Wiedzma bloguje (Czarownicująca)

środa, 7 listopada 2012

Zamiast kawy - cykoria i żołędziówka

Szukam zastępnika dla kawy.
Kawa, oprócz szeregu zalet i wspaniałych właściwości antyoksydacyjnych - ma też kilka poważnych wad: podrażnia wrażliwy żołądek, wypłukuje jakże cenne witaminy i minerały i podobno zakwasza organizm i podobno jest to bardzo zły stan rzeczy.
źródło: google

Próbowałam zielonej herbaty, yerba mate - nie działają na mnie, zdarzyło mi się wręcz zdrzemnąć siedząc z kubkiem w ręce! :)

W moich poszukiwaniach sięgnęłam na półki Zielarni Lawenda. Obecnie w moich zbiorach znajduje się Cykoria, którą lubię i piję regularnie od lipca - i Żołędziówka, którą testuję w ramach współpracy z Zielarnią.


KAWA ŻOŁĘDZIÓWKA



Opis na stronie sklepu (KLIK!):
Jest to bardzo zdrowa, posilna i wzmacniająca kawa. Daje uczucie sytości, wzmacnia żołądek, wątrobę i śledzionę. Pomaga likwidować zaburzenia żołądkowe. Dzięki dodatkowi korzenia imbiru działa pobudzająco. W dawnych czasach pita była zarówno na dworach, jak i w wiejskich chatach, szczególnie przez osoby osłabione, po przebytych chorobach oraz jako środek ogólnie wzmacniający.
Sposób przygotowania:
Jedną łyżeczkę zalać wrzątkiem, najlepiej parzyć pod przykryciem ok. 5-10 minut


Moje wrażenia:
Sięgnęłam po ten napój ze względu na opisywane właściwości wzmacniające i pobudzające.
Aromat ma przyjemny, podobny do kawowego ale bardzo delikatny, przebijają się korzenne nuty.
Polecono mi, aby żołędziówkę kilka minut zagotować, wtedy ma bardziej intensywny aromat - tak też uczyniłam. Napój dobrze smakuje z mlekiem owsianym, można dodać szczyptę ciemnego kakao.

Kawa jest fusiasta - pozostałe fusy można wykorzystać jako łagodny peeling :) Czego jeszcze nie uczyniłam bo napój piję popołudniu / wieczorem a smarować lubię się rano.

Co więcej mogę powiedzieć o napoju -  nie zauważyłam, żeby mnie pobudzał, działa na mnie wręcz relaksująco ale nie usypiająco. Pijam ją więc w ciemne już popołudnia, kiedy wiem, że mam czas dla siebie i nigdzie nie muszę się spieszyć.

Wydajność jest średnia, ja potrzebowałam łyżki miału dla odpowiednio intensywnego smaku, a opakowanie jest nieduże.  Do codziennego picia wychodziłoby to bardzo nieekonomicznie - co kilka dni jest ok, w końcu opakowanie kosztuje tylko 5-6zł i wystarczy na dobre kilka "kaw".

Warto spróbować, jeśli lubimy kulinarne nowinki :)


CYKORIA INSTANT

źródło: www.zielarnia24.pl
To cudo kupiłam w Zielarni już daawno i towarzyszy mi na co dzień.


Opis na stronie sklepu (KLIK!)
“Cykoria” wysokobłonnikowy napój kawowy otrzymywana z korzenia cykorii, jest naturalnym źródłem błonnika pokarmowego rozpuszczalnego w wodzie, genetycznie nie modyfikowana.
- Reguluje procesy przemiany materii
- Usprawnia działanie przewodu pokarmowego
- Wspomaga redukcję masy ciała
Przeważającą część frakcji błonnika w Cykorii instant stanowi INULINA fruktooligosacharyd o obniżonej wartości energetycznej i wysokiej wartości odżywczej.
Jest to prebiotyk, czyli niestrawny składnik pożywienia. Korzystnie wpływa na rozwój pożądanej flory bakteryjnej jelit. Jest to produkt, który mogą spożywać osoby deklarujące dietę wegetariańską.
INULINA:
- Zwiększa przyswajanie wapnia w organizmie
- Wspomaga perystaltykę jelit
- Reguluje rytm wypróżnień
- Chroni przed zaparciami
- Wywołuje uczucie sytości
- Obniża poziom triglicerydów i cholesterolu we krwi
Przeznaczenie: dla osób dorosłych dążących do zredukowania masy ciała oraz jako napój wspomagający funkcjonowanie przewodu pokarmowego (szczególnie w zaparciach)

Skład: cykoria instantyzowana 

Moim zdaniem
Cykorię znam już z łagodnych kaw typu "Ricore". Podobno czasem rozrzedza się nią kawy rozpuszczalne - ma podobny aromat i jest tańsza niż kawa, łagodniejsza dla żołądka itp.
Lubię ją za to, że jest całkowicie rozpuszczalna, łatwa w przygotowaniu (zalewasz i gotowe), dobrze komponuje się z mlekiem zwierzęcym albo roślinnym.
Kiedyś na próbę zrobiłam cykorię z mlekiem sojowym koleżance, która na co dzień pije normalną roszpuszczałkę z normalnym mlekiem. Smakowało jej :) (Acz nie na tyle, żeby miała zmieniać swoje nawyki, mleko sojowe jest jakby nie brać wiele droższe i trudno dostępne).
Smak jest  na tyle podobny do kawy rozpuszczalnej, że mój mózg daje się na chwilę oszukać. Mogę ją spokojnie pić bliżej wieczoru, bo wiem, że nie będę mieć problemu z zaśnięciem - i rano, bo nie podrażni mi żołądka.
Nie czuję się po niej jakoś bardzo inaczej niż bez niej, ale lubię i piję, codziennie.
Wydajność - ok. Opakowanie za 5-6zł starcza mi na około miesiąc.
Jedyna wg mnie wada: Szkoda, że nie daje kopa :)

Doświadczenie ciekawe :) Lubię eksperymenty, kulinarne również.

Próbowałyście takich nie-kaw? Co o nich sądzicie?

Czarownicująca

niedziela, 4 listopada 2012

Tydzień włosowej pielęgnacji - silikonowy eksperyment

Nie tak dawno postanowiłam dać znowu szansę silikonom.

Silikony prawie całkowicie wyparłam z pielęgnacji włosów ponad rok temu. Nie uważam ich za szkodliwy składnik, jeśli używa się ich z głową, ale moja skóra nie znosi dobrze mocniej oczyszczających szamponów, więc wolę unikać doprowadzania włosów do stanu, w którym muszę sięgać po szampon z SLS.

Akurat trafiłam na odpowiednią aukcję Agapeanimali, więc oprócz zaspokojenia eksperymentatorskiej ciekawości mogłam przelać na konto fundacji kilka złotówek.

Zestaw silikonowy wygląda tak:
Skusiłam się zwłaszcza ze względu na odżywkę Gliss Kur. Zwróciłam na nią uwagę przygotowując wpis o odżywkach z aminokwasami. Moje włosy teoretycznie reagują na aminokwasy tak, jak standardowe kręcioły na keratynę, tzn. niesamowitą sprężystością i skrętem. Po L-cysteinie były suche i przeproteinowane, nie mogłam znieść jej zapachu więc wolałam poszukać aminokwasów w kosmetykach.
Zaskoczyła mnie... mało śliską konsystencją! Bardzo wygodnie się ją nakłada ale spodziewałam się takiej nachalnej sztuczności. A tu nie. I zapach przywołał wiele wspomnień :D Miewałam odżywki Gliss Kura lata temu, już pamiętam za co je lubiłam :)

skład odżywki Gliss Kur Total Repair
To maleństwo dołączone do zestawu ucieszyło mnie. Ładnie i świeżo pachnie i ma o dziwo bardzo leciutką konsystencję. Jest wydajne: już użyłam dwukrotnie i nadal sporo zostało! Silikon plus olejki, w sam raz na końce w codziennej pielęgnacji.

skład odżywki Gliss Kur Oil Nutritive
Tylko ten pan mnie zaskoczył na minus. Spójrzcie - IPA...
Miałam zamysł nakładać tę bombę silikonową na końcówki, ale z tym składnikiem - nie odważę się. Jestem na niego bardzo wrażliwa, skóra reaguje poparzeniem. Nie i już!
Pójdzie w dobre ręce :)


Czwartek
M: szampon Anthyllis bez SLS
O: Bingo shea na skalp
     na długość Gliss Kur Total Repair 

P: płukanka lniana + żel aloesowy

odciśnięte z wody szmatką z mikrofibry 


Efekt wizualnie może nie bije rekordu... Chociaż nie powiem, najs :>

Ale w dotyku!
Tak sprężystych włosów dawno nie miałam! Przez pół wieczoru bujałam się jak głupek na gumowej piłce, którą mam teraz zamiast krzesła, żeby poczuć jak loki sprężynują :)
Nawet nagrałam filmik :D Mam nadzieję, że BlondHairCare nie ma mi za złe wykorzystania jej pomysłu z nagraniem?


Piątek - Poranek
spanie w chustce bawełnianej "na Marysię"*
psiknięcie wodą



*(więcej we wpisie o metodach przetrwania nocy dla falowanych KLIK)


Nie jestem pewna, czy całe zasługi mogę przypisać aminokwasom czy silikonom. Nie planuję używać tej odżywki co mycie, raczej na specjalne okazje, na poprawę humoru itp.
Włosy wymagają oczyszczania szamponem z SLS i tak, więc te kilka dni przed SLSowym myciem to dobry moment na większą ilość silikonu. I tak go zaraz zmywamy, więc nie zablokuje obiegu składników, a pomoże włosom łatwiej znieść oczyszczanie. (Tak sobie tłumaczę i tej wersji będę się trzymać ;) ).

Ostatni zestaw zainspirowany po części przez jedną z zakręconych wizażanek, po części przez owsiane spa Anwen.

Niedziela
O: mleko owsiane + miód + olej z orzechów włoskich
M: szampon Anthyllis lniany
O: Bingo shea + mleko owsiane na skalp, odżywka Gliss Kur Oil Nutritive na długość

Stylizacja: odciskanie wody ściereczką z mikrofibry



Efekt: drobne spiralki i bałagan, sypkie i lekkie.



Jednak wolę, kiedy moje włosy są ciężkie i nasycone.
Dodatek mleka owsianego może być zbawienny dla osób narzekających na szybko klapiące włosy - mleczko owsiane nawilża włosy i skórę, łagodzi podrażnienia, a skrobia zawarta w owsie ma szansę zadziałać jak suchy szampon, jednocześnie nie wysuszając włosów ani skóry. Podobnie powinno działać mleko z innych zbóż i ryżowe.

Wtorek
O: Nivea FC balsam
(projekt Denko) 
M/O: Bingo shea
P: płukanka lniana

Efekt: porządne ciężkie rulony
...rano: matowo :/



I na koniec oczyszczanie:


Piątek
O: olej lniany na 30 min + balsam Nivea FC
M: 2x szampon z SLS Barwa z lnem
O: 1 łyżka maski Bingo z zieloną glinką + 2 łyżeczka mleka kokosowego + 1
łyżeczka mleka ryżowego + 5k aloesu 10x + 5k ekstraktu rumiankowy + szczypta kwasu jabłkowego + maleństwo Gliss Kur na końce -> pod folię na ~kwadrans
P: płukanka lniana
Stylizacja: odciskanie ściereczką z mikrofibry

Efekt: kręcono, trochę puch 


Moje włosy powoli wchodzą w zimowy etap - potrzebują dużo głębokiego nawilżania, olejów i bogatych emulsji (mleko kokosowe!!).
Ze zdziwieniem odkryłam kilka rozdwojonych końcówek, więc silikonowa odżywka a nawet serum wejdzie na stałe do repertuaru. Mam już na oku serum z Green Pharmacy.


~ ~ ~

Przede wszystkim zachęcam Was ponownie do mieszania maseczek na włosy z domowych składników :) Mało wysiłku i pieniędzy, dużo frajdy i miliard możliwości :D

Zapraszam ponownie ;)
Czarownicująca

sobota, 3 listopada 2012

Masełka shea z Blisko Natury - cz.2

Witajcie!
Przed Wami ciąg dalszy recenzji czterech masełek shea, które mogę przetestować dzięki sklepowi Blisko Natury, za pośrednictwem bloga Śliwki robaczywki.

W części pierwszej przedstawiłam Wam pokrótce wszystkie masełka, dzisiaj spróbuję je do siebie porównać.
Dla ułatwienia testów podzieliłam masła na dwie grupy - twarde (masło nierafinowane i rafinowane) i miękkie (masło nilotica i oleinę).

KONSYSTENCJA & APLIKACJA

1 masło nierafinowane
2 masło rafinowane
3 masło shea nilotica
4 oleina masła shea

Masełka twarde
Masło shea nierafinowane jest zdecydowanie najtwardsze. Wyraźnie czuć w nim grudki, które pod wpływem rozgrzewania i rozcierania rozpuszczają się. Nakłada się na skórę gruba warstwą, zostawiając woskowatą warstewkę ochronną.
Masło rafinowane równiez ma grudki ale szybciej miękną i łatwiej się je rozprowadza. Odczucie na skórze po dłuższej chwili jest podobne jak po maśle nierafinowanym.

Masełka miękkie
Masło Nilotica rozprowadza się łatwo i szybko, szybko tez się wchłania, prawie do matu, jeśli można użyć tego określenia w odniesieniu do tłuszczu. Pozostawia skórę satynową. Bardziej nawilża niż natłuszcza.
Oleinę najłatwiej przyrównać mi do schłodzonej oliwy, ewentualnie mleka skondensowanego.Dobrze się rozprowadza ale powoli wchłania, pozostawiając olejowy poślizg.

WYDAJNOŚĆ

Wszystkie cztery masła wydają się być bardzo wydajne, prawie nie widać zużycia.

ZAPACH

źródło: google
Masło nierafinowane pachnie orzechami, zapach nie utrzymuje się długo na skórze, nie zwraca uwagi.
Masło Nilotica pachnie świeżo i lekko.
Dwa pozostałe masełka są dla mnie praktycznie bezzapachowe.

NA DŁONIE

źródło: google

Jako atopowiec mam z natury bardzo suchą skórę, tę na rękach dodatkowo nieodporną na wysuszające działanie detergentów i twardej wody. Każde mycie naczyń czy rąk = susza...

Masełka twarde
Dobrze się nimi masuje wysuszone dłonie, ale najlepiej smarować je na noc lub przed dłuższym seansem przed TV.
Po kilku aplikacjach skóra dłoni robi się nieco odporniejsza na detergenty i wodę a paznokcie prezentują się lepiej. Efekt nie jest stały, a dla najlepszego efektu dobrze byłoby smarować ręce masłami na okrągło, a jest to nieco uciążliwe, bo z umaślonymi rękami nie da się zrobić prawie nic.


W połączeniu z kremem do rąk i bawełnianymi rękawiczkami dają bardzo dobre efekty :)

Masełka miękkie
Oba momentalnie otulają i koją skórę. Na dłoniach dość wyraźnie widać różnicę "lekkości". Efekt ochronny nie jest tak wyraźny jak przy masłach twardych.

Moje dłonie wybrały oleinę masła shea -  działa jak świetny luksusowy krem.

NA TWARZ

źródło: google
Załóżmy, że mam cerę mieszaną odwodnioną. Obecnie protestującą ze względu na początek okresu grzewczego i dziwny pomysł administracji dodatkowo chlorującej wodę...
Skóra twarzy po kąpieli jest sucha i ściągnięta, a na nosie i brodzie jest pewna skłonność do zaskórników, głównie otwartych.

Masełka miękkie
Ze względu na konsystencję użyłam na twarz tylko miękkich masełek. Na jeden policzek jedno, na drugi drugie.
Masełko shea Nilotica przyjemnie sprawdziło się na twarzy, podczas gdy oleina zostawiła trochę ciężkawą warstwę.
Na brodzie zaaplikowałam masełka na strupek po rozdrapanym pryszczu... (wiem, nieładnie, ale nie umiem się powstrzymać...) - masełka ładnie go zmiękczyły i wygładziły skórę.

Policzki ze względu na komfort wybrały masełko shea Nilotica. 
Suche skórki wybierają oleinę!

Masełka twarde
Raz masełko nierafinowane użyłam na nos wyjątkowo odrapany od ciągłego wycierania i kataru. Ulga była szybka i niebotyczna, a skóra długo jeszcze broniła się dzięki woskowej warstewce. Niestety na następny dzień powitałam kilka zaskórników zamkniętych...

Również masła nierafinowanego używam w domu na usta. Bardzo przyjemnie zmiękcza i wygładza suche skórki. A zapach jest bardzo apetyczny, dobrze że masło nie smakuje tak jak pachnie :)

Do zadań specjalnych - masło nierafinowane!

NA ŁYDKĘ

źródło: google
Użyłam maseł twardych na łydki po depilacji - zazwyczaj po tym zabiegu skóra zostaje sucha i szorstka, a do tego tkliwa.

Masła twarde
Jakoś tak jest, że masła na łydkach wygodnie się rozprowadza. Oba masła po urobieniu i rozprowadzeniu (masło nierafinowane nieco toporniej ale z każdym użyciem się przyzwyczajam) pokryły skórę warstewką. Rano po czerwonych kropkach nie było ani śladu, skóra nie była tak szorstka jak pozostawiona sama sobie. Nie zauważyłam szczególnej różnicy w działaniu pomiędzy masłami.

Masła miękkie
Jeśli smaruję się na noc, nie przeszkadza mi tłusta warstewka po smarowidłach, byleby nie była lepka. Smarowidło ma dawać uczucie głębokiego nawilżenia i zmiękczenia, może wchłaniać się wieki.
Oleina otula skórę , podczas gry Nilotica wchłania się i pozostawia po prostu komfort. Wolę otulenie.

Tutaj wygrywa oleina.

NA WŁOSY

źródło: google
Moje włosy są z natury suche i sztywne, oprócz tego grube i gęste a skóra głowy bardzo sucha i wrażliwa. Mam włosy o niskiej porowatości, trudne do obciążenia bo grube i sprężyste, ale łatwe do oblepienia przez nieodpowiednie składniki.

Kilka razy zastosowałam na włosy masełka miękkie - ze względu na lżejszą konsystencję o wiele łatwiej kontrolować ilość nakładanego tłuszczu.

Masło Nilotica nadaje się do nakładania na końcówki włosów po myciu i przygładzenie puszku. Myślę, że posiadaczki włosów podobnych do moich będą zawodolone.
Oleinę nakładałam przed myciem jak olej - koi wysuszoną skórę i zmiękcza włosy. Nie zauważyłam spuszenia jak po olejach z przewagą kwasu oleinowego. Ciekawa jestem składu oleiny. Nie zmywa się trudniej niż inne oleje, ale nie próbowałam zmywać oleiny odżywką, tylko szampon.

Być może kiedyś odważę się nałożyć na włos masło shea twarde - o ile będę wystawiać włosy na trudne warunki atmosferyczne, np na zimę w górach albo gorące morze.

Nie zdążyłam sprawdzić działania masełek miękkich jako dodatku do maski - mam taki pomysł i dam znać, jak się sprawdził.

~PODSUMOWANIE~

Po pierwsze i najważniejsze - cieszę się, że miałam okazję wypróbować masełka i do tego wszystkie naraz. Na pewno nie zostaną zapomniane gdzieś na półce, o nie! Będę ich używać często i wielorako!
Może nawet uda mi się włączyć do współudziału dwóch małych testerów :)

Nie znalazłam faworyta - jak widzicie, każde z maseł jest inne i w innej dziedzinie najlepsze.

Należę do osób wiecznie zagonionych. Rano jestem półprzytomna a wieczorem zmęczona, więc jak najbardziej przekonują mnie produkty skuteczne ale szybkie i łatwe w obsłudze.
Dlatego bardzo spodobały mi się masełka miękkie - łączą zalety pielęgnacyjne masła shea i wygodę olejów. Bardzo liczę na ich skuteczność w zimie.

Masło nierafinowane ujęło mnie zapachem - jako alergik unikam produktów, które pachną, ale tu zapach wydaje się być ok. Chętnie wykorzystam je do ust i jako pierwszą pomoc na suche dłonie i stopy. Wcześniej nie myślałam o zakupie nierafinowanego masła, bo nie powinno się go podgrzewać, a dla mnie mieszanie to podstawowa funkcja masła shea, jest składnikiem kremów na ciepło które robię od - hoho! - roku. Zobaczymy, co będę sądzić pod koniec tego wielkiego opakowania :)

Masło rafinowane jest od dłuższego czasu moim must have. Zobaczymy, czy wyprą je masełka miękkie? Cóż, dam Wam znać w przyszłości :)


Dopiero teraz spojrzałam na ceny maseł, żeby nie sugerować się nimi podczas testów.
  • 100 g masła Shea nierafinowanego - wartość 14,12 zł
  • 100 g masła Shea rafinowanego - wartość 20,42 zł
  • 100 ml oleiny masła Shea - wartość 20,52 zł
  • 50 g masła Shea Nilotica - wartość 27,99 zł 
Jeśli spojrzeć na same ceny i ilość maseł - to drogo, ale wiem, ile dla mnie masełka są warte. Są wydajne, wielofunkcyjne, skuteczne i bezpieczne dla mojej wrażliwej skóry.

UWAGA DLA ALERGIKÓW!!!
W przypadku maseł, tak jak i każdego produktu jest pewne ryzyko reakcji alergicznej. Przed pierwszym użyciem zróbcie próbę uczuleniową. Spotkałam się z opinią, żeby alergicy wybierali raczej oleje rafinowane - są pozbawione większej ilości substancji, które mogą potencjalnie uczulać.


A co Wy sądzicie o masłach? Próbowałyście ich? Macie na nie ochotę?

Pozdrawiam jesiennie
Czarownicująca

piątek, 2 listopada 2012

Masełka shea z Blisko Natury - cz.1

Witajcie!
Jak już wiecie - biorę udział w testowaniu czterech masełek shea ze sklepu Blisko Natury.
Mam je już prawie trzy tygodnie! Powoli nadchodzi pora na recenzję.
W pierwszej części opiszę Wam masełka ogólnie, w drugiej postaram się porównać je między sobą. Zapraszam!

BUTYROSPERMUM PARKII BUTTER - OGÓLNIE

Masło shea jest jednym z moich ulubionych tłuszczów roślinnych. Używam go pod różną postacią od około dwóch lat.
Jest jednym z bezpieczniejszych tłuszczów dla skóry alergicznej, stosuje się je nawet w kosmetykach dla niemowląt z atopowym zapaleniem skóry.
Komedogenność masła shea jest dyskusyjna, różne źródła podają różne odpowiedzi.
Jest niezrównane dla skóry podrażnionej i przesuszonej. Łagodzi podrażnienia po depilacji, wygładza spękane usta, zmiękcza szorstkie pięty, koi skórę dłoni po domowych porządkach, nadaje się do masażu obolałych mięśni.
Nadaje się również do pielęgnacji grubych, szorstkich i niskoporowatych włosów, chociaż trudna w obsłudze konsystencja nieraz zmusza do kreatywności.

4x masło shea



Opis producenta:
Masło ma działanie mocno nawilżające i natłuszczające, uzupełnia w skórze niedobory witamin, wygładza, działa przeciwzmarszczkowo, posiada naturalny filtr słoneczny. Nie zawiera żadnych konserwantów i barwników, nie jest deodoryzowane, posiada naturalny łagodny zapach.

Wg mnie:
Jest najbardziej podstawową wersją masła shea i też najbogatszą. Nieoczyszczone masło shea ma zbitą konsystencję, trzeba poświęcić dłuższą chwilę jego rozgrzaniu i rozmasowaniu. Pozostawia na skórze woskową warstewkę.
Masła nie powinno się podgrzewać, gdyż straci część swoich cudownych właściwości. 
Masło pachnie orzechami. Od razu po otwarciu opakowania powędrowało na wysuszone usta :)


Opis producenta:
Brak opisu :)

Wg mnie:
Masło rafinowane ma podobną, chociaż minimalnie mniej zbitą konsystencję niż nierafinowane. Prawie nie ma zapachu, oprócz tego w użyciu jest bardzo podobne do masła nierafinowanego, chociaż ledwo zauważalnie łatwiejsze w nakładaniu.
W odróżnieniu od pierwszego masełka - masło rafinowane można podgrzewać, topić i w ten sposób mieszać z innymi składnikami.



Opis producenta:
Właściwości mocno nawilżające, dostarczające skórze witamin A i E, zabezpieczające przed czynnikami zewnętrznymi. Nilotica polec się do pielęgnacji delikatnej skóry twarzy, również pod oczami, szyi, biustu i dekoltu.

Wg mnie:
Szkoda, że producent tak mało napisał na jego temat. To masełko pochodzi z innej części Afryki, z Ugandy.
Jest zauważalnie inne niż dwa pierwsze masła. Kolor jest jasnożółty, zapach świeższy. Konsystencja przypomina roztapiający się olej kokosowy (lub masło shea zmieszane z olejem lnianym).
Jak na masło jest bardzo lekkie.O wiele łatwiej się je nakłada. Szybko się wchłania, nie pozostawiając woskowej warstewki, a nadal dobrze nawilża.



Opis producenta:
Oleina zawiera więcej składników regulujących poziom nawilżenia a także najwyższą koncentrację jedno- i wielonienasyconych kwasów tłuszczowych w stosunku do masła. Oleina jest bardziej miękka i oleista. W kontakcie ze skórą natychmiast staje się płynna. W temperaturze pokojowej jest półstała. Działanie oleiny: mocno nawilżające i natłuszczające, uzupełnia w skórze niedobory witamin, wygładza, działa przeciwzmarszczkowo, posiada naturalny filtr słoneczny. 

Wg mnie:
Oleina masła shea jest mazią, która dobrze się rozprowadza i nieźle wchłania, pozostawiając cienką, tłustawą ale nie woskową warstewkę.
Możliwe, że składowo pod względem kwasów tłuszczowych przypomina nieco oliwę z oliwek - może mamy przed sobą masło shea w wersji dogodniejszej dla włosów o wyższej porowatości? :)

Więcej szczegółów na temat masełek poznacie w drugiej części wpisu.
Zapraszam!

Czarownicująca

czwartek, 1 listopada 2012

Herbaciany wpis - alergik vs herbata i recenzja herbatki owocowej

Kto tu zagląda ten wie - Wiedźma jest wielką miłośniczką herbaty.
Dzień bez herbaty to dzień stracony! Zmarnowany i w ogóle... co to za życie - bez herbaty!?

Ludzkość miała świetny pomysł z tym napojem - a z mnogością jej rodzajów jeszcze lepszy :)

źródło: google

Czy jest sens pisać o dobrodziejstwach drzemiących w liściach herbaty?
Nie ma :) Znajdziecie tysiące świetnych artykułów o herbacie za pośrednictwem wujka google.
Ogólnie każdemu coś tam wiadomo: zielona herbata to antyutleniacze - opóźnia starzenie komórek i zwiększa ochronę przed wieloma chorobami.
Rozjaśnia myśli i poprawia koncentrację, mniej szkodząc niż kawa.
Owocowa dostarcza witamin.
Mówi się, że zdrowsza jest sypana niż ta z torebki.
Mówi się, żeby nie pić ekspresówki, bo to odpady i dodatkowo pijemy zaparzany papier.

A ja z innej beczki.

ALERGIK VS HERBATA

Jako alergik próbuję rezygnować ze szkodzących mi produktów. Już dawno odkryłam, że najbardziej szkodzą codzienne, małe, wydaje się niewinne grzeszki (to się tyczy wszystkich dziedzin życia!). Niektóre szkodliwe składniki wydają się oczywiste: za dużo cukru, za dużo kawy (tu nie w kontekście alergii ale ogólnie zdrowtnie-dietetycznym), za dużo kolorowych ciastek (tu oba konteksty). Że cola i chipsy dzień w dzień to nie jest dobry pomysł to wiemy.
Na inne produkty trzeba "wpaść", u mnie to takie "przebłyski" - "zaraz, zaraz, to chyba nie jest takie dobre i słuszne".
Po jednym z takich przebłysków wzięłam do ręki pudełko herbaty, ot takie np owocowe w piramidkach. W składzie - 20% owoców, barwnik i aromat... I tak zaczęło się szukanie.

Niewiele z Was zdaje sobie pewnie sprawę, że większość herbat jest aromatyzowana! Również liściaste i te na wagę. Na jednym ze stoisk z herbatami na wagę poprosiłam o herbatę bez sztucznych aromatów i pani między dziesiątkami pudełek znalazła tylko DWIE, czystą Yerbę i Senchę!

Ba! Łatwo dać się nabrać na aromatyzowane herbatki w ładnych, nasuwających skojarzenia z naturą opakowaniach...

CO PIĆ?

Czyste najczystsze i najprostsze!
Czystą czarną, zieloną, białą lub czerwoną herbatę, rooibos, yerbę. Te, całkiem dobrej jakości da się znaleźć już na półkach zwykłych sklepów.

Aromat? Dodać samemu!
Najprostsza wersja - do herbaty dodać soku owocowego, skórki z cytrusów, kawałek ananasa.

A owocowe?
Ususzyć :)
Traf chciał, że kilka lat temu u mnie w domu pojawiła się suszarka do owoców i grzybów, więc z mamą suszyłyśmy wszystko, co dało się ususzyć. Nasuszyłyśmy jabłek, malin, jagód, dodałyśmy płatków hibiskusa i nagietka na wzór i podobieństwo sklepowej herbatki owocowej... i jakież było nasze rozczarowanie, kiedy ta nasza herbatka okazała się taka mniej kolorowa i mniej aromatyczna... 
Hej! - to my zrobiłyśmy prawdziwą herbatkę owocową, a to oni oszukują!


Herbatki prawdziwie owocowe są o wiele delikatniejsze od aromatyzowanych. Nie tak efektowne, nie tak oczywiste.
I zdrowsze - jeśli mam wybór, dlaczego więc mam się faszerować zbędną chemią?

...albo poszukać na sklepowej półce :)

Np w zielarni, sklepie ze zdrową żywnością :)

TESTOWO - OWOCOWO


Nie uwierzycie pewnie, że to zbieg okoliczności - zaczęłam pisać ten artykuł o herbatach kilka miesięcy temu, kiedy zaczęłam szukać zdrowszej alternatywy dla herbaty i kawy - a dojrzał dopiero teraz, przy okazji testów.


W miesiącu październiku, w ramach współpracy z rzeszowską Zielarnią Lawenda, miałam przyjemność popijać herbatkę owocową Korzenny Bukiet firmy Naturvit.


Wybrałam ją, gdyż: 
Primo - szukałam czegoś rozgrzewającego na jesienne wieczory. Secundo - zaiste ta herbatka jest owocowa i nie jest sztucznie aromatyzowana!

Wrażenia
Jak to prawdziwa owocowa niearomatyzowana ma delikatny, wręcz nieśmiały aromat. Przypomina mi bardziej wieloowocowy kompot z dodatkiem korzennych przypraw niż to co się popularnie nazywa herbatami owocowymi. Jest nieco kwaskowata, chociaż nie tak bardzo jak herbaty bazujące na hibiskusie. Rozgrzewania nie zauważyłam. Dobrze smakuje z miodem.

Jest bardzo podobna do herbatek owocowych robionych przez moją mamę :) Czyli prawdziwie naturalna.
Lepiej sprawuje się parzona w sitku lub odcedzana, gdyż część suszu pływa po powierzchni i lubi pchać się do ust.


Ocena
Podoba mi się :) Taka lekka herbatka, jedna z wielu w ciągu dnia.
Wydaje się wydajna, z łyżeczki suszu otrzymujemy dobrze smakujący napar.

Nie zdetronizowała bynajmniej mojej ukochanej Earl Grey, ale sięgam po nią prawie codziennie, a to mówi samo za siebie?

PONOWNIE ROKITNIK

Ostatnio dodaję też do parzenia odrobinę Owoców rokitnika firmy Flos, które również testuję dla Zielarni Lawenda w mijającym miesiącu.




Po owoce rokitnika sięgnęłam, podobnie jak swego czasu po olej z rokitnika (o którym możecie przeczytać tu: KLIK i KLIK) - żeby wspomóc odporność organizmu, zwłaszcza dzięki końskiej dawce witaminy C.

Spójrzcie, co o właściwościach tych niepozornych owocków pisze Wikipedia:
Owoce są bogate w witaminy i mikroelementy: zawierają 2,4 razy więcej witaminy C niż czarna porzeczka, witaminy: E, F, K, P, kwas foliowy, prowitaminę A i D, antocyjany, flawonoidy, fosfolipidy, garbniki, nienasycone kwasy tłuszczowe oraz makro i mikroelementy, m.in. mangan, żelazo, bor.
Owoce stosuje się przy dolegliwościach żołądkowych, chorobach reumatycznych, przeziębieniach i chorobach skóry.
Maseczki kosmetyczne z owoców rokitnika poprawiają wygląd cery i opóźniają jej starzenie się.
Producent zaleca zaparzyć owoce i wypić uzyskany z nich napar. Nie znalazłam informacji, co dzieje się podczas parzenia z witaminą C. Bądźmy jednak dobrej myśli.
Same owoce podobno można dodawać do jogurtów surowe, jak rodzynki - ale nie przełamałam się, są bardzo kwaśne. W smaku przypominają jarzębinę i coś wędzonego, co jest ciekawym ale pozytywnym połączeniem. W herbacie korzennej aromat owoców ginie całkowicie.

Czy herbaciany zestaw działa pozytywnie na moją odporność - trudno mi powiedzieć, gdyż cały październik jestem lekko przeziębiona. Może to źle, że jednak mnie to przeziębienie złapało i nie puszcza - a może właśnie dobrze, bo jakoś się trzymam?


A co Wy pijecie teraz, w te chłodne jesienne wieczory?

~ ~ ~
Przede mną kilka wolnych dni, mam nadzieję nadrobić chociaż trochę blogowych zaległości :)
Możecie spodziewać się jeszcze kilku recenzji, w tym efektów włosowego eksperymentu z silikonami, którego efekt był zaskakujący!

Czarownicująca