Wiedzma bloguje (Czarownicująca): Gdy zalewa mnie krew! Moje kubeczki menstruacyjne - historia prawdziwa

wtorek, 27 kwietnia 2021

Gdy zalewa mnie krew! Moje kubeczki menstruacyjne - historia prawdziwa

memy.pl


Elunia!

Ostatnio w mediach nastał czas, aby menstruacja przestała być tematem tabu. Mniej więcej połowa z nas to biologiczne kobiety. Mamy macice. Krwawimy. No!

Mam i ja - i postanowiłam dołączyć do detabuizacji zagadnienia!
(I jeszcze do tego dzisiaj Krwawy Księżyc, czyli różowa pełnia. Kiedy, jak nie dziś?)

* * *


HerStory...

Jestem #teamtampon. Z bardzo prostej przyczyny - mam bardzo obfite krwawienia i jestem w stanie przelać wszystko. Tampony przynajmniej hamują falę powodziową, a zanim nauczyłam się ich używać - regularnie co miesiąc na długiej przerwie biegłam do domu się przebrać. Taka sytuacja. 
W moim domu materiały higieniczne były zawsze dostępne i pod dostatkiem, a sam okres nie był tematem tabu. Dzisiaj wiem, że pod tym względem należę do szczęśliwców :)
Nadal nienawidząc podpasek, opierając się na tamponach z powodu braku innych opcji żyłam sobie spokojnie do 2014 i pierwszego kontaktu z kubeczkiem menstruacyjnym MoonCup, który otrzymałam do testów od sklepu, który już nie istnieje.

Z pewną taką nieśmiałością pisałam o moich wrażeniach. O dziwo, nie polały się nam mnie wiadra hejtu - a polskie internety nie były jeszcze gotowe na takie tematy. Czy już są?...

Wtedy nie nauczyłam się z kubeczkiem współpracować, ergo nie stał się on moją miłością. 

Do dzisiaj przerobiłam kubeczki cztery, z czego tylko jeden mi ostatecznie nie pasował. A dwa zginęły śmiercią tragiczną z rąk (łapek i ząbków) Krakersa. 
Nie pytajcie ;P

Czemu dopiero teraz?

Pewien dziwny zbieg okoliczności sprawił, że w zeszłym roku czasu zabijanego na YT jakby przybyło i oczy moje błądząc po różnych zakątkach internetu natrafiły na całe kanały poświęcone kubeczkom, ich rodzajom, kształtom. Dowiedziałam się na przykład, że tam na dole jest nie tylko dziura, że jesteśmy różne i nie każdy kubeczek podejdzie każdej pani! Wow. Pilnie przyswoiłam wiedzę, zastosowałam wskazówki - i jednak jest miłość!
Jak się okazało, mam trudną kombinację - obfite krwawienia plus nisko umieszczona szyjka macicy, ale udało się dobrać coś odpowiedniego, chociaż nie od razu...
Teraz nie wyobrażam sobie życia bez kubeczka! Te dwa, które mam obecnie, spokojnie wystarczają na cały czas trwania okresu (...?), mogę nawet zakorkować się z wyprzedzeniem, co przy tamponach nie wchodziło w grę. Nie muszę odgadywać obfitości krwawienia, bo kubeczek przyjmie każde a wyjmowanie pustego nie śni się po nocach, jak przy tamponie. Widzisz swoją krew, co może być edukacyjne! I kasowo jestem dawno do przodu, nie wspominając już o ilości odpadów produkowanych co miesiąc.
Owszem, ma swoje wady. Nie zawsze są warunki komfortowe do opróżnienia kubeczka. Obsługi trzeba się nauczyć - ile razy się uświniłam, tego nikt nie zliczy. Nawet najlepiej dobrany kubeczek lekko przesącza się, więc trzeba mieć na to poprawkę. Wyparzanie jest bardziej problematyczne niż wrzucenie do kosza. Czasem trzeba użyć nawilżacza. Widzisz swoją krew.

Ale moja wadżajna jest szczęśliwsza, wiem to na pewno.

MoonCup - epic foto 2014


Ten pierwszy...
MoonCup B
Mój pierwszy kubeczek. Ma standardowy kształt tulipanka, średnią pojemność i nóżkę, którą można uciąć (polecam!). Wykonany z bezbarwnego silikonu, który pociemniał w czasie swojej służby.
Jest dość sztywny, co ma swoje plusy i minusy. Na plus - łatwo się rozwija w środku, szczelnie dolega i mniejsza szansa, że przecieknie podczas aktywności i napinania mięśni różnych. Na minus - w bolesne dni może powodować nieprzyjemny ucisk, a ogólnie utrudnia załatwienie się, i jedynkę i dwójkę. Dobrze sprawdza się, kiedy trzeba opróżnić ładunek poza domem, bo wiadomo, że na pewno łatwo się rozłoży. 
U mnie nie wystarczał na najbardziej obfite dni, ale przy normalnych i lekkich okresach powinien wystarczyć.
Kiedy już nauczyłam się poprawnie zakładać kubeczek, stał się moim must have na okres.
Kubeczek nadal kosztuje około 100zł, jest trwały jak diabli i zużycie widać tylko po odbarwianiu się silikonu. Nie jest odporny tylko na kocie pazury ;D


