiem je z powodzeniem stosowałam. Ty masz włosy niskoporowate, masz może jakąś ‘złotą’ poradę dla posiadaczek takich włosów? 

Wiedźma: Ciężko mówić o zupełnie zdrowych włosach, jeśli sięgają za łopatki i były farbowane ;) Twoja codzienna pielęgnacja bardzo zmieniła się po rozjaśnianiu? Zwłaszcza w kwestii ulubionych składników? 
Niskoporowatym szczególnie polecam minimalizm kosmetyczny, czyli nie za wiele kroków, produktów i składników naraz, np raz ziołowo, raz emolientowo a jeszcze kiedy indziej prawie głodówkę. Czasem minimum daje lepszy efekt, niż bogate kuracje u innych. A do tego regularne olejowanie (nawet kropelką oleju). 

Anwen: Moje przed rozjaśnianiem właśnie bardzo dobrze reagowały na to co Ty nazywasz głodówką a ja wtedy nazywałam detoksem ;) Teraz im to zdecydowanie nie służy, tak samo jak aloes w nieograniczonej wręcz ilości, który dawniej moje włosy kochały. Musiałam sporo pozmieniać w pielęgnacji i przyznam szczerze na początku nie było to łatwe, bo odruchowo, z przyzwyczajenia traktowałam włosy tak jak dawniej co często kończyło się klasycznym BadHairDay. To od razu przypomniało mi odwrotny problem, o którym piszą moje czytelniczki – jak pod wpływem pielęgnacji obniża im się porowatość i włosy przestają dobrze reagować na dotychczasową pielęgnację. Co Twoim zdaniem najlepiej wtedy zrobić? Wyrzucić dawnych ulubieńców do kosza i szukać ‘idealnej pielęgnacji’ od nowa czy może wystarczy postawić na minimalizm i po prostu rzadziej po nie sięgać/trzymać krócej?

Wiedźma: Zależy, jak bardzo jest źle. Jeśli na głowie jest masakra to szkoda się szarpać ;) 
W przeciwieństwie do wzrostu przez zniszczenie - w miarę "zdrowienia" porowatość spada stopniowo, więc zmiany w pielęgnacji raczej też takie będą. Nie lubię wyrzucać kosmetyków, więc szukałabym innych metod aplikacji - trzymanie krócej lub odżywianie przed myciem - może to wystarczy? 

Anwen: Wiem, że to nie dotyczy porowatości, o której miałyśmy dziś rozmawiać, ale nie mogę oprzeć się pokusie by nie spytać Cię o odżywianie przed myciem. Jak pewnie wiesz ja jestem jego wielką zwolenniczką i doskonale wiem, że to działa, ale wiem też, że metoda ta wzbudza kontrowersje. Na niektórych blogach możemy przeczytać, że to marnotrawstwo masek. Ciekawa jestem jak Ty się na to zapatrujesz?

Wiedźma: Może te dziewczyny za krótko trzymają? ;) To tak, jakby podważać skuteczność olejowania albo tradycyjnej maski z jajem, bo się je zmywa. Tak jak z odżywkami nakładanymi po myciu na minutkę – niby składniki nie zdążą się wchłonąć, związać czy co tam mają zrobić.

Anwen: Bardzo możliwe. Podejrzewam też, że może szorują potem te włosy na długości mocnym szamponem i rzeczywiście ‘zmywają’ z nich wszystko co dobre, to by było jakieś tłumaczenie ;) Wracając do porowatości to została nam jeszcze jedna grupa – mówiłyśmy już o olejach i proteinach, a jak jest Twoim zdaniem z humektantami? Czy w ich przypadku również warto patrzeć na porowatość włosów i np. mając wysoką ich unikać?


Wiedźma: Absolutnie nie! Humektanty są dobre i potrzebne każdym włosom! Niestety są trudnymi składnikami - te wszystkie interakcje pogodowe, puszenie i niech św Curla broni przed użyciem ich bez emolientów - ale przysłowiowa kropla to kropka nad pielęgnacyjnym "i".

Anwen: Bardzo dziękuję Ci za rozmowę! Jestem pewna, że to nie ostatni raz, gdy Cię tak przepytuję ;)

Wiedźma: Dziękuję Ci również!


Wam też dziękuję za uwagę i zapraszam na kolejne odcinki włosowych rozmów :)


Wszystkich zainteresowanych odsyłam do "najważniejszego" wpisu o porowatości włosów, jaki powstał na moim blogu:
O budowie i porowatości włosów
Oraz do wpisów o wielkości cząsteczek olejów i protein:
Oleje - szczegóły wnikania wg zawartości kwasów tłuszczowych
Kwasy tłuszczowe w olejach roślinnych
Proteiny w liczbach

Ściskam!

sobota, 5 marca 2016

Cudowna kuracja dla słabych paznokci oraz kiedy warto zanieść dłonie do dermatologa


Witajcie!

Dzisiaj chciałam Wam przedstawić niepozorny produkt, który uratował moje paznokcie!

Pewnie znacie mnie już od tej strony - zdrowie często płata mi figle, mam niską odporność i nieobce mi objawy niedożywienia.

W związku z dzisiejszym tematem - zaniosłam do dermatologa paznokcie, przy okazji innych tematów - bo od kilku lat robią mi niemiłe niespodzianki i ostatnio im się nasila.
Są słabe, cienkie i miękkie, łatwo się łuszczą, rosną pełne rowków i odklejają się na końcach. Jest to nie tylko brzydkie, ale i kłopotliwe - potrafi boleć jak palec przytrzaśnięty drzwiami i zdarzają się problemy z chwytaniem drobnych przedmiotów czy odkręceniem słoika.

Wizualnie obrazuje to zdjęcie (dzisiejsze, po ponad miesiącu kuracji). Paznokieć na lewym kciuku to punkt odniesienia - jest w miarę w normie, tylko troszkę krzywy i nie sprawia większych problemów. Na prawym końcówka przedstawia całe dobrodziejstwo inwentarza: rowki, deformacje, odklejanie od łożyska, cofnięcie wolnej końcówki i odsłonięcie łożyska, łuszczenie powierzchni i łuszczenie skóry.

Czerwone skórki też są tematem dalszych badań. Obydwa problemy (powracające deformacje oraz zaczerwienienia) warto pokazać lekarzowi, bo mogą nie być tylko defektem estetycznym.


KURACJA

Dermatolog zalecił wcieranie kremu NovoPhane w styczniu. Preparat jest dostępny w aptekach bez recepty i zupełnie bezpieczny, więc mogę go Wam bez oporów polecić :) Krem zalecany jest w przypadkach onychoreksji (trudne słowo :P), czyli niedożywienia paznokcia, która może mieć kilka przyczyn. Oczywiście do przyczyny też trzeba dotrzeć :)




Wiedźma analizuje skład. Nie powalił mnie na kolana. Emulsja zawieszona w parafinie, substancje nawilżające i natłuszczające, pojedyncze witaminy - co w tym wyjątkowego? Spodziewałam się co najwyżej nawilżenia skórek i nabłyszczenia płytki. Do tego zniechęcająca cena (ponad 30zł za tubkę w aptekach stacjonarnych!) w porównaniu do moich cudownych odżywek olejowych.

Preparat ma formę rzadkiego kremu. Zapakowany jest w małą tubkę z dzióbkiem. Prawie nie ma zapachu. Wchłania się dość szybko i nie brudzi, chociaż w zakamarkach skóry lubi zbierać brud.



Aplikacja. Tja. Okazuje się, że całe życie źle nakładałam odżywki :) Wszystkie tutorialowe guru, a nawet kosmetyczki, które podglądałam - wcierają odżywki i olejki w skórki u nasady paznokcia. Tę należy wcierać głębiej (tak jak pasek kremu na zdjęciu), macierz może sięgać dobre kilka milimetrów poza wał paznokciowy - a tylko resztę przeciągnąć na skórki i paznokieć.

DZIAŁANIE

Doraźne jest znikome - nie widzę poprawy wyglądu starszych części paznokci, nie poprawiły się też skórki, nadal się zadzierają i lubią popękać.

Za to długofalowe! Pierwszy raz zauważyłam działanie odżywki na dłuższą metę! Nowy paznokieć, który odrasta - w tym momencie jest go mniej więcej połowa na kciukach i 2/3 na pozostałych palcach - jest gładki, BEZ ROWKÓW, wygląda zdrowo, nawet nie rysuje się tak łatwo. To wielka poprawa i bardzo mnie cieszy. Jeszcze nie wiem, czy nowy paznokieć nie będzie się odklejał od łożyska. We'll see :)

Czy to na pewno zasługa tego kremu? Nie mam najmniejszych wątpliwości, że dołożył się do ogólnego efektu. Nie bez znaczenia jest na pewno codzienny masaż, fundowany palcom przy okazji aplikacji, oraz przymusowy odwyk od odsuwania skórek przez pierwsze tygodnie kuracji (przygotowanie do badania). Było ciężko, gdyż jestem nałogowym skórkodłubaczem...

Myślę, że krem NovoPhane może pomóc paznokciom osłabionym ze względu na przednówek czy w wyniku długotrwałego stresu, obniżonej odporności albo jeśli ciągle wystawiamy dłonie na szkodliwe czynniki (np chemikalia, środki czyszczące). Raczej nie pomoże paznokciom zniszczonym mechanicznie np przez manicure.

ANALIZA TO NIE WSZYSTKO :)

Ostatnio zaskoczyło mnie kilka produktów, które skreśliłabym ze względu na skład. Za ten nie dałabym złamanego grosza, a tu proszę, taka niespodzianka :) Jeśli macie problematyczne paznokcie, przyjrzyjcie się technice aplikowania odżywek.

Ponownie i do znudzenia zachęcam Was, żeby problemy ze skórą czy paznokciami konsultować z lekarzem, zwłaszcza jeśli pojawiają się nagle lub uporczywie wracają,

Ściskam!

piątek, 5 lutego 2016

Zakupowo z Wiedźmą - smaki Azji :)



Witajcie :)

Jak się macie po tłustoczwartkowym obżarstwie?
Korzystajcie (byle z głową), a potem będzie można odpokutować grzechy, wcale nie mniej przyjemnie :) Bo sklepy rozpieszczają nas w tej chwili azjatyckimi przysmakami. Przy odrobinie chęci kuchnia wschodu może być bardzo lekka i zdrowa (nie twierdzę, że nasza nie :) ).
Bardzo lubię niektóre składniki z kuchni azjatyckiej, bo wzbogacają moją ubogą dietę alergika ;] Chciałam pokazać Wam, które produkty wyjątkowo mnie kuszą :D

(Jeśli plan się powiódł - obrazki linkują do gazetki promocyjnej, gdzie możecie zobaczyć zdjęcie w powiększeniu i opis)

Najpierw Biedronka, w której azjatyckie szaleństwo właśnie trwa (ale jeszcze będzie na półkach wiele pyszności).




Moje hity - makaron ryżowy, który nie wymaga gotowania (świetny do rosołu!) oraz papier ryżowy, dzięki podobnemu wyczarowałam na szybko "uszka' wigilijne KLIK :)




Olej kokosowy - mój ulubiony olej kosmetyczny i od niedawna spożywczy, zwłaszcza bezzapachowy jak ten jasny.



Tofu - ciekawy zamiennik twarogu dla bezmlecznych. Tworzyłam już sojowe twarożki na słono czy słodkie serniczki. Wymaga innego podejścia niż twaróg ale gdy już się załapie, o co chodzi - to wdzięczny składnik! Niestety dowiedziałam się, że soja jest niewskazana przy problemach z tarczycą, więc staram się jej unikać :(


Makaron ryżowy z zieloną herbatą - ciekawy! Pasuje do dań o delikatnym smaku, np z kawałkami kurczaka i siekanymi pestkami (orzeszki ziemne, słonecznik).




Ciekawe sosy! Bardzo lubię sos Mild Curry - wcale nie taki mild ;) Nie zawiera glutenu ani mleka, całkiem ładny skład. No i bogaty aromat :D


Pasty curry w saszetkach. Skusiłam się na obie :) Krótki i ciekawy skład, mała porcja do zjedzenia na raz. Gluten free.

Przerażają mnie trochę przepisy, zawarte w tej gazetce. Mają bardzo długą listę składników. Jako niewprawny kucharz nie przepadam za takimi, na pewno efekt jest oszałamiający ale bojem siem ;]

Oraz Lidl - oferta ważna od 8.02 :)


Najlepsze mleko kokosowe EVER!!! Jeden z lepszych składów spośród kokosków dostępnych w sklepach oraz najlepsza cena, również w stałej ofercie :) Używam do gotowania codziennie, wszędzie, gdzie pasowałaby śmietana albo nawet masło: do kawy, sosów mięsnych, zup kremowych. Nie narzuca aromatu kokosa a tak cudnie wzbogaca konsystencję :D


Makarony azjatyckie, a zwłaszcza Glass Noodles (za pierwszym razem opisany po polsku jako sojowy, co jest bzdurą) - nie skłamię, jeśli powiem, że to mój ulubiony :)


Kusi mnie też woda kokosowa i owoce mango w puszce, ale najpierw zapoznam się ze składem :)


Jestem fanką sushi :) Różowy imbir, zielone nori i wściekle ostre wasabi :D Oczywiście najlepiej w dobrym towarzystwie :)



A na deser być może obejrzę smycz automatyczną, bo od niedawna mam pieska. Pytanie do Was - czy taka automatyczna smycz to dobry pomysł? Na co zwracać uwagę przy zakupie? Piesek jest młody i trochę wariat.

oto Kinguś!
(kliknięcie w zdjęcie przeniesie Cię na moje konto na Instagramie, gdzie umieszczę więcej zdjęć słodziaka, jeśli da się uchwycić w locie)

Lubicie kuchnię azjatycką? Jakie są Wasze hity i kity kuchni wschodu?

Ściskam!

piątek, 15 stycznia 2016

Debeściaki 2015


Helou!

Witajcie w Nowym Roku!

Fala podsumowań minionego roku się kończy, ale jeszcze tak jakby wypada mi dorzucić moje :D

Dziękuję Wam, którzy (które) tu zaglądacie!

Zgrzeszyłam... Na blogu działo się mniej, bo 1) skonsumowała (i na koniec wypluła) mnie praca oraz 2) moje zainteresowania znowu pobiegły trochę w inną stronę i nie jestem pewna, czy to dobry temat na tego bloga, jeśli w ogóle? Np boję się pisać o zagadnieniach okołozdrowotnych, bo czuję się odpowiedzialna za Was, robaczki moje :]
Meandry tych zainteresowań widać na innych portalach, gdzie do mnie zaglądacie - mianowicie na facebooku, bloglovin i od niedawna na instagramie, chociaż i tak staram się głównie kosmetyczyć.


NAJPOPULARNIEJSZE WPISY EVER

Najczęściej zaglądacie do starych wpisów, zwłaszcza z 2012 roku. Interesuje Was naukowe podejście do włosów i kosmetyków, chcecie zrozumieć tajne mikstury w słoiczkach i buteleczkach oraz okiełznać swoje niepokorne włosy - gratulacje :) Co prawda na koniec nauki pozostaje pokornie przyjąć, co natura dała, ale przynajmniej rozumiemy trochę tego chaosu.







NAJPOPULARNIEJSZE WPISY SPŁODZONE W 2015

Z tegorocznych wpisów najbardziej podobały się Wam bardzo różne tematy.






I bardzo lubiany przeze mnie - Denko olejowe. Nigdzie nie znajdziecie opinii o tylu mało znanych olejach, trust me (I'm engeneer) ;)



AKCJA ROKU w sieci

Razem z Wami - i z Balbiną - zrobiłam styczniowy odwyk zakupowy, by dojść do wniosku, że jednak NIE JESTEM MINIMALISTKĄ i po prostu lubię mieć trochę buteleczek i słoiczków wokół siebie :) Co nie wyklucza opcji ponownego odwyku w tym roku, teraz, zaraz, za chwilkę ;)




AKCJA ROKU w realu

Zrobiłam większe PRZEMEBLOWANIE w moim pokoju. Czemu o tym wspominam? Odkryłam przy okazji, że potykam się o przedmioty niekoniecznie dlatego, że jest ich za dużo - część po prostu nie miała gdzie mieszkać. Nabytkiem roku zdecydowanie jest REGAŁ na książki i pudła, w których mieszkają nieustawne kosmetyki i (w osobnym, żeby nie było) buty do tańca.



Bardzo dobrze wspominam też WIELKIE WYRZUCANIE, które pomogło mi odzyskać przestrzeń życiową i spokój ducha na jakiś czas ;) Lubię wyrzucać. Czy to się leczy? ;)

Przy selekcji kosmetyków bardzo pomaga mi system karnych kresek i kropek stawianych na opakowaniu, kiedy po użyciu danego skarbu coś jest nie tak. Cztery punkty karne nakreślone czarno na białym ułatwiają podjęcie jakże trudnej, męskiej decyzji o pożegnaniu.

KOSMETYK "ujdzie" ROKU

Wielki Chaos nastał w mojej PIELĘGNACJI. W lecie musiałam wybrać trochę różnych leków i od tej pory nic mi się nie zgadza. Układ pokarmowy nie mój, skóra nie moja i do tego marudna. Tylko włosy prawie jak moje, nadal niskoporowate i nadal za dużo ;) W związku z powyższym kosmetyków ulubionych nie mam. Mogły działać cuda jednego dnia a zrobić spore kuku drugiego i zupełnie nie wiem, co zawiniło...

Jedyny kosmetyk, o którym mogę się wyrazić pozytywnie, tzn użyty kilka razy ciągle sprawował się poprawnie, jest Kuracja 7 efektów Marion, która kupiłam za kilka PLN w Biedronce i moje włosy kręcą się po niej jak głupie dziarsko i są mniej spuszone, jeśli pogoda jest puchogenna :D Jest to serum emolientowe ze znaczną zawartością silikonów średnio i łatwozmywalnych. U mnie okazało się szalenie wydajne i jedna ampułka starcza na kilka użyć. Efekty po tej kuracji pokazywałam tutaj KLIK.


To byłoby tyle na dziś :)

Jaki był Wasz 2015 rok?

poniedziałek, 4 stycznia 2016

Prasówka z Wiedźmą


Witajcie!

Jak Wam mija początek roku? Macie zryw z cyklu "Nowy Rok = Nowa(y) Ja" czy nie potrzebujecie tej konkretnej daty do większych zmian? Albo nie zbieracie się w sobie z większymi tylko dzielnie wprowadzacie na bieżąco te mniejsze?

Najpierw chciałam Wam bardzo podziękować za ciepłe wpisy pod poprzednim postem. Nawet jeśli nie odpisałam, to przeczytałam wszystkie komentarze (i maila :)) i myślę o tym. Dziękuję za czas i uwagę, które poświęciłyście i za Wasze dobre serducha :D

Internety zalewają właśnie wpisy z podsumowaniami minionego roku. Ja też zaczęłam pisać coś w tym stylu, ale wychodzi mi straszny gniot. Mam w głowie chaos i to widać ;P
Zapraszam Was za to do zeszłorocznych ulubieńców - poza włosowymi ulubieńcami wiele się nie zmieniło (właściwie nie mam żadnych).

zdjęcie prowadzi do wpisu Kosmetyczni i urodowi ulubieńcy roku 2014

Bajdełej - przez cały styczeń kultowa oliwka Babydream fur Mama, nad którą się wtedy owzdychałam, jest w promocji KLIK.

Dzisiaj za to mam dla Was prasówkę :)



Zdarza mi się podczas lektury (książki, gazetki, czegokolwiek) pomyśleć, że chętnie podałabym informację dalej, ale nie zawsze jest jak. W aktualnym Skarbie (numer 01/2016) trafiłam na kilka takich artykułów albo informacji i te mogę podlinkować :)

Artykuły warte przeczytania



Przemoc domowa to temat trudny, ale niestety ciągle aktualny. Przemoc może mieć wiele twarzy. Im więcej się o tym mówi i pisze, tym więcej osób otrzyma pomoc. Pod artykułem podane są numery telefonów, pod którymi można uzyskać pierwszą pomoc i poradę, również jeśli jesteś świadkiem przemocy lub coś podejrzewasz. Działajmy!



Dziadek i babcia w sieci. Artykuł pokazuje wesołego emeryta, który odważył się i dzięki internetowi otworzył sobie okno na świat. Zabrakło tu drugiej części - o tych, którzy boją się, że nie podołają lub coś zepsują - albo uważają całą technologię za marnowanie czasu i narzędzie szatana (np moja babcia :P ).

Myślę, że warto podsunąć ten tekst komuś, kto byłby bohaterem tej drugiej części, a nuż się odważy albo dopuści myśl, że "ten cały internet" ma też dobre strony.





Naturalnie dla zdrowia i Maksi efekt w małej dawce czyli echo mody na superfoods. Coraz częściej nawet w osiedlowych sklepikach możemy trafić na egzotyczne składniki, przepełnione po brzegi witaminami i minerałami. Na pewno są dobrą alternatywą dla suplementów witaminowych, zwłaszcza w zimnych miesiącach.
Moje pytanie brzmi - czy na pewno są zdrowsze? Czy to, że świat się skurczył, jest dla nas korzystne i w tym przypadku?

A teraz coś dla smakoszy i srok :)


W artykule o ekologicznych środkach codziennego użytku (zwłaszcza dotyczących higieny) pojawiła się Antybutelka - wielorazowy pojemnik na wodę, który po opróżnieniu można zwinąć i schować nawet do kieszeni :) Jestem za!


Na "naturalne kosmetyki" drogeryjnych marek raczej patrzę z pobłażaniem, ale opakowanie rokitnikowej Schaumy wygląda tak apetycznie, że nie minęłabym go obojętnie! 100% sroka :P Cieszy mnie rosnąca popularność rokitnika, owoce tej rośliny kryją w sobie wielką moc ;) Miałam zarówno olej, jak i gotowe kosmetyki rokitnikowe i wspominam je bardzo dobrze :D



Ogłaszają, że już jest - silikonowa myjka do twarzy z wypustkami  za jedyne pinć złotych. Na zdjęciu wygląda jak młodsza siostra Luny ;) Chcę :D Takim przyrządem można wykonać masaż twarzy bez ryzyka zadrapań i podrażnień, a sam silikon zapewnia higienę. Zazwyczaj nie ufam wielorazowym przyrządom, oczami duszy widzę na nich bujną florę i faunę, ale że łuszczę się teraz jak wariat - łagodne złuszczanko bardzo mi się widzi. U Was już jest? Używałyście czegoś podobnego?


Ściskam gorąco (na przekór pogodzie) w Nowym Roku!

Wiedźma