Facelle, rozmiar S (teraz są od XS)
Kiedy tylko dowiedziałam się, że Rossmann wprowadził do PL tańszą alternatywę - musiałam go mieć! Jest śliczny fioletowy, mięciutki i taki malutki. W środku prawie go nie czuć, nic nie gniecie. Przez to, że mięciutki - nie zawsze chciał się rozłożyć. Finalnie mogę powiedzieć, że mi się nie sprawdził, bo taki mały jest dla mnie bez sensu (na 4-ty dzień...?), natomiast to na nim nauczyłam się 1) zwijać kubeczek na więcej sposobów niż różyczka i C 2) trafiać sobie w szyjkę a nie obok 3) i że taki mały nie ma sensu, więc jestem do przodu o cenną wiedzę :) Ma kształt tulipanka i listek, który można obciąć jeśli uwiera.
Kubeczek najchętniej rozwijał się zwinięty w "7"
Dostępny stacjonarnie w Rossmannie, koszt 40zł ale często jest na promocji.
Też nie przeżył konfrontacji z kotem...

Facelle L


Facelle, rozmiar L (obecny największy to M)
Odrobinę sztywniejszy niż Facelle S, ale nadal miękki, więc nie uwiera. Czasem mam wrażenie, że zmniejsza bóle skurczowe, ale nie zawsze. Jest bardziej pojemny (25ml), jest dość wysoki, przez co nie zawsze wygodnie mi się nosi. 
Ma podziałkę, dzięki czemu dowiedziałam się, że jednak mam rekordowe krwawienia (wiaderka!), więc przynajmniej mój kompletny brak sił jest wtedy uzasadniony. Niagara to oczywiście temat do lekarza.
Lubię go na najobfitsze dni i na samym końcu okresu. Nie zawsze chce mi się otworzyć, dlatego wolę go, kiedy jestem w domu i mogę go poprawiać sto razy albo kiedy nie trzeba do niego zaglądać przez wiele godzin.
Obecnie Rossman zmienił ofertę kubeczków, ale mam wrażenie, że nowa M to będzie moja L-ka.
Świetnie wydane 30zł ;]

Selenacup


Selenacup Basic, rozmiar M
Nabyłam czem prędzej, kiedy Krakers dopadł MoonCupa...
Moim zdaniem kubeczki te (MoonCup i Selenacup basic) są do siebie bardzo podobne z wielkości, kszatłu, rozmiaru i twardości. Różni je cena, dostępność (SC jest stacjonarnie w Hebe), kolor (SC różowy contra przezroczysty MC) i ucho zamiast ogonka. Ucho obcięłam oczywiście. Poza tym w użytkowaniu zbliżone są tak bardzo, że mogłabym skopiować tamten akapit :)
Do kubeczka producent dołączył pojemnik do wyparzania (i ochrony przed kotami? Przypadek?...).
Cena - 70, a na promo nawet 55 :)



Obecnie mam (bo te przeżyły) Selenacup i Facelle L i służą mi dzielnie. Na pierwszy rzut oka różnica wydaje się niewielka, ale te kilka mililitrów pojemności oraz inna sztywność robią różnicę! I uzupełniają się dobrze. W przyszłości wypróbowałabym inne kształty, np kuliste. Albo dysk menstruacyjny.
Dawno na siebie zarobiły, przy moich potopach zużywałam sporo tamponów każdego miesiąca. O ile znowu (tfu!) nie będą miały wypadku, powinny służyć w zdrowiu kilka lat a zużycia nie będzie widać. 

Podsumowanie krótkie - podoba mi się ten wynalazek. Cieszę się, że kobietki mają teraz tyle możliwości :>

I przysięgam! Pilnuję moich zabawek! Tylko Krakersik jest szybszy... :D

Przykładowe filmiki z YT o kubeczkach:
https://www.youtube.com/watch?v=B2kHmOJhzGE - kilka sposobów zwijania kubeczka
https://www.youtube.com/watch?v=KAq4aZyh4tM - przyczyny przeciekania, szyjka i takie tam

Pozdrawiam księżycowo
Wiedźma

4 komentarze:

  1. Jakoś nie mogę się przekonać 😁. Wyobrażam dobie zawsze ze to wymaga ogromnej ilości manipulowania tam na dole. A jestem absolutnie szczęśliwa z tamponami i podpaskami na zmianę.

    OdpowiedzUsuń
  2. Osobiście nie wyobrażam sobie chodzenia z takim kubeczkiem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest jak tampon, a nawet mniej wyczuwalny bo nie ma sznureczka :)

      Usuń

Czytelniku i Czytelniczko! Dziękuję za odwiedziny. Będzie mi miło, jeśli podzielisz się swoją opinią i włączysz się do dyskusji.

Lawina spamu zmusiła mnie do blokady możliwości komentowania anonimom - mimo wszystko zachęcam Was gorąco i czekam na komentarze